Ludzie rynku

Paweł Preuss z EY: Objęcie połowy umów ugodami byłoby sukcesem

Jestem sceptykiem co do powodzenia programu ugód - mówi Paweł Preuss, partner i lider sektora finansowego w EY.
Foto: materiały prasowe

Banki odpowiedziały na apel Komisji Nadzoru Finansowego i pracują nad ugodami, które mają zaoferować frankowiczom. Czy to rozwiązanie jest odpowiednie dla obu stron i może zakończyć frankową sagę?

Spojrzenie na tę kwestię zmienia się w czasie. Inna byłaby odpowiedź, gdybyśmy udzielali jej około 2015 r. i teraz, ponieważ sytuacja się zmienia. Głównie pod względem oczekiwań frankowiczów, którzy częściej niż banki wygrywają sprawy w sądach. Jeszcze pięć-sześć lat temu było odwrotnie, to banki były górą. Jestem sceptyczny co do tego, czy proponowane przez KNF rozwiązanie, które zakłada przewalutowanie hipotek frankowych i potraktowanie ich od początku tak, jakby były złotowymi, zamknie temat franków w Polsce. Raczej się tak nie stanie. Mówimy bowiem o dobrowolnym programie. Wprawdzie prawdopodobnie większość banków ostatecznie zaoferuje porozumienia, ale kluczowe będzie to jak zareagują klienci i w tym zakresie widzę sporą niepewność.

Ugody według KNF będą mało atrakcyjne? Czy więcej klienci będą mogli ugrać w sądach?

Kluczowe może być orzeczenie Izby Cywilnej Sądu Najwyższego w sprawie frankowej, które zostało zapowiedziane na 25 marca. Kredytobiorcy frankowi porównują rozwiązania pod względem finansowym, sprawdzają co im się bardziej opłaca. Rachunek ten jest zindywidualizowany, zależy od momentu udzielenia kredytu: im niższy kurs zaciągnięcia kredytu, tym ugoda powinna przynieść większe korzyści. Pojawiły się szacunki, że 70 proc. kredytobiorców skorzysta z ugód. Dla mnie to duże zaskoczenie i wątpię w tak wysoki wskaźnik. Gdyby jednak udało się go osiągnąć, rozwiązałoby to w przeważającym stopniu problem frankowy w Polsce. Chciałbym, aby ugody były sukcesem, ale jestem sceptyczny szczególnie w sytuacji korzystnego dla kredytobiorców orzeczenia Sądu Najwyższego. Spodziewam się jednak – przynajmniej na razie – że porozumienia będą tylko jednym ze scenariuszy rozwiązywania problemu frankowego: nadal będzie grupa klientów walczących w sądach, część weźmie ugody a część nadal bez zmian będzie spłacać kredyty. Pytanie jak rozłożą się te proporcje. Obecnie, po sporym przyroście liczby pozwów w trakcie ostatnich 18 miesięcy, mniej niż 10 proc. czynnych frankowych kredytów hipotecznych jest kwestionowana w sądach.

Może się okazać, że Sąd Najwyższy przedstawi orzeczenie, które ułatwi klientom osiąganie w sądach wyroków korzystniejszych finansowo niż ugody.

Rozstrzygniecie Sądu Najwyższego będzie determinowało i przekładało się na skłonność kredytobiorców do akceptacji ugód. Czasu jest mało i nie spodziewam się, aby do 25 marca istotna część portfela została objęta ugodami. Sprawa jest złożona. Do tego dochodzą wątpliwości sektora bankowego dotyczące tego na ile zawarte ugody będą zamykały sprawę, tzn. czy będą niepodważalne pod względem prawnym w przyszłości. Ponadto decyzja o przystąpieniu do ugód byłaby dobrowolna i wymagałaby zgody walnego zgromadzenia, co prawdopodobnie zamykałoby drogę akcjonariuszom do sądzenia się z Skarbem Państwa, bo trudno byłoby im twierdzić, że ponieśli straty z powodu ugód bez wiedzy i akceptacji.

Czy banki będą skłonne przystąpić do ugód, które przyniosą im jednorazowy odpis rzędu 30-40 proc. portfela frankowego? Niektóre może nie być na to stać.

Sektor podzielił się w ocenie pomysłu KNF, co nie dziwi biorąc pod uwagę jak zróżnicowana jest sytuacja poszczególnych banków pod względem wyników, wysokości kapitałów czy wielkości portfela frankowego. To powoduje, że zdolność do poniesienia strat jest różna, przez co zróżnicowana jest też możliwość banków do oferowania ugód. Może być tak, że niektóre będą w stanie przedstawić propozycje porozumień nielicznym klientom lub w ogóle tego nie zrobią. Inne z kolei mają wysokie kapitały w porównaniu z ich portfelem frankowym, więc bez problemu poniosą koszt licznych ugód. Regulatorowi oczywiście zależy, aby jak największa grupa banków przystąpiła do programu. Sytuacja jest delikatna, dotkliwe mogą być też konsekwencje wizerunkowe dla tych nielicznych banków, które – w razie gdyby prawie wszystkie inne to zrobiły - nie zaoferują ugód.

