Reklama

Pękło 10 tys. na wykresie WIG-budownictwo. Co dalej?

Walka na odwołania powinna się zakończyć, gdy przybędzie na rynku zleceń. Groźniejsza jest wojna cenowa, bo to presja na marże, a nadchodzi kumulacja robót, która przełoży się na wzrost kosztów realizacji – mówi Damian Kaźmierczak, wiceprezes PZPB.

Publikacja: 06.02.2026 17:27

Damian Kaźmierczak, wiceprezes i główny ekonomista Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa

Damian Kaźmierczak, wiceprezes i główny ekonomista Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa

Foto: parkiet.tv

Indeks WIG-budownictwo przebił niedawno, choć na chwilę, barierę 10 tys. pkt. Oczywiście, wpływ na niego ma rynkowy hegemon Budimex i tylko kilka spółek idzie w podobnym trendzie. Niemniej mamy optymizm inwestorów. Rozmowę o branży zacznijmy od bieżących, gorących spraw. Mało zleceń, dużo chętnych – obok wojny cenowej jest bezpardonowa walka na odwołania od wyników przetargów. Czy to problem systemowy, czy zniknie, jak tylko pojawi się na rynku więcej zleceń?

Mówiąc żartem, w budownictwie nigdy nie ma powodów do optymizmu, bo to wyjątkowo specyficzny rynek, poruszamy się zawsze od głębokich dołków do bardzo wysokich górek. Obecnie znajdujemy się w fazie przejściowej po 2024 r., kiedy zaliczyliśmy jeden z głębszych dołków od przystąpienia Polski do Unii Europejskiej. W 2025 r. tego dołka w zasadzie nie pogłębialiśmy i wszystko wskazuje na to, że ten rok przyniesie przyspieszenie, przynajmniej w niektórych segmentach rynku budowlanego, infrastrukturalnego.

Reklama
Reklama

Od mniej więcej dwóch lat firmom budowlanym bardzo mocno brakowało i brakuje zleceń, więc tort jest mały, a głodnych dużo, co skłania wiele spółek do agresywnych zachowań. Do postępowań przystępuje po kilkanaście podmiotów. Są przetargi o relatywnie niewielkiej wartości, gdzie potrafią ścierać się największe spółki z mniejszymi, lokalnymi konkurentami.

Odwołania do KIO i sądów to kolejny przejaw walki o zlecenia. Korzystając z możliwych rozwiązań prawnych, firmy podstawiają sobie nogi, faulują się, ciągną za koszulki i jest to również sytuacja wysoce niepokojąca. To destabilizuje rynek i wpływa na bardzo dużą nerwowość na rynku. Jestem przekonany, że ta sytuacja uspokoi się w momencie, kiedy wszystkie firmy wykonawcze wypełnią swoje portfele zleceń.

Zwracam uwagę, że w przetargach publicznych dominuje kryterium najniższej ceny, więc ceny ofert są bardzo mocno dołowane, co już powoduje nerwowość. To oczywiście sytuacja dla całego rynku niepokojąca. Pozyskane dzisiaj, w tych warunkach, po niskich cenach, kontrakty mogą spowodować problemy z rentownością w kolejnych okresach. Znajdujemy się bowiem w przededniu bardzo dużej kumulacji na rynku infrastrukturalnym, więc należy spodziewać się, że ceny materiałów i wykonawstwa pójdą bardzo mocno w górę, a na rynku infrastrukturalnym mamy do czynienia z nie do końca efektywnymi mechanizmami waloryzacyjnymi w umowach.

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Prezes Budimexu: Brak kalendarza inwestycji destabilizuje rynek

Czy w takim razie grozi nam więcej historii takich, jak w Łodzi? Rozgrzebana budowa, zamawiający wypowiada kontrakt, dużo czasu zabierze znalezienie następcy, a koszty wzrosną.

