Po piątkowej sesji akcje Bomi przestały być notowane na GPW. Mija bowiem sześć miesięcy od uprawomocnienia się postanowienia sądu o zmianie upadłości Bomi z układowej na likwidacyjną. To już dziewiąta spółka, która w tym roku zostanie wycofana z rynku głównego. To więcej niż w całym 2012 r. Jeśli sięgniemy pamięcią kilka lat wstecz, zobaczymy, że w poprzednich latach liczba wycofań bywała wyższa. O ile jednak wcześniej dominującym powodem wycofań były przejęcia, o tyle teraz na pierwszy plan wybijają się bankructwa.
Umiarkowany optymizm
Zdaniem ekspertów liczba upadłości nie powinna już rosnąć tak dynamicznie jak w ostatnim czasie. – Kolejne miesiące od strony makroekonomicznej nie zwiastują nagłej i skokowej poprawy, jednak coraz wyraźniej przebijają się pewne symptomy mogące świadczyć o nadchodzącym ożywieniu, które powinien przynieść 2014 rok – mówi Mateusz Hyży, analityk Grupy Trinity.
Optymizmem napawają m.in. wskaźniki wyprzedzające dla Polski i krajów Europy Zachodniej, zwłaszcza Niemiec.
– Należy jednak pamiętać, że nie przełożyło się to jeszcze jednoznacznie na bieżące wskaźniki gospodarcze. Koniunktura u naszego zachodniego sąsiada zmienia się na plus, ale powoli. A bez tego trudno jest mówić o realnej poprawie sytuacji polskich przedsiębiorstw – mówi Kamil Hajdamowicz, analityk Biura Maklerskiego BNP Paribas Polska. Jego zdaniem końcówka roku i I kwartał 2014 r. mogą być jeszcze trudne. O wyraźnej poprawie, czyli spadku liczby bankructw polskich przedsiębiorstw, będzie można mówić dopiero w połowie przyszłego roku – jeśli bieżące tendencje zostaną zachowane.
Umiarkowanym optymistą jest też Tomasz Starus, główny analityk w Towarzystwie Ubezpieczeń Euler Hermes.
– Politycy robią wszystko, żeby przekonać społeczeństwa o zażegnaniu kryzysu, również media wydają się zmęczone powtarzaniem wciąż wyłącznie czarnych prognoz i katastroficznych wizji – zauważa.
Branże w tarapatach
W ostatnich kilkunastu miesiącach na pierwszy plan wybijają się problemy spółek budowlanych. Hydrobudowa już wypadła z rynku. O przetrwanie walczy Energomontaż-Południe. 10 września sąd stwierdził prawomocność decyzji o zmianie upadłości układowej na likwidacyjną. Ważą się też losy PBG. Sąd już w ubiegłym roku zdecydował o upadłości układowej tej spółki. Teraz próbuje ona zawrzeć układ z wierzycielami.
– Jeśli chodzi o branże najbardziej narażone na upadłość, to „faworyci" pozostają bez zmian. Tak jak w I połowie 2013 r. prym w tym niechlubnym gronie nadal będą wieść spółki budowlane oraz z sektora produkcji przemysłowej – mówi Hajdamowicz. Ocenia, że w przypadku spółek giełdowych zagrożone są zwłaszcza te z tej pierwszej grupy, np. Mostostal Warszawa. – Jest w bardzo trudnej sytuacji. Ma bardzo wysoki poziom zadłużenia i kłopoty z pozyskaniem nowych kontraktów – ocenia analityk. Zaznacza jednocześnie, że w perspektywie kilku najbliższych kwartałów branża budowlana może być wspierana przez stabilizującą się liczbę zamówień publicznych i wzrost aktywności inwestycyjnej sektora prywatnego.
Również Euler Hermes spodziewa się kolejnych upadłości w budownictwie. – Trudna jest również sytuacja branży stalowej w części związanej z branżą budowlaną. Przedsiębiorstwa handlowe zmagać się będą z wciąż słabym popytem konsumpcyjnym, choć tu zapewne poprawa nastąpi stosunkowo najszybciej – mówi Starus. Dodatkowo konsolidacja handlu niewątpliwie wymusi upadłości słabszych podmiotów. – Tradycyjnie powody do zmartwienia ma branża transportowa, w tym w szczególności firmy najmniejsze, pracujące jako podwykonawcy dla firm większych i pozostające między młotem w postaci presji na jak najniższe stawki przewozowe i kowadłem w postaci określonych, trudnych do redukcji, kosztów – dodaje Starus.
