Think tank ogłosił pierwszy cokwartalny odczyt stworzonego prze siebie indeksu, który ma kompleksowo odzwierciedlać stan rynku i ostrzegać przed czynnikami ryzyka.

Wartość HRE Index na koniec IV kwartału ub.r. to 0,584. Eksperci podkreślają, że odczyt w granicach 0,15–0,85 świadczy o zdrowej kondycji rynku.

Indeks opiera się na czterech subindeksach: cen nieruchomości (na rynku pierwotnym i wtórnym), sektora bankowego (monitoruje akcję kredytową i zadłużenia z tytułu kredytów hipotecznych względem PKB), gospodarstw domowych (określa relacje cen lokali i wynagrodzeń oraz zadłużenie gospodarstw domowych z tytułu kredytów hipotecznych względem aktywów finansowych) oraz sektora budownictwa (dane o lokalach oddanych, będących w budowie i przygotowaniu).

– HRE Index mówi o tym, w którym miejscu znajduje się polski rynek nieruchomości. Jesteśmy w stanie ocenić, czy mamy przed sobą dobrą perspektywę i możemy podejmować kolejne inwestycje, czy też należałoby się wstrzymać z inwestycjami, a nadzór powinien zacząć schładzać rynek. Na dziś wszystko wskazuje, że sytuacja jest bezpieczna i przed nami stabilne kwartały – komentuje Michał Cebula, prezes HRE i think tanku.

– Informacja praktyczna płynąca z danych jest taka, że ceny mieszkań nie powinny gwałtownie rosnąć, a akcja kredytowa banków też nie będzie już się zwiększać, przy czym jest ona na wysokim poziomie – dodaje Maciej Grabowski, prezes CMS, były minister środowiska.

Michał Sapota z rady nadzorczej Murapolu podkreśla, że indeks ma pomóc w podejmowaniu z wyprzedzeniem decyzji wpywających na rynek – przez zmiany regulacyjne czy korektę polityki banków. Jego zdaniem w dobie deficytu mieszkaniowego każdy ruch ułatwiający zakup lokalu jest pożądany. W 2017 r. deweloperzy w największych aglomeracjach sprzedali rekordową liczbę 72,7 tys. mieszkań. ar