REKLAMA
REKLAMA

Ludzie rynku

Konrad Kąkolewski: Potrzebuję 30 dni, aby uratować GetBack

Konrad Kąkolewski, z byłym prezesem firmy GetBack rozmawia Przemysław Tychmanowicz.

Jak pan sypia ostatnimi czasy?

Śpię mało, ponieważ zniknąłem tylko pozornie. Chcę przy okazji tej rozmowy jasno powiedzieć, że mam plan uzdrowienia firmy GetBack. Chcę wrócić do spółki i jestem przekonany, że w ciągu 30 dni uda mi się wyprowadzić ją na prostą. Plan ten został przekazany do różnych urzędów państwowych, również na ręce przewodniczącego Komisji Nadzoru Finansowego. Jego główny punkt dotyczy tego, że mamy zainteresowanych inwestorów. Jest ich siedmiu. To są duże, międzynarodowe fundusze inwestycyjne, z którymi od dłuższego czasu prowadziliśmy prace. One chcą szybko zainwestować pieniądze w ten konkretny model biznesowy. Z tych siedmiu funduszy trzy powiedziały, że w ciągu 10 dni od otrzymania danych, które w spółce przygotowywaliśmy, są w stanie zainwestować pieniądze. Natomiast potrzebne są dalsze prace z tymi inwestorami. Rozumiem, że obecny zarząd i spółka mają jakieś plany i oczywiście im kibicuję, ale jednocześnie widzę w ostatnim czasie, że GetBack przestał komunikować się z rynkiem. Jeśli nie zostaną podjęte odpowiednie działania, to historia spółki zakończy się bardzo źle. Dlatego stawiam się do dyspozycji. Czuję się odpowiedzialny za tę spółkę, jest to moje dziecko. Nie będę bezczynnie się przyglądał, jak ktoś to moje dziecko po prostu zabija.

Ktoś, czyli kto? Dziś jesteśmy w miejscu, w którym jesteśmy, ale przecież to pan dowodził tą spółką.

Problemy, jakie są dzisiaj, to jest utrata płynności na skutek jednej prostej rzeczy. Jest to kryzys zaufania po tym, jak kurs akcji spadł o 80 proc., co skutkuje brakiem możliwości pozyskiwania kolejnego finansowania chociażby od obligatariuszy.

Z jakichś powodów ten kurs spadł. Biorąc pod uwagę komunikat dotyczący emisji do 70 mln akcji, taki ruch jest raczej zrozumiały.

Kurs głównie spadł dlatego, że Abris w sposób kardynalny i niezrozumiały popełniał liczne błędy. To nie tylko moja opinia, ale także opinia wielu ludzi znających się na inwestycjach, i czas przedstawić, jak to wszystko wyglądało. Trochę żartobliwie mogę powiedzieć, że GetBack nie miał nigdy szczęścia do głównych właścicieli.

Jakie to były błędy?

Błędy te były przede wszystkim przy podwyższaniu kapitału. GetBack to firma, która nigdy nie miała własnego kapitału. Była dochodowa, bo finansowała się w oparciu o fundusze zewnętrzne. Tak to funkcjonowało w poprzedniej grupie bankowej. Po wyjściu z niej nadal wypłacaliśmy zyski inwestorom, jednak nie było już dopływu pieniędzy z tych funduszy. W to miejsce pojawiły się zakupy portfeli wierzytelności, które musieliśmy finansować głównie obligacjami, co jest naturalne w naszej branży. Czekaliśmy przy tym cały czas na kapitał od Abrisu, jednak usłyszałem, że tych pieniędzy po prostu nie będzie i mam poradzić sobie sam, na przykład wprowadzając spółkę na giełdę. Bardzo szybko zadebiutowaliśmy na niej i ku naszemu zdziwieniu i zaskoczeniu połowa pieniędzy została nam zabrana. Abris po prostu wziął 370 mln zł ze sprzedaży akcji i wypłacił sobie te pieniądze w formie gotówki. Co ciekawe, to spółka musiała pokryć koszty ekstremalnie drogiego IPO. Do dziś nie wiem, po co w całym procesie było nam potrzebnych osiem domów maklerskich, czego chciał fundusz. Mamy więc sytuację, w której skończył się dopływ z funduszy zewnętrznych oraz de facto nie mamy kapitału z giełdy. Abris po prostu sprzedał część swoich akcji, ale mimo tego, że pozyskał kapitał, w żadnym momencie nie wsparł spółki. Zdecydowaliśmy się więc na serię road show w USA na przestrzeni września i października ubiegłego roku.