Może się więc okazać, że nie tylko nie wszystkie banki zaoferują ugody, ale też odsetek klientów chętnych na ich zawarcie będzie niski.

Dużo za długo się tematem frankowym zajmujemy w Polsce i w moim odczuciu wcale nie jesteśmy blisko jego rozwiązania. Gdyby udało się objąć ugodami połowę z wszystkich aktywnych 430 tys. umów frankowych, uznałbym to za wielki sukces. Co z pozostałą częścią portfela? Najlepiej by było, aby została skonwertowana na takich samych zasadach, co kredyty objęte ugodami. Wtedy nie byłoby wątpliwości co do tego, że jedni klienci skorzystali bardziej, inni mniej. Ważne jest równe potraktowanie klientów i w tym zakresie jest sporo wątpliwości. Poza tym – patrząc od strony prawnej – spowodowanie „wyłomu" każe zastanowić się, czy za kilka lat dla innych umów z innych powodów nie trzeba będzie modyfikować warunków ich umów.

W jaki sposób?

Skoro większość banków i klientów godziłaby się na ugody, to należałoby objąć ugodami na tych samych warunkach za pomocą ustawy pozostałą część portfela. Zresztą od początku problemu frankowego twierdzę, że jedynym skutecznym jego rozwiązaniem wydaje się ogólnie obowiązująca ustawa – abstrahując już od dobrowolnych ugód. Mówię o samym trybie, aniżeli o szczegółowych warunkach, bo te musiałby być odpowiednio ustalone, co oczywiście nie byłoby łatwe. Byłoby to potwierdzenie przez rządzących, że jest to obowiązkowe dla wszystkich rozwiązanie problemu. Dzięki temu byłaby skuteczna, tzn. obejmowałaby umowy spełniających określone kryteria. Nie byłoby wątpliwości związanych z dobrowolnością. To sprawdzone rozwiązanie w innych krajach.

Dlaczego banki miałyby oferować ugody?

Założenie jest takie, że koszt dla sektora z tytułu objęcia ugodami wszystkich frankowiczów byłby wprawdzie jednorazowy, ale mniejszy, niż gdyby wszyscy poszli do sądów i wygrali z bankami (unieważnienie umowy bez opłaty za korzystanie z kapitału). To jest problem systemowy. Największe ryzyko związane z tymi kredytami jest nie ekonomiczne, ale prawne. I nawet jeśli 100 tysięcy frankowiczów zdecyduje się na ugody, to kolejne 100 tysięcy może pójść do sądów, co oznaczałoby aż trzykrotny wzrost liczby spraw. Dobrowolne ugody mogą być rozwiązaniem systemowym, o ile tylko będą masowo wykorzystywane. Dopełnieniem tego rozwiązania mogłaby być ustawa.

Przeprowadzenie ugód na dużą skalę może spowodować, że niektóre banki popadną w problemy kapitałowe. Czy nadzór powinien im pomóc pod względem regulacyjnym?

Przez ostatnie lata nadzorcy podnosili wymogi kapitałowe na te kredyty, więc jeśli po ugodach będą one zamieniane na złotowe i będzie ich ubywać, wymogi te automatycznie zmniejszą się. Dlatego banki w ramach obecnie funkcjonujących regulacji mają realną zachętę do przeprowadzania ugód. . Pytanie jak nadzór podejdzie do banków, które z powodu rezerw na sprawy frankowe zanotują ujemne wyniki netto. Zakładam, że nie będzie wymagał od takich instytucji uruchamiania planów naprawy uznając, że to jednorazowe straty. Motywacją dla banków może być także to, że KNF mówi wyraźnie „to ostatnia szansa na ugody". Być może więc, jeśli nie dojdą do skutku, zacznie wymagać od banków wyższego odzwierciedlenia ryzyka prawnego w wymogach kapitałowych oraz może dalej ograniczać możliwość wypłaty dywidend. Odrębną kwestią jest jak zapewnić, że banki będą w stanie udźwignąć ten dodatkowy ciężar. Przy obecnej negatywnej presji na rentowność sektora zasadne staje się połączenie obecnej dyskusji o rozwiązaniu kwestii frankowej z szerszą kwestią zapewnienia stabilności i rentowności sektora obejmującą między innymi przegląd i rewizję zakresu i poziomu obciążeń podatkowych i regulacyjnych banków umożliwiających im skuteczne finansowanie gospodarki.

Czy jeśli pod koniec marca Sąd Najwyższy wyda dla banków niekorzystne orzeczenie, będą musiały skokowo zwiększyć rezerwy na frankowe ryzyko prawne?

Banki mają modele, w których jest parametr oczekiwanej straty w wyniku przegranej sprawy sądowej. Wspomniana decyzja Sądu Najwyższego przełoży się na wielkość tej straty w momencie przegranej, nawet bez napływu dodatkowych spraw, ponieważ należy oczekiwać ujednolicenia linii orzeczniczej. Model zawiera też parametr dotyczący oczekiwanej liczby spraw i nie mam wątpliwości, że w razie korzystnego orzeczenia nowych spraw będzie mocno przybywać. Będzie to swoiste podwójne uderzenie, dlatego modele banków powinny to uwzględnić a rezerwy wzrosnąć.

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.