Okiem eksperta

Wybory 3 listopada były ostatnio pechowe dla prezydenta USA

Pod koniec września liczba tygodniowych potwierdzonych testem nowych przypadków zarażenia wirusem SARS-CoV-2 w Unii Europejskiej (plus Wielka Brytania, Norwegia i Islandia) przekroczyła obserwowaną w USA (ostatnio 435 tys. tygodniowo versus 317 tys.).
Wojciech Białek, K(NO)W FUTURE

Wojciech Białek, K(NO)W FUTURE

Foto: Fotorzepa, Radek Pasterski

Ta druga fala pandemii może wywołać na rynkach akcji ponowną falę osłabienia (zresztą już od czterech miesięcy ceny akcji w Europie pozostają generalnie w trendzie bocznym), ale wydaje się, że powtórka z marcowej paniki wywołanej pojawieniem się nowego nieznanego niebezpieczeństwa jest raczej mało prawdopodobna.

Nasi krajowi inwestorzy indywidualni badani co tydzień przez SII ciągle nie chcą się jednak przestraszyć zarazy. Co prawda w tym tygodniu saldo INI SII spadło do najniższego poziomu od pierwszej połowy maja, ale nadal było dodatnie (+2 pkt proc.), co z kontrariańskiego punktu widzenia nadal nie zachęca jakoś specjalnie do kupowania akcji.

Na nowozelandzkiej giełdzie kontraktów politycznych PredictIt, gdzie można obstawiać pieniędzmi wyniki różnych wydarzeń we wtorek cena kontraktu na zwycięstwo Joe Bidena w wyborach prezydenckich w USA 3 listopada osiągnęła nowy historyczny szczyt (0,67 USD). Tego samego dnia cena kontraktu na zwycięstwo Trumpa wyrównała poziom 1,5-rocznego minimum (0,37 USD). Spread pomiędzy cenami obu kontraktów, który jeszcze w lutym sięgnął -0,52 USD na korzyść Trumpa, ustanowił w środę nowy rekord na poziomie +0,3 USD na korzyść Bidena. Do wyborów pozostał jeszcze niecały miesiąc, ale te dane i statystyki historyczne sugerują, że po wyborach dojdzie w USA do zmiany warty na stanowisku prezydenta. Od 1900 r. tylko jeden prezydent USA, któremu w drugiej połowie pierwszej kadencji zdarzyła się recesja gospodarcza w kraju, zdołał wywalczyć reelekcję. Był to William McKinley. Losy tego amerykańskiego prezydenta były ściśle związane z Polską. W młodości McKinley mieszkał w Ohio w miejscowości o nazwie Poland, a zginął w 1901 r. – już w trakcie swojej drugiej kadencji – zastrzelony przez polskiego anarchistę Leona Czołgosza. Ostatnim prezydentem USA, który przegrał walkę o drugą kadencję, był Bush Starszy w wyborach z 3 listopada 1992 r. Było to wielką sensacją, bo za kadencji tego prezydenta nie tylko doszło do rozpadu ZSRR, ale też USA zwyciężyły w pierwszej wojnie w Zatoce Perskiej. Być może dla wyborców amerykańskich ważniejsza okazała się spowodowana szokiem naftowym recesja gospodarcza, która rozegrała się pomiędzy II kw. 1990 r. a I kw. 1991 r. S&P 500 od początku 1992 r. przebywał w trendzie bocznym i wystartował do wzrostu 10 października, a więc ponad trzy tygodnie przed wyborami i nigdy później już nie był niżej. Chyba nie ma jednak sensu przywiązywać do tego zbyt dużej wagi, bo gdy walkę o reelekcję przegrał 3 listopada 1980 r. poprzedni prezydent, czyli Jimmy Carter, to zaraz później po krótkim, acz znaczym, wzroście cen akcji już 26 listopada rozpoczęła się w USA silna prawie dwuletnia bessa.

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.