Jaki był tego efekt?

W październiku przywiozłem deklaracje inwestorskie na kwotę 452 mln dolarów od inwestorów, z którymi się spotkałem. Kurs wzrósł do ponad 28 zł i już wtedy zaproponowaliśmy jako zarząd zrobienie małej emisji akcji, tak aby pozyskać pieniądze i odbudować funduszową część biznesu przez kupno TFI. Abris się na to jednak nie zgodził, a jednocześnie na rynku już pojawiła się plotka, że GetBack planuje emisję akcji. Proszę zobaczyć, jak od tego momentu zaczął zachowywać się nasz kurs. Następnie w grudniu przedstawiliśmy budżet, który zatwierdzony został przez radę nadzorczą i zakładał 1 mld zł kapitału z dodatkowej emisji. Jak wiemy, w marcu pojawiły się projekty uchwał, natomiast ogłaszając, że wychodzimy z emisją po cenie rynkowej, bez ceny minimalnej, mieliśmy bardzo utrudnione zadanie jako zarząd. Wielokrotnie zwracałem się do Abrisu, aby przeprowadzić transakcję ABB na ich akcjach i od razu po ogłoszeniu emisji pozyskać szybko kapitał, tak aby ustabilizować sytuację. Następnie Abris mógłby pożyczyć pozyskane środki spółce, a samemu przegłosować na walnym tzw. małą emisję i objąć akcje. Takie transakcje dzieją się na warszawskiej giełdzie chociażby w Mabionie czy Famurze. Niestety, Abris nie zgodził się na taki ruch i od tego momentu nasz kurs zaczął lecieć na łeb na szyję, a mimo to fundusz cały czas nie deklarował żadnego wsparcia czy też objęcia emisji. Wymusiliśmy na nich, żeby chociaż zadeklarowali, że obejmą akcje. Po świętach pożyczyli nam środki, ale dopiero po tym jak wielokrotnie przedstawiałem, że sytuacja płynnościowa jest bardzo trudna. Ponadto nie pomagało nam to, że ja w trakcie walnego nie wiedziałem, czy Abris będzie głosował za obiema emisjami czy nie, a przecież wcześniej pozytywną opinię dla tych projektów wyraziła rada nadzorcza. W mojej opinii takie nieodpowiedzialne zachowanie sprawiło, że zaczął pojawiać się problem, jaki dzisiaj wszyscy mają.

Przez długi czas twierdził pan, że tego problemu nie ma.

Przez długi czas nic się nie działo. Nie było żadnego „runu" ze strony obligatariuszy. Wskutek powstałego zamieszania sprzedaż naszych obligacji spadła jednak o około 80 proc. Wpływy były więc mniejsze, a w tym czasie pojawiły się wykupy z poprzednich lat. Chcę jednak podkreślić, że w ubiegłym roku oddaliśmy 0,5 mld zł. W tym roku, do czasu mojego odwołania, oddaliśmy prawie 200 mln zł. Płynność w tym modelu biznesowym więc była. Kiedy jednak zobaczyliśmy, że nie potrafimy się dogadać z Abrisem i to zaczyna zagrażać działalności firmy, zdecydowaliśmy z zarządem, że wystąpimy jako sygnaliści do państwa.

Dlaczego?

Czuję się absolutnie odpowiedzialny za ludzi, którzy powierzyli nam swoje oszczędności. Mamy ponad 9 tys. obligatariuszy. Do tego dochodzi kilka tysięcy akcjonariuszy oraz około 7 tys. osób, które posiadają certyfikaty funduszy inwestycyjnych, z którymi współpracowaliśmy. Razem jest to około 20 tys. osób.

