Unijny system handlu uprawnieniami do emisji (ETS) został uruchomiony w 2005 r. Wymagał zmian w kontekście m.in. wysokich cen energii elektrycznej, które panują w Europie. Branża przemysłowa – mimo zmian uelastyczniających system – nie podchodzi do propozycji nazbyt entuzjastycznie, bo będą miały raczej ograniczony wpływ na poprawę konkurencyjności polskiego przemysłu i energetyki.
17 lipca Komisja Europejska opublikowała długo oczekiwaną propozycję reformy ETS. Proponuje w niej m.in. zmniejszenie tempa redukcji uprawnień (LRF) po 3,7 proc. w latach 2031-2035 i po 1,7 proc. rocznie od 2036 r. wobec obecnych 4,3 proc. (i 4,4 proc. na lata 2028-2030), obniżenie wskaźnika uprawnień absorbowanych przez Rezerwę Stabilności Rynkowej (MSR) z 24 proc. do 12 proc. oraz dostosowanie jej funkcjonowania do realiów malejącej podaży uprawnień oraz przedłużenie Funduszu Modernizacyjnego. KE proponuje też utrzymanie darmowych uprawnień do emisji CO2, ale pod pewnymi warunkami, bo 80 proc. uprawnień będzie przyznawane firmom co roku po publikacji przez nie planów inwestycji w dekarbonizację, a po wdrożeniu i inwestycji oraz redukcji emisji w cyklu pięcioletnim zostanie przekazana pozostała pula 20 proc.
Czytaj więcej
Zmiany w systemie handlu uprawnieniami do emisji CO2 idą w stronę polskich postulatów mających na celu złagodzenie ETS, który przekłada się w Polsc...
Energetyka wskazuje na braki, ale docenia kierunek
PGE wskazuje na pozytywny kierunek zmniejszania poziomu współczynnika liniowej redukcji emisji (LRF), który optymalnie powinien wynosić 2,5–2,8 proc. w całym okresie funkcjonowania zreformowanego systemu. System powinien mieć możliwość elastycznego reagowania, żeby zaspokoić potrzeby instalacji przemysłowych, a także energetyki, zwłaszcza w sytuacji, gdy zabraknie komercyjnie dostępnych gazów odnawialnych, takich jak biometan czy wodór. ETS potrzebuje efektywnego mechanizmu przeciwdziałania gwałtownym zmianom cen i długoterminowej przewidywalności. Sektor ciepłowniczy już dziś otrzymuje relatywnie niewiele bezpłatnych uprawnień – w przypadku PGE pokrywają one jedynie ok. 7 proc. potrzeb wynikających z emisji. Zdaniem spółki dalsze ograniczanie alokacji zwiększy presję kosztów na sektor, który musi jednocześnie finansować transformację, zapewniać bezpieczeństwo dostaw i ograniczać wpływ kosztów ETS na ceny ciepła dla odbiorców. PGE nadal postuluje zwolnienie z obowiązku zakupu uprawnień do emisji jednostek wytwórczych pracujących do 1500 godzin. – Przedstawione w ubiegły piątek rozwiązania traktujemy jako początek procesu legislacyjnego, w którym będą uczestniczyć Parlament Europejski oraz Rada. W toku dalszych prac wskazujemy, że zwolnienie z obowiązku zakupu uprawnień do emisji jednostek wytwórczych pracujących do 1500 godzin rocznie znacząco poprawiłoby tempo transformacji grupy PGE oraz bezpieczeństwo pracy systemu elektroenergetycznego – mówi wiceprezes PGE ds. regulacji Marcin Laskowski.
Postulat PGE – jako regulacyjne rozwiązanie mogące w krótkim okresie obniżyć ceny o 10-15 proc. dla klientów – pozostaje nadal aktualny. – Będziemy przekonywać do niego naszych rozmówców w instytucjach unijnych, wykorzystując nasze przedstawicielstwo w Brukseli oraz wsparcie organizacji krajowych i międzynarodowych, w których jesteśmy reprezentowani – mówi wiceprezes. Spółka postuluje utrzymanie odpowiedniej wielkości finansowania Funduszu Modernizacyjnego w skali co najmniej 4,5 proc. całkowitej puli uprawnień ETS po 2030 r. W obecnej dekadzie Polska otrzymuje z Funduszu Modernizacyjnego około 173 mln uprawnień.
