Handel na warszawskiej giełdzie kwitnie w najlepsze. Ubiegły rok przyniósł rekordowe obroty na na głównym rynku akcji. Wyniosły one 470,3 mld zł, co oznacza, że rok do roku wzrosły one o 41,9 proc. Sesje z obrotami przekraczającymi 1 mld zł przestały być zjawiskiem „nadprzyrodzonym”, a stały się codziennością. Średnie dzienne obroty za 2025 r. ukształtowały się bowiem na poziomie prawie 1,89 mld zł. Rok wcześniej było to 1,33 mld zł.
Wydawać by się mogło, że są to wymarzone warunki dla domów maklerskich, dla których większa aktywność inwestorów to przecież woda na biznesowy młyn. Okazuje się jednak, że prawdziwą hossę poczuli ostatecznie tylko nieliczni polscy brokerzy. Większość co prawda też może mówić o zauważalnej poprawie, ale faktem też jest to, że wiele podmiotów nie doskoczyło do rynkowej średniej.
Kogo premiował rynek?
Od wielu już lat na polskim rynku dominującą rolę pełnią zagraniczni brokerzy. Nie inaczej było w 2025 r. Liderem rynku była firma Goldman Sachs, która zdobyła 22,76 proc. udziałów w obrotach. Drugie miejsce zajęła firma BofA Securities (8,2 proc.), zaś trzecie BM PKO BP (8,15 proc.). Dalej do siódmego miejsca mamy już tylko zagraniczne podmioty: JP Morgan (6,82 proc.), UBS (6,39 proc.), Jump (5,56 proc.) oraz Morgan Stanley (5 proc.). Zaskoczenia nie ma, bo i być nie mogło. Wszyscy mówią bowiem wprost: ubiegłoroczna hossa jest głównie zasługą inwestorów zagranicznych, a oni są obsługiwani głównie przez zdalnych członków GPW.
Czytaj więcej
Mateusz Choromański został wybrany najlepszym maklerem instytucjonalnym w rankingu „Parkietu”. Do...