I te 20 tys. osób jest dziś przerażonych, bo nie wiedzą, czy odzyskają swoje pieniądze. Jest to w ogóle możliwe?

Padają pytania, gdzie są pozyskane przez nas pieniądze. Padają nawet zarzuty, że jest to Amber Gold. Absolutnie nie zgadzam się z takimi stwierdzeniami! To nie jest żaden Amber Gold i nie rozumiem tego porównania. GetBack to firma, która inwestowała w portfele wierzytelności, które były sprzedawane z banków, i te portfele są w spółce. Szybko licząc wartość firmy, według audytowanych danych to 7,8 mld zł. Jest to kwota pieniędzy, jaką można odzyskać z posiadanych przez GetBack portfeli, których wartość nominalna wynosi ponad 28 mld zł. Odejmując od tego zadłużenie, mamy więc kwotę około 5 mld zł. Przykładajmy do tego jakiekolwiek ekstremalnie niskie dyskonto, to jednak „coś" zostaje. Nie ma więc mowy o żadnym Amber Goldzie. Takie stwierdzenia są mocno nieodpowiedzialne. Pieniądze zostały zainwestowane w portfele, które nadal pracują.

A mimo wszystko dziś mamy duży problem.

Wobec utrudnień w pozyskiwaniu finansowania z rynku oraz braku wsparcia kapitałowego głównego akcjonariusza zdecydowaliśmy się rozpocząć rozmowy w sprawie finansowania z PFR oraz PKO BP. W przeszłości nabywaliśmy portfele od wielu banków, m.in. PKO BP, Pekao czy też Alior Banku. Spotykaliśmy się, szukaliśmy finansowania, chcąc sobie poradzić z tymczasowym problemem płynnościowym. Nie chcieliśmy nic za darmo. Chcieliśmy pozyskać normalne finansowanie na warunkach rynkowych. Chcieliśmy, żeby ktoś nam udzielił kredytu zabezpieczonego na portfelach wierzytelności na okres trzech lat do kwoty 250 milionów złotych. Powtarzam – na rynkowych warunkach. Pamiętajmy przy tym, że to właśnie GetBack wydał na portfele od instytucji bankowych około 1 mld zł.

Podobno z tych rozmów nic nie wynikło. Tak przynajmniej stwierdziły PFR i PKO BP, które tym samym zaprzeczyły temu, co GetBack opublikował w feralnym raporcie 16 kwietnia.

Rozmowy były prowadzone. Miałem obowiązek informacyjny, biorąc pod uwagę reżim związany z MAR i to, że potencjalnie była to informacja cenotwórcza. Raport, że jesteśmy w trakcie rozmów z PFR i PKO BP, musiał więc zostać opublikowany. Proszę zwrócić uwagę, że zaraportowaliśmy, że prowadzimy rozmowy, a nie że mamy pieniądze. Ten komunikat był ustalany obustronnie. Złożyliśmy wyjaśnienia, są na to dowody i są one zabezpieczone.

PFR i PKO BP twierdzą, że nic nie było ustalone. Jakie to są dowody?

Były przekazywane dokumenty, odbywały się spotkania, były pewne ustalenia. Więcej na tym etapie nie chcę się wypowiadać. Ze spokojem czekamy na rozstrzygnięcie sprawy. Chcę jeszcze raz podkreślić, że zarząd GetBacku walczył przez ostatnie kilkanaście miesięcy o zabezpieczenie modelu biznesowego, jego stymulację. Blokował to Abris. Nie potrafię wytłumaczyć i zrozumieć jego działań. My występowaliśmy w interesie spółki i obligatariuszy. Tak jak wspomniałem na początku: dzisiaj mamy inwestorów. Jako osoba odpowiedzialna za to, co się dzieje, chcę wrócić do firmy. Jestem w stanie w ciągu 30 dni, a nawet krótszym, wyprowadzić tę spółkę na prostą.

Jakie są szczegóły tego planu?

