Gra giełdowa

Zwycięzca I etapu: nie zamierzam odpuszczać w finale

Pierwsze akcje kupiłem w liceum, czyli kilkanaście lat temu – przyznaje Paweł Czuba, który wygrał I etap Parkiet Challenge i 15 września powalczy w finale gry giełdowej o nagrody główne.
Foto: Adobestock

W ciągu czterech tygodni rywalizacji w Parkiet Challenge zarobił pan ponad 100 proc. Jako jedyny uczestnik podwoił pan wartość portfela. Przystępując do gry, miał pan jakiś określony plan?

Reklamę Parkiet Challenge zobaczyłem w internecie i postanowiłem spróbować swoich sił. Przystępując do rywalizacji, nie miałem jednak jasno określonego planu działania. Raczej stawiałem na intuicję. Nie wierzę w coś takiego jak chociażby analiza techniczna. Szukałem przede wszystkim zmienności na spółkach i starałem się wyłapywać kolejne szczyty i dołki.

Zmienność to przede wszystkim Biomed-Lublin...

Zgadza się. Był taki okres, w którym zmienność na akcjach Biomedu faktycznie była największa i to generowało sporo okazji inwestycyjnych. W ostatnich dwóch tygodniach i w tym przypadku zmienność spadła. Inna sprawa, że z racji innych obowiązków nie byłem w stanie każdego dnia brać udziału w rywalizacji. Nie śledziłem notowań i przez to też parę okazji mi uciekło. W ostatnich dniach chciałem chociażby zainwestować w akcje firmy Mabion, jednak musiałem wyjechać i nie byłem w stanie przeprowadzić transakcji.

A co z realnym inwestowaniem?

Mam już doświadczenie. Pierwsze akcje kupiłem w liceum, czyli kilkanaście lat temu. Przez te wszystkie lata próbowałem różnych sposób, również analizy technicznej, ale tak jak wspomniałem wcześniej, moim zdaniem ona nie działa. Teraz przede wszystkim kupuję strach, a sprzedaję euforię.

Pozostaje pan czynnym inwestorem giełdowym?

Generalnie tak, chociaż aktualnie nie mam akcji w portfelu.

Czy w realnym inwestowaniu idzie panu równie dobrze jak w naszej grze?

Ogólnie mogę powiedzieć, że nie mam powodów do narzekań. Oczywiście nie idzie mi aż tak dobrze jak w Parkiet Challenge, ale gry giełdowe rządzą się też swoimi prawami. W konkursie wyznaje się zasadę: wszystko albo nic, przez co poziom akceptowalnego ryzyka jest zupełnie inny. W przypadku realnych inwestycji nie odważyłbym się za 100 proc. kapitału kupić akcji tylko jednej spółki, szczególnie jeśli ma się do dyspozycji nieco większy kapitał. W takim przypadku raczej jest się bardziej ostrożnym i liczy się też dywersyfikacja.

Przed nami jeszcze finałowa rozgrywka, w trakcie której uczestnicy będą obracać kontraktami terminowymi. Ma pan jakieś doświadczenie na tym rynku?

Aktualnie nie gram aktywnie na kontraktach, chociaż w przeszłości i na tym rynku zawierałem transakcje. Nie jest to więc dla mnie żadna nowość.

Jakie cele stawia pan sobie przed finałową rozgrywką? A może sukcesem jest już sam awans do drugiego etapu?

Myślę, że tak jak każdy uczestnik zamierzam się bić o zwycięstwo. Skoro udało się zajść już tak daleko, to nie zamierzam odpuszczać.

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.