Jak tłumaczy nam Orlen, reforma ETS idzie w dobrym kierunku. Zdaniem spółki, zmiany dotyczące MSR mogą ograniczyć ryzyko niedoboru uprawnień w kolejnych latach i częściowo stabilizować koszt EUA, choć nie oznaczają automatycznego spadku cen. – Pozytywnie oceniamy także dodatkowe środki na inwestycje dekarbonizacyjne oraz utrzymanie darmowych uprawnień, ale ich wycofywanie powinno następować wolniej i być lepiej dopasowane do realiów poszczególnych sektorów. Spodziewamy się dalszej dyskusji na temat współczynnika LRF definiującego dostępność uprawnień do emisji – wskazuje Orlen.
Czytaj więcej
Rząd szykuje pakiety obniżające ceny prądu, a właściwie chciałby przekonać Polaków do większego korzystania z taryf dynamicznych lub pochodnych ins...
Stabilizacja cen CO2 zamiast spadku
W swoich ocenach zdecydowanie bardziej krytyczna jest poznańska Enea. W opinii Pawła Jankowskiego, kierownika biura regulacji, propozycja Komisji sama w sobie nie gwarantuje trwałego obniżenia cen uprawnień. – Raczej zwiększa szanse na bardziej przewidywalny i mniej zmienny rynek, jednocześnie poziom cen będzie zależał od reakcji inwestorów, tempa dekarbonizacji i dalszych decyzji politycznych – podkreśla nasz rozmówca. Jak wyjaśnia, Komisja łagodzi trajektorię redukcji górnego limitu po 2030 r., co oznacza wolniejsze „kurczenie się” puli uprawnień i potencjalnie mniejszą presję podaży niż w scenariuszu kontynuacji dotychczasowego LRF. – Reforma MSR oraz wykorzystanie międzynarodowych kredytów węglowych i trwałego pochłaniania mają zwiększyć płynność rynku, ograniczyć ryzyko strukturalnej nadpodaży/niedoboru i tym samym zmniejszyć ryzyko gwałtownych skoków cen – wyjaśnia. Jednak zdaniem Jankowskiego nawet obniżony LRF w istotnym stopniu złagodzi presję regulacyjną dopiero po 2036 r. i nie rozwiązuje ryzyka nadmiernego zacieśnienia rynku po 2040 r., co może prowadzić do utrzymywania się wysokich lub zmiennych cen EUA, natomiast proponowana skala wykorzystania ICC (indirect cost compensation – rekompensaty kosztów pośrednich dla przemysłu, ok. 2 proc. emisji dopiero od 2036 r.) jest zbyt mała i zbyt późna, by w istotnym stopniu wpłynąć na system – więc wpływ na poziom cen EUA będzie raczej umiarkowany niż przełomowy.
– Projekt rewizji jest krokiem w stronę bardziej przewidywalnego ETS i może sprzyjać korekcie cen EUA w dół w stosunku do scenariuszy najbardziej restrykcyjnych, ale sam nie jest „programem obniżki” cen uprawnień – ostateczny poziom cen pozostanie funkcją polityki, podaży i popytu oraz tempa inwestycji w dekarbonizację – mówi.
Maciej Burny z firmy doradczej Enerxperience, który był m.in. sekretarzem i członkiem rady zarządzającej Polskiego Komitetu Energii Elektrycznej, uważa, że na obecnym etapie trudno ocenić wpływ tych propozycji na ceny uprawnień do emisji CO2. – Mamy różne prognozy zarówno KE, jak i innych ośrodków analitycznych. Jedna z analiz wskazuje, że po zmianach w ETS średnia cena uprawnienia w latach 2031-2040 spadnie z 395 euro/t do 227 euro/t. To cały czas cena bardzo wysoka. Jeśli popatrzymy na udostępnione dane przez KE, to cena uprawnień w najbliższych latach będzie kształtowała się na poziomie ok. 100 euro za tonę. To jednak tylko wstępny, roboczy szacunek – mówi i dodaje, że ceny mogą się ustabilizować, ale jednak nadal na wysokim poziomie. Jak podkreśla, z analiz modelujących KE wynika, że wpływ MSR do I połowy lat 30. stabilizuje ceny, ale po 2035 r. one bardzo mocno rosną do prawie 2040 r.