Tak jak wspomniałem, mamy inwestorów i kluczowe jest dokapitalizowanie. Każdy z nich jest gotowy zainwestować nawet spore kwoty w model biznesowy. Chodzi tu także o zorganizowanie szybkiego finansowania, również zabezpieczonego portfelami wierzytelności, jak również przeprowadzenie dużej emisji akcji, dzięki której pojawią się nowi inwestorzy i kapitał. Punkt trzeci to wykupienie udziałów GetBacku od obecnych właścicieli, czyli funduszu Abris. Niestety, dzisiaj Abris nie dopuszcza inwestorów, nie chce z nimi rozmawiać. Dochodzą do mnie słuchy, że szykowany jest wniosek o restrukturyzację, jednak moim zdaniem jest to zła droga. Nie da się zrobić układu z ponad 9 tys. posiadaczy obligacji. Co więcej, nie ma takiej potrzeby. W przypadku GetBacku jest potrzeba odmrożenia płynności, normalnymi metodami i wszyscy dostaną zainwestowane pieniądze, bez żadnego obcinania komukolwiek oprocentowania czy czegoś w tym stylu. Działania Abrisu od początku były nieodpowiedzialne i to on odpowiada w dużej mierze za obecną sytuację. Na pewno po tym, co się wydarzyło wokół spółki, pomogłoby, aby pojawiła się informacja ze strony państwa, że jeśli spółka będzie spełniała stawiane wymogi, to po normalnych cenach rynkowych jest możliwe uzyskanie finansowania. Jeśli dziś wyłożymy 150–200 mln zł, problem znika, płynność zostanie przywrócona. Myślę, że warto to rozważyć, biorąc pod uwagę, że kupowaliśmy od banków państwowych portfele wierzytelności. Kluczowy dla inwestorów, których mamy, po tym, co się wydarzyło, jest sygnał ze strony państwa, że interesuje się tą spółką. GetBack to moja firma, moje dziecko, chcę tam wrócić, ale musiałbym też mieć możliwość działania bez ludzi, którzy nie mają o tej firmie zielonego pojęcia.

Teraz mamy nowy zarząd, który twierdzi, że musi zapoznać się z faktycznym stanem rzeczy. Czy on nie może wyprowadzić firmy na prostą?

Komentarz obecnego prezesa jest co najmniej dziwny. Rada nadzorcza zbierała się co trzy tygodnie i one trwały kilka godzin. Wszystkie dane były przekazywane. Tym bardziej nie rozumiem postawy obecnego szefa zarządu. Proszę zresztą zwrócić uwagę, że mamy jeszcze jeden problem. Po moim odejściu spółka przestała cokolwiek raportować i komunikować się z rynkiem. To, czego się obawiam, to powolna śmierć tej firmy. Możliwe, że Abris podstawi teraz 20–30 mln euro finansowania, ale to niczego nie zmieni. Zacznie się sprzedaż portfeli do konkurencji i zamrażanie wypłaty odsetek i wykupów obligacji. Nie widzę ku temu powodów. Ten problem można rozwiązać, wpuszczając do firmy nowych inwestorów, którzy mają kapitał. Dziś problem GetBacku to problem społeczny oraz polityczny i trzeba go rozwiązać, a nie zapoznawać się z sytuacją i czekać nie wiadomo na co.

Nie bardzo wyobrażam sobie pana powrót do GetBacku. KNF donosi na pana do prokuratury o możliwym popełnieniu przestępstwa. Jakby tego było mało, Komisja ma także wątpliwości co do informacji zawartych w waszych sprawozdaniach finansowych z 2017 r. Agencje ratingowe twierdzą, że nie otrzymywały od was wszystkich informacji. Sama spółka także nie informowała w raportach o jakichkolwiek problemach. Do tego dochodzi kwestia feralnego komunikatu. Nie za dużo tego, by tak po prostu wrócić?