To nauczka, w jaki sposób nie powinniśmy podchodzić do wyboru wykonawców. Nie możemy być niewolnikami najniższej ceny. Powinniśmy odchodzić w kierunku jakości, doświadczenia. Zamawiający mają możliwość weryfikowania doświadczenia firm ubiegających się o kontrakt w realizacji konkretnych obiektów. Problemem jest pewna filozofia realizacji zamówień publicznych. Zamawiający stoją na straży budżetu państwa, więc mówiąc najprościej, starają się realizować inwestycje za jak najniższą cenę. Państwo powinno realizować cel rozwijania gospodarki przez rozbudowę i modernizację infrastruktury, ale także zwracać uwagę na dobrostan i rozwój lokalnego biznesu. Biznes budowlany nie może rozwijać się w sposób optymalny, jeżeli koncentruje się tylko i wyłącznie na najniższej cenie, bo najniższa cena to niska marża, a niska marża to ryzyko strat w związku z wspomnianą sinusoidą na naszym rynku. Jeżeli biznes nie nabierze masy, nie będziemy mogli myśleć o wyjściu polskich firm za granicę.

Czytaj więcej

Mirbud i Torpol wyrzucone z przetargu. Ostra walka na odwołania na budowlanym rynku

Kolejny temat to local content, czy to też posłuży rozgrywaniu się przez firmy? Jak definiujecie w PZPB polską firmę – bo jedni wskazują, że to taka, która ma polski zarząd, tu zatrudnia i płaci podatki. Inni wskazują, że decyduje pochodzenie udziałowców.

Tego nie wiem, prawdopodobnie tak.

Kwestia repolonizacji jest tematem bardzo złożonym i przez różne strony różnie rozumianym. Na pewno całe nasze środowisko cieszy się, że wreszcie w trzeciej dekadzie XXI w. nasze elity polityczne zaczynają mówić o polskości, zaczynają rozumieć, że wspieranie polskiego biznesu jest bardzo ważne. Premier Donald Tusk ogłosił wizję repolonizacji w kwietniu 2025 r. Nie chcę powiedzieć, że nic za tym poszło, ale wydaje mi się, że można było zrobić zdecydowanie więcej. Na dziś udało się zaimplementować prawo Unii Europejskiej, które ogranicza dostęp do naszego rynku firmom spoza Wspólnoty, które nie mają tutaj potencjału, kadry itd. Powinniśmy zastanowić się, w jaki sposób w warunkach funkcjonowania w Unii Europejskiej powinniśmy premiować polskość. Na pewno nie będziemy przyznawać punktów za polskość czy rugować firm z rodowodem zagranicznym, bo jest to niemożliwe. Są jednak miękkie narzędzia, które wykorzystują wszystkie kraje UE oprócz Polski.

A czym jest firma polska? 9 na 15 wiodących firm budowlanych na naszym rynku to spółki rdzennie polskie, czyli z dominującym udziałem rodzimego kapitału. Wbrew obiegowej opinii one mocno się rozwijają.

Reklama
Reklama

Do tego dochodzą firmy, które są bardzo mocno w Polsce zakorzenione, funkcjonują tutaj od lat, płacą podatki, zarządza nimi polska kadra, więc w tym rozumieniu to są również firmy krajowe, które powinny być promowane.

Natomiast nie powinniśmy promować i powinniśmy ograniczyć za wszelką cenę dostęp do naszego rynku firmom, które nie mają tutaj żadnych zasobów. Nie chodzi tylko o spółki azjatyckie, ale też takie europejskie, które przychodzą do nas, wietrząc okazję do zrealizowania jednorazowych zysków i w ogóle nie wiążą z Polską żadnej przyszłości biznesowej.

Budownictwo
Prezes Budimexu: Brak kalendarza inwestycji destabilizuje rynek
Budownictwo
Rekord za rekordem w Develii. Firma chce sprzedawać jeszcze więcej
Budownictwo
Sojusz deweloperów z archidiecezją. Budowa apartamentowca Roma Tower może ruszać
Budownictwo
Develia, czyli rekord goni rekord
Budownictwo
Państwo zapowiada więcej mieszkań. I z sensem
Budownictwo
Grupa Ghelamco kupiła sobie czas
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama