O ile w poniedziałek rano cena baryłki ropy gatunku Brent dochodziła do 90 USD, to późnym popołudniem kosztowała ona 88 USD. Notowania ropy gatunku WTI przekraczały rano 84 USD za baryłkę, by później jednak zejść w okolice 82 USD za baryłkę. Stało się tak, pomimo tego, że w weekend doszło do kolejnej wymiany ciosów na Bliskim Wschodzie. Amerykańskie lotnictwo uderzało w cele w Iranie, a Irańczycy uderzyli w tankowce i w cele m.in. w Kuwejcie.

W poniedziałek jemeńscy rebelianci Huti ogłosili „embargo morskie” Arabii Saudyjskiej. To oznacza, że będą atakować statki przepływające przez cieśninę Bab al-Mandeb, łączącą Morze Czerwone z Zatoką Adeńską. Tą trasą Saudyjczycy przesyłali w ostatnich miesiącach większość swojego eksportu ropy. Jeśli Huti nie zostaną powstrzymani przed tym terroryzmem, to światu grozi fala podwyżek cen ropy.

Dlaczego więc ropa lekko taniała podczas poniedziałkowego popołudnia? Bo inwestorzy znów uwierzyli w to, że da się uniknąć najgorszego scenariusza. Na ich nastroje mocno wpłynęła wypowiedź Esmaila Baghaei, rzecznika irańskiego MSZ, który stwierdził, że Iran oraz USA mogą prowadzić negocjacje kierując się swoimi „interesami narodowymi”. Brak tu jednak konkretów. Można więc znów odnieść wrażenie, że irański reżim gra na czas i chce skłonić Trumpa do odwołania silniejszych odwetowych uderzeń lotniczych. Uderzeń, które mogłyby kosztować życie kolejnych przywódców reżimu. Przekonamy się, czy Amerykanie znów połkną negocjacyjny „haczyk”.