Od razu zaznaczę, że nie ma znaczenia, w jakim charakterze tam wrócę. Chcę działać i móc wyprowadzić firmę na prostą. Sprawozdania finansowe w poprzednich okresach były audytowane. Wyjaśniamy wszystkie kwestie i nie widzę tu obszarów ryzyka. Pracowaliśmy z najlepszymi audytorami na rynku. Jeśli chodzi o komunikat dotyczący PFR i PKO BP, to sprawę tę wyjaśniałem wielokrotnie. Roztrząsanie tego nie odda ludziom pieniędzy, więc jednak wolałbym się skupić na czymś innym. Komisja z automatu zawiadomiła prokuraturę, bo taki jest tryb jej działań. Będziemy w prokuratorze składać wyjaśnienia i mam głębokie przekonanie, że w żaden sposób nie złamaliśmy prawa. Chcę wrócić do GetBacku i jestem do dyspozycji, natomiast tak jak wspomniałem, nie chcę współpracować z ludźmi, którzy blokują prace GetBacku, bo oni prowadzą tę firmę do upadłości.

To jednak pan był twarzą firmy. Dużo pan mówił o tym, że nie ma problemów z płynnością, że GetBack to sprawnie funkcjonująca fabryka. Dziś okazuje się, że wcale tak nie jest. Jak więc rynek może panu zaufać? Dlaczego mamy wierzyć w te siedem funduszy gotowych do zainwestowania?

Fundusze niech przemówią faktami, czyli po prostu niech zainwestują pieniądze. Trzy z nich są funduszami, którym obecna sytuacja bardzo odpowiada, bardziej nawet niż normalnie. Dokładnie rozumie to Sebastian Buczek, który na ten temat też się wypowiadał. Taka jest specyfika tych funduszy. Jeśli zaś chodzi o zaufanie, to dalej podtrzymuję, że jest to dobra fabryka, która generuje pieniądze. Płynność została utracona tylko dlatego, że Abris zachowywał się w nierozsądny sposób. To jest absolutnie skandaliczne zachowanie.

Czy to nie jest tak, że przerzuca pan winę i odpowiedzialność za to, co się działo i nadal dzieje, na innych? Mimo wszystko to jednak pan dowodził tą spółką. Na rynku nie brakuje głosów, że drogo kupowaliście portfele. Wiemy także, że obligacje były wysoko oprocentowane.

Ale ja nie migam się od odpowiedzialności. Przedstawiłem plan naprawy sytuacji. Jednocześnie stwierdziłem, że trzeba powiedzieć, jak wyglądała naprawdę współpraca pomiędzy nami i co my proponowaliśmy, a czego Abris nie zrobił. Oczywiście sprzedawaliśmy obligacje ze średnim oprocentowaniem rzędu 7–8 proc. Chcę powiedzieć, że na tym rynku działają fundusze, które mają oprocentowanie rzędu 11 proc. Nie są to więc warunki odbiegające od rynkowych.

Ale były też emisje z oprocentowaniem dwucyfrowym...

Były małe emisje na kilkanaście procent. Sygnalizowaliśmy Abrisowi, że trzeba sytuację w firmie ustabilizować. Skoro tego nie zrobiono, musieliśmy sobie jakoś radzić.

Obligacje z opcją put to de facto dług krótkoterminowy i trzeba mieć świadomość, że może być postawiony do wykupu.

Niektóre wykupy są możliwe co trzy, inne co sześć, inne co 12 miesięcy. Dobrze by było, aby spółka przekazała, ile jest jakich obligacji, ponieważ według mojej wiedzy na całą kwotę długu kwota z tych obligacji nie jest istotna. Jeszcze raz powtórzę. Głównym problemem było to, że dobrze naoliwionej maszynie ktoś zaczął wkładać kij w szprychy. Trwało to przez dwa–trzy miesiące. Nie chcę też przywoływać teorii spiskowych, o których rynek huczy, bo to nie czas i miejsce. To i tak dobrze, że tyle wytrzymaliśmy. Gdyby podobna sytuacja zdarzyła się np. w przypadku jakiegoś banku, ten pewnie wytrzymałby kilka dni. To nie jest przerzucanie odpowiedzialności, tylko mówienie prawdy. Dziś trzeba zmierzyć się z sytuacją. Chętnie stawię temu czoła i wyprowadzę firmę na prostą. Jeśli później ludzie uznają, że nie chcą Kąkolewskiego w spółce, to z niej odejdę.