Głębokie problemy przeżywa też branża spirytusowa. – W ciągu dwóch lat upadło osiem podmiotów. Jedną z głównych przyczyn jest nadmierny fiskalizm, a dla firm największym problemem są obowiązkowe wpłaty dzienne. Przy obniżonej rentowności, z którą branża zmaga się już od dłuższego czasu, generowanie wystarczającej ilości gotówki jest bardzo trudne – mówi Grzegorz Ślak, prezes PHZ Bartimpex i Akwawit-Polmos. Przewiduje kolejną falę upadłości firm z branży spirytusowej. – Można powiedzieć, że jedyna pozytywna informacja dla całego przemysłu spirytusowego jest taka, że zostanie niewiele podmiotów, a to osłabi walkę konkurencyjną – komentuje.
Igranie z ogniem
Wśród giełdowych spółek, które walczą o układ, są reprezentanci różnych branż. Oprócz wspomnianego już PBG o porozumienie z wierzycielami starają się m.in. spółka rybna Wilbo oraz handlująca częściami do aut Fota. Mają już pozytywną decyzję sądu. Natomiast dopiero ważą się losy restauracyjnej firmy R&C Union. Jej zarząd kilka dni temu złożył do sądu wniosek o upadłość układową.
Spółka, której grozi bankructwo, jest bardzo ryzykowną inwestycją. Wysokie ryzyko rodzi możliwość uzyskania ponadprzeciętnej stopy zwrotu, ale też bardzo dużej straty. Czy zatem warto inwestować w akcje potencjalnych bankrutów?
– Wszystko zależy od indywidualnego horyzontu inwestycyjnego i nastawienia do ryzyka. Ceny akcji takich spółek potrafią wahać się o kilka do nawet kilkunastu procent w ciągu jednej sesji, w rytm kolejnych doniesień o postępach w postępowaniu układowym – zaznacza Hajdamowicz.
Eksperci podkreślają, że zawarcie układu warunkowane jest licznymi negocjacjami, nie tylko na linii akcjonariusze–wierzyciele, ale również bezpośrednio pomiędzy samymi wierzycielami. – Liczba stron i ich wzajemne oczekiwania sprawiają, że czasami o zawarcie układu jest bardzo trudno, a negocjacje mogą trwać do ostatniej chwili. Bolesnych rozczarowań przy tego typu inwestycjach nie da się uniknąć, a przykładów jest aż nadto – przestrzega Hyży.
Wskazuje m.in. na Bomi. – Jego akcje w poprzednim roku na wieść o postępowaniu układowym zdrożały o ponad
40 proc. Kolejne dni przyniosły jednak nieustanne spadki, docelowo do zaledwie 1 grosza. – Jeżeli już decydujemy się na powiększenie posiadanego portfela o spółki w trudnej sytuacji finansowej, to należy pamiętać o dywersyfikacji – podkreśla Hyży. Dodaje, że można rozważyć skorzystanie z możliwości, jakie dają fundusze specjalizujące się w tego typu inwestycjach.
Nie warto zwlekać
Euler Hermes ocenia, że gros postępowań upadłościowych rozpoczynanych jest zdecydowanie zbyt późno, gdy zobowiązania firm znacząco przekraczają jej majątek czy też możliwości generowania gotówki.
– Zazwyczaj przedsiębiorcy usiłują poradzić sobie sami, popadając w spiralę zadłużenia, zrażając do siebie dostawców i instytucje finansujące, a w konsekwencji zmniejszając szanse na przeprowadzenie postępowania zakończonego układem – mówi Tomasz Starus. Zwraca też uwagę na jeszcze jeden fakt. – Postępowanie upadłościowe stygmatyzuje przedsiębiorcę, podkopując zaufanie rynku i utrudniając realizację układu – mówi. To wszystko sprawia, że większość postępowań upadłościowych kończy się likwidacją firm.
Rynek pierwotny powoli budzi się z letargu
W rekordowym 2007 r. na GPW zadebiutowało aż 81 spółek. Potem przyszedł kryzys i indeksy zaczęły się osuwać, co nie pozostało bez wpływu na rynek IPO. W 2009 r. zadebiutowało tylko 13 firm, a w 2012 r. – 19. Jaki będzie ten rok? Od początku stycznia na GPW weszło 14 spółek. Kilka czeka w kolejce.
Spółki upadają i są przejmowane
Od 2005 r. z rynku głównego GPW wycofano w sumie akcje 92 spółek. Wyjątkowo dużo – aż 14 – opuściło parkiet w 2007 r. W 2012 roku wycofano natomiast papiery siedmiu firm, a od początku tego – dziewięciu. Wśród nich były zarówno firmy przejmowane (np. Eko Holding), jak i bankruci (Bomi, Hydrobudowa).