Kończy się sezon publikacji przez banki z GPW wyników za II kwartał. Raport przedstawią jeszcze BGŻ BNP Paribas (w czwartek) oraz mające swoje wyzwania Idea Bank (21 września) i Getin Noble (27 września). Z naszego zestawienia wynika, że pod względem wyników banki okazały się tym razem bardzo przewidywalne.
Bez zaskoczenia
Wzięliśmy pod uwagę dziesięć największych giełdowych banków (dla BGŻ BNP Paribas i Getin Noble przyjęliśmy średnie prognoz rynkowych). Wypracowany przez nie łączny zysk netto wyniósł 3,37 mld zł, czyli był o symboliczne 1 proc. wyższy od oczekiwań. To rezultat lepszy o 8 proc. niż rok temu i o 19 proc. niż w I kwartale. Większość banków poprawiła wyniki rok do roku (z wyjątkiem BZ WBK, któremu przeszkodził słabszy wynik z działalności finansowej i wzrost odpisów). Jedynym bankiem ze stratą jest znowu Getin Noble (według wstępnych prognoz około 64 mln zł, podobnie jak poprzednio) ze względu na słabe dochody i duże odpisy.
Analitycy trafili w punkt, prognozując zarówno wynik odsetkowy, jak i z opłat i prowizji. Zaskoczeń pod tym względem było ledwie parę. Ten pierwszy wynik wyniósł łącznie 8,94 mld zł, czyli urósł przez rok o 6,9 proc., a przez kwartał o 2,8 proc. (tu pozytywnie zaskoczył tylko PKO BP, i to nieznacznie, negatywnie zaś Handlowy). Wynik prowizyjny wyniósł 3,05 mld zł i urósł w skali roku o 3,1 proc., a przez kwartał o 1,3 proc. (co ciekawe dane Komisji Nadzoru Finansowego wskazują, że po półroczu w sektorze ten wynik skurczył się). Tu pozytywnie wyróżnił się ING BSK (5 proc. powyżej prognoz), negatywnie Alior (9 proc. poniżej).
– Wynik odsetkowy rósł w wysokim jednocyfrowym tempie, w ujęciu kwartalnym wzrost był nawet nieco wyższy, niż wynikałby z różnicy w liczbie dni. Częściowo to efekt rosnących wolumenów kredytowych – w zasadzie w każdym banku przyrosty widoczne były w segmencie detalicznym, zaś w korporacyjnym szybciej kredyty przyrastały bankom średnim niż tym największym. Wynik z prowizji nie zachwycił, do czego przyczyniła się wysoka baza porównawcza, bo rok temu duże były przychody z rynków kapitałowych – komentuje Andrzej Powierża, analityk DM Citi Handlowego.
Koszty działania wyniosły 5,91 mld zł, czyli urosły rok do roku o 3,2 proc., a przez kwartał zmalały o 10 proc. (to efekt zmian w księgowaniu składek na Bankowy Fundusz Gwarancyjny). Istotnych zaskoczeń tutaj nie było, sporo przez rok wzrosły koszty w Pekao (o 13 proc.) ze względu na program dobrowolnych odejść, spadły zaś w Aliorze (o 15 proc.) z powodu wysokich rok temu kosztów fuzji.
– Wydatki banków rosną w tempie wyższym niż w poprzednich latach, choć nie tak mocno jak w I kwartale. Wzrost powodują presja na wynagrodzenia i inwestycje w IT czy konkurencja wymuszająca wydatki marketingowe. Wzrost kosztów powinien być jednak pod kontrolą w kolejnych kwartałach: banki reagują, kontynuując zmniejszanie zatrudnienia, ale efekt presji płac widać też w kosztach usług zewnętrznych – dodaje Powierża.
Sporo uwagi inwestorzy poświęcili odpisom kredytowym, które na początku roku były bardzo niskie, ale później co miesiąc rosły. W II kwartale analizowana dziesiątka miała ujemne saldo odpisów na poziomie 1,75 mld zł. To nie tylko o 8 proc. więcej niż oczekiwano, ale też o 16 proc. więcej niż rok temu i o 27 proc. niż w I kwartale. Czy jest się o co martwić?
