Komentarze

Japońska rewolucja gazowa

Strategia przyjęta przez japoński rząd może poważnie wpłynąć na tempo ewolucji mechanizmów ustalania cen gazu.

Katarzyna Błocka, Fundacja Quantitative Finance

Foto: Archiwum

Przeoczona przez zachodnie media decyzja podjęta w Japonii może się okazać najważniejszym w bieżącym roku wydarzeniem dla rynku skroplonego gazu ziemnego (LNG)– twierdzi Jonathan Stern, znany brytyjski analityk rynku gazu z Oksfordzkiego Instytutu Studiów nad Energią (OIES). Przyjęta przez Japonię strategia rozwoju rynku LNG może znacznie przyspieszyć trwający już proces uniezależniania się globalnego rynku gazu ziemnego od siostrzanego rynku ropy naftowej. Potencjalnie oznacza to więcej zmartwień dla koncernów, których obecne kontrakty oparte są na cenach ropy naftowej.

Tradycyjnie umowy na dostawy gazu ziemnego podpisywane były na dekady, a płacona przez odbiorców cena gazu uzależniona była za pomocą specjalnej formuły od ceny ropy naftowej. Ta metoda nazywana jest indeksacją do cen ropy naftowej. Zakłada ona, że w kontekście braku płynnego rynku gazu ziemnego zastosowanie indeksacji powinno uwolnić kupca od ryzyka nadużyć monopolistycznych, a wartość gazu dla obu stron transakcji i tak determinowana jest przez te same czynniki, co w przypadku ropy. Jednak w ostatnich latach, a zwłaszcza od rewolucji łupkowej w USA, rynek gazu częściowo uniezależnił się od rynku ropy. Podmioty mające problemy z dostatecznie szybką adaptacją nierzadko płaciły za to wysoką cenę. Na przykład niemiecki koncern E.ON „wypracował" na obrocie gazem w 2011 r. imponujące 700 milionów euro straty EBITDA. Stało się tak, ponieważ E.ON, jak i wielu innych europejskich graczy, kupował gaz z uwzględnieniem ceny ropy, a sprzedawał, opierając się na niezależnej cenie gazu. Różne kierunki, w których rozbiegły się rynki tych dwóch paliw, naraziły mniej przezornych na niebagatelne straty.

Alternatywą dla indeksacji do cen ropy w kontraktach długoterminowych jest indeksacja do giełd gazu ziemnego (zwanych czasem hubami). Ewolucja w tę stronę wydaje się z roku na rok coraz bardziej nieuchronna. Pionierem w tej dziedzinie jest Ameryka Północna, gdzie od wczesnych lat 90. cena gazu z Henry Hub (hub gazowy w stanie Luizjana) jest podstawową zmienną w formułach cenowych. Według badania przeprowadzanego od dziesięciu lat przez Międzynarodową Unię Gazową (IGU), przynajmniej od 2005 r. około 99 proc. gazu w USA, Kanadzie i Meksyku sprzedawanych jest w oparciu o tzw. gas-on-gas competition (GOG), czyli bez żadnego udziału cen ropy naftowej. Europa przy swoich 64 proc. w formule GOG pozostaje w tyle, jednak gdy weźmie się pod uwagę, że jeszcze w 2005 r. ogromna większość (78 proc.) handlu gazem odbywała się przez indeksację do cen ropy, a jedynie 15 proc. w nowocześniejszej formie – zauważalna jest determinacja i kierunek zmian. Na tle USA i Europy region, do którego należy Japonia, pozostaje bastionem tradycyjnej indeksacji do cen ropy (IGU zalicza do tego regionu Azję Północno-Wschodnią i Południowo-Wschodnią, Australię i Oceanię). Handel w oparciu o ceny ropy w 2015 r. stanowił w tych krajach aż 59 proc. obrotu gazem. W tym samym roku do wskaźników gazowych indeksowane było jedynie 17 proc. obrotu.

Strategia rozwoju rynku LNG, przyjęta w maju przez japońskie Ministerstwo Gospodarki, Handlu i Przemysłu, zakłada stworzenie regionalnego hubu handlu LNG. Głównym narzędziem miałaby być ekspansja handlu w formule spot (najpłynniejszy rynek, na którym transakcje dotyczą dostaw dnia bieżącego lub następnego, przez co oddają realny popyt i podaż na rynku gazu, a nie ropy naftowej) oraz indeksacja cen w dłuższych kontraktach do indeksów gazowych (zamiast do cen ropy). Według wspomnianego Jonathana Sterna, kluczowym impulsem determinującym tempo zmian może się okazać postawa największego importera gazu w Japonii – JERA – który złożył publiczną deklarację, że będzie czynnie uczestniczył w procesie uniezależniania cen gazu.

Dlaczego zmiany na odległym japońskim rynku miałyby mieć globalne znaczenie, skoro Japonia odpowiada za około 3 proc. światowej konsumpcji gazu? Handel LNG, który odbywa się drogą morską, jest jednym z najważniejszych mechanizmów wiążących ze sobą regionalne rynki gazu. Japończycy są zaś największym jego importerem – w 2015 r. odpowiadali za 35 proc. importu na świecie. Bezsprzecznie mają zatem istotny wpływ na kształtowanie się światowych cen LNG. Ponadto jeśli zgodnie z rządową strategią Japonia stałaby się regionalnym centrum handlu gazem, to jej oddziaływanie byłoby jeszcze bardziej odczuwalne, jako że region Azja-Pacyfik stanowi razem ponad 70 proc. importu LNG oraz 20 poc. konsumpcji gazu na świecie (źródło: BP).

Strategia przyjęta przez japoński rząd może zatem poważnie wpłynąć na tempo ewolucji mechanizmów ustalania cen gazu. Kiedy padnie ostatnia twierdza indeksacji do cen ropy, jest duża szansa, że pomniejsze walczące jeszcze ośrodki dadzą za wygraną. Jak pokazuje przykład E.ON, nieodpowiednia taktyka może oznaczać straty dla koncernów energetycznych i ich akcjonariuszy. Istnieje wprawdzie możliwość, że producenci gazu przyjdą z odsieczą i stawią tym zmianom zdecydowany opór. Pod warunkiem jednak, że je na czas zauważą.

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.