Z ostatniego komunikatu KNF i waszego ostatniego dostępnego raportu wynika, że w ciągu miesiąca wyemitowaliście obligacje o łącznej wartości prawie 1 mld zł. W sumie na koniec marca, według danych zaprezentowanych przez Komisję, wartość zadłużenia z tego tytułu wyniosła prawie 2,6 mld zł. Jest to gigantyczna kwota. Czy nie zaświeciła wam się lampka ostrzegawcza, że tego długu jest po prostu za dużo, że przy takim zadłużeniu w każdej chwili może pojawić się poważny problem?

Jeśli chodzi o kwoty, to wolałbym, abyśmy mówili o danych, które pojawią się w raportach finansowych. Emitowaliśmy obligacje, aby spłacić stare zobowiązania. Netto ten dług wcale się tak mocno nie zwiększył. Problemem tej spółki był brak kapitału własnego. Trzeba więc wezwać właściciela, aby dokapitalizował spółkę albo dopuścił do niej nowych inwestorów, których ja przyprowadziłem. Dyskutowałem o tym od kilkunastu tygodni. Ta firma jest naprawdę do uratowania, tylko trzeba zacząć działać tu i teraz, a nie pozorować działania. Za chwilę może być za późno.

W czwartek wysłaliśmy do Abrisu prośbę o spotkanie, aby mógł zareagować na zarzuty byłego szefa GetBacku. Do zamknięcia wydania „Parkietu" nie dostaliśmy odpowiedzi.

Windykator pokazuje w końcu konkretne liczby

O tym, że GetBack nie dokonał wykupu co najmniej części obligacji i nie płaci też co najmniej części należnych odsetek, rynek huczał od kilku dni. Informacje takie dostawaliśmy m.in. od zaniepokojonych czytelników. W poniedziałek również KDPW potwierdził, że spółka nie wypłaciła należnych odsetek od jednej z notowanych na rynku Catalyst serii obligacji. W czwartek rynek oficjalnie w końcu dowiedział się o kwotach, które nie zostały zapłacone w terminie.

Z komunikatu firmy GetBack wynika, że na 25 kwietnia łączna wartość niewykupionych przez spółkę w terminie obligacji wynosiła 88,26 mln zł. Do tego dochodzi jednak jeszcze kwota niewypłaconych odsetek. W tym przypadku mowa jest o 3,32 mln zł. Jednocześnie zarząd firmy GetBack zastrzegł, że przedstawione dane nie podlegały badaniu przez podmiot uprawniony do badania sprawozdań finansowych.

Obligacje GetBacku to w ostatnim czasie największy ból głowy całego rynku. Z komunikatu, który we wtorek podała Komisja Nadzoru Finansowego, wynika, że na koniec marca zobowiązania spółki z tytułu emisji obligacji sięgały prawie 2,6 mld zł. Papiery windykatora posiadało 9064 inwestorów indywidualnych oraz 178 instytucji finansowych.

Problemy z obsługą zadłużenia przełożyły się na decyzje agencji ratingowych. W czwartek Fitch obniżył długoterminową ocenę spółki do poziomu RD (ograniczona niewypłacalność) z B-. Wcześniej agencja S&P zawiesiła długo- i krótkoterminowy rating kredytowy GetBacku, który był na poziomie B. EuroRating obniżył zaś rating kredytowy z B+ do CCC (selective default).

CV

Konrad Kąkolewski prezesem GetBacku był od października 2014 r. (wcześniej pełnił funkcję członka zarządu). 16 kwietnia 2018 r. decyzją rady nadzorczej został odwołany ze stanowiska. To pokłosie zamieszania związanego z komunikatem o rzekomym finansowaniu GetBacku przez PFR i PKO BP.


Wideo komentarz

Powiązane artykuły

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA