Dopiero co mogliśmy cieszyć się, że także "goły" WIG20 wybił się w ostatnich dniach na nowy szczyt hossy, dzięki czemu do historycznego rekordu zbliżył się na ledwie kilka punktów procentowych. Na ten moment wygląda jednak na to, że dla popytu ostatni rajd był wyczerpujący, co na wykresie obrazują coraz niżej położone świece, okraszone do tego od góry sporymi górnymi cieniami. W poniedziałek WIG20 zdołał wykonać podstawowe zadanie, tj. domknąć lukę spadkową, jaka powstała po piątkowym otwarciu. Kurs WIG20 dotarł nawet powyżej czwartkowego otwarcia rynku, tj. powyżej 3800 pkt. Popołudnie przyniosło jednak cofnięcie. Ostatecznie sesja kończyła się zwyżką o około 0,4 proc., ale już przy niższych obrotach niż w poprzednich dniach.
Za przedpołudniową zwyżką WIG20, a następnie cofnięciem stało głównie zachowanie banków. To grupa, która w poprzednim tygodniu pozostawała z boku. Inwestorzy wsłuchiwali się w informacje z rządu dotyczące losów stawki podatku CIT dla banków, która na ten rok została podwyższona do 30 proc. Koniec końców, banki w poniedziałek tylko niewiele się umacniały, a indeks tej grupy firm osunął się już poniżej czerwcowego szczytu.
Ale nie tylko krajowy rynek zaczyna sprawiać wrażenie, jakby brakło mu sił. Poniedziałek przyniósł kolejne mocne spadki w Korei, o czym zaważyło oczywiście zachowanie spółek technologicznych. Sesja w USA rozpoczęła się od zwyżek, ale dość ograniczonych, jeśli weźmiemy pod uwagę spadki z piątku oraz wcześniejszych dni. Poza nastawieniem do sektora półprzewodników oraz trwającym sezonem wyników w USA kluczowym tematem pozostaje Bliski Wschód. W poniedziałek w godzinach porannych na rynku ropy naftowej robiło się już gorąco, ale potem cena surowca zeszła poniżej piątkowego zamknięcia.
Po południu dolar zaczął się dość wyraźnie umacniać do euro, a kurs głównej pary walutowej zniżkował o 0,3 proc. Złoty sobie jednak w tych warunkach radził – dolar był co prawda wyżej, ale kurs EUR/PLN zniżkował.