– Rezerwy wzrosły po niskich poziomach z początku roku, wróciły do wartości notowanych w II półroczu 2017 r. Nie powinno to jednak martwić, to w pewnym stopniu efekt niskiej bazy sprzed roku. W tzw. detalu procentowo wyrażony koszt ryzyka nadal jest niski, ale rezerwy rosną, bo przybywa kredytów. W korporacjach skończył się okres odzysków, a mamy trochę przypadków niepowodzeń. Wzrost odpisów, głównie w korporacjach, widać w trzech średniej wielkości bankach – ING BSK, mBanku i BZ WBK. Ich wspólną cechą było to, że szybko rosły, a zwykle szybszy rozwój odbija się później w większych odpisach. Pewnie rezerwy w sektorze będą raczej rosły niż malały, ale póki gospodarka jest silna, nie ma się co martwić – tłumaczy ekspert DM Citi Handlowego.
Potwierdzają to raczej stabilne lub tylko lekko rosnące koszty ryzyka (wartość odpisów w stosunku do portfela kredytów netto). Poza tym spory wzrost odpisów, jak w mBanku czy BZ WBK, wynika z wyjątkowo niskiego ich poziomu w II kwartale 2017 r.
Napływy na GPW
Od końcówki czerwca indeks WIG-banki zyskał 14,4 proc. (po tym, jak od szczytu ze stycznia stracił 22,7 proc.).Tylko przez siedem ostatnich sesji zyskał prawie 8 proc. – Ostatni wzrost notowań dużych banków, szczególnie PKO BP i BZ WBK, związany był z zaplanowanym na 21 września „rebalancingiem" w indeksach Stoxx i FTSE. Raczej jestem sceptyczny co do dalszych zwyżek, bardziej skłaniałbym się, że nastąpi częściowa realizacja zysków. Wyniki za II kwartał pod względem podstawowych przychodów były zgodne z oczekiwaniami, nie ma podstaw, aby mocno zmieniać prognozy dla polskich banków. Pod tym względem kończący się sezon wyników był dla polskich banków raczej neutralny – mówi Kamil Stolarski, analityk Pekao IB. Dodaje, że także wyceny nie są szczególnie atrakcyjne – na przykład PKO BP przy ROE 9,5 proc. wyceniany jest na 1,5-krotność wartości księgowej i 15-krotność zysków. C/Z i C/WK dla WIG-banki na 2018 i 2019 r. to odpowiednio 14,9 i 1,39 oraz 13,0 i 1,30.
– Ważne dla notowań banków, a także całej GPW, będą informacje ze sfery regulacyjnej, dotyczące ustawy frankowej i wprowadzenia powszechnych planów kapitałowych. Być może okaże się, że ten drugi czynnik przeważy i to da paliwo do wzrostu notowań. Innego źródła nie widzę – nie ma też tematu podwyżek stóp procentowych. Banki mogłyby jednak zyskiwać, gdyby nastąpił trwały powrót do łask rynków wschodzących – zaznacza Stolarski.
Zdaniem Powierży ostatnie odbicie notowań banków to w dużej mierze efekt wzrostu aktywności inwestorów, płynności handlu, szykowania portfeli na końcówkę roku.
– Na tle innych rynków w regionie Polska wygląda dobrze, nasze banki pod względem zysków spełniają oczekiwania. Po wyprzedaży w I półroczu, która w dużym stopniu spowodowana była odwrotem od rynków wschodzących i niską płynnością, niektórzy stwierdzili, że warto kupić akcje polskich banków. To, czy jest miejsce na dalszy wzrost, zależy od gospodarki światowej i polskiej. Jeśli nic złego się nie wydarzy, to notowania banków z GPW mogą jeszcze zyskiwać. Ryzykiem jest ewentualny powrót polityków do ustawy frankowej. Być może zbliżające się wybory spowodują, że po paru latach prac jednak dojdzie do jakiejś regulacji w tym zakresie. Nastrojom wobec banków może pomóc też fakt, że ze względów na wyższą bazę porównawczą rezerwy powinny w II półroczu rosnąć znacznie wolniej lub być podobne jak rok temu, co będzie sprzyjać zyskom. Tempo ich poprawy na koniec roku będzie wyższe niż po półroczu – ocenia Powierża.