Indeks WIG-budownictwo przebił niedawno, choć na chwilę, barierę 10 tys. pkt. Oczywiście, wpływ na niego ma rynkowy hegemon Budimex i tylko kilka spółek idzie w podobnym trendzie. Niemniej mamy optymizm inwestorów. Rozmowę o branży zacznijmy od bieżących, gorących spraw. Mało zleceń, dużo chętnych – obok wojny cenowej jest bezpardonowa walka na odwołania od wyników przetargów. Czy to problem systemowy, czy zniknie, jak tylko pojawi się na rynku więcej zleceń?
Mówiąc żartem, w budownictwie nigdy nie ma powodów do optymizmu, bo to wyjątkowo specyficzny rynek, poruszamy się zawsze od głębokich dołków do bardzo wysokich górek. Obecnie znajdujemy się w fazie przejściowej po 2024 r., kiedy zaliczyliśmy jeden z głębszych dołków od przystąpienia Polski do Unii Europejskiej. W 2025 r. tego dołka w zasadzie nie pogłębialiśmy i wszystko wskazuje na to, że ten rok przyniesie przyspieszenie, przynajmniej w niektórych segmentach rynku budowlanego, infrastrukturalnego.
Od mniej więcej dwóch lat firmom budowlanym bardzo mocno brakowało i brakuje zleceń, więc tort jest mały, a głodnych dużo, co skłania wiele spółek do agresywnych zachowań. Do postępowań przystępuje po kilkanaście podmiotów. Są przetargi o relatywnie niewielkiej wartości, gdzie potrafią ścierać się największe spółki z mniejszymi, lokalnymi konkurentami.
Odwołania do KIO i sądów to kolejny przejaw walki o zlecenia. Korzystając z możliwych rozwiązań prawnych, firmy podstawiają sobie nogi, faulują się, ciągną za koszulki i jest to również sytuacja wysoce niepokojąca. To destabilizuje rynek i wpływa na bardzo dużą nerwowość na rynku. Jestem przekonany, że ta sytuacja uspokoi się w momencie, kiedy wszystkie firmy wykonawcze wypełnią swoje portfele zleceń.
Zwracam uwagę, że w przetargach publicznych dominuje kryterium najniższej ceny, więc ceny ofert są bardzo mocno dołowane, co już powoduje nerwowość. To oczywiście sytuacja dla całego rynku niepokojąca. Pozyskane dzisiaj, w tych warunkach, po niskich cenach, kontrakty mogą spowodować problemy z rentownością w kolejnych okresach. Znajdujemy się bowiem w przededniu bardzo dużej kumulacji na rynku infrastrukturalnym, więc należy spodziewać się, że ceny materiałów i wykonawstwa pójdą bardzo mocno w górę, a na rynku infrastrukturalnym mamy do czynienia z nie do końca efektywnymi mechanizmami waloryzacyjnymi w umowach.