Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie czynniki przyczyniają się do rosnących obaw w sektorze kredytu prywatnego?
- W jaki sposób sztuczna inteligencja wpływa na stabilność firm w tym segmencie rynku?
- Czym charakteryzuje się rynek kredytu prywatnego w kontekście jego rozmiaru i regulacji?
- Czy obecna sytuacja przypomina skalą i naturą kryzys z 2008 roku?
Podczas gdy uwagę wielu globalnych inwestorów absorbowała wojna z Iranem oraz wzrost cen ropy, na Wall Street znów zaczął dawać o sobie znać jeden z rynkowych strachów: obawy przed kryzysem w sektorze kredytu prywatnego. Koncentrował się on w ostatnich tygodniach wokół zarządzającej inwestycjami alternatywnymi spółki Blue Owl Capital, której akcje straciły przez ostatnie 12 miesięcy ponad 40 proc. Na początku kwietnia poinformowała ona, że otrzymała wnioski o wypłatę środków na poziomie 41 proc. swojego funduszu skoncentrowanego na długu spółek technologicznych o wartości 6 mld USD (wzrost z 15,4 proc. w poprzednim kwartale) oraz 22 proc. swojego flagowego funduszu o wartości 36 mld USD (wzrost z zaledwie 5 proc.). Ograniczyła ona wówczas wypłaty, a w liście do inwestorów wskazała, że „postrzeganie rynku oraz nasilające się obawy rynkowe dotyczące zakłóceń związanych ze sztuczną inteligencją” były głównymi powodami wzrostu liczby wniosków o wycofywanie pieniędzy z funduszy. Sytuacja wokół Blue Owl nieco się jednak uspokoiła, po tym jak PIMCO (największy fundusz obligacyjny świata) wykupił obligacje warte 400 mln USD wyemitowane przez tę spółkę. Czy jednak zawirowania na amerykańskim rynku długu prywatnego mogą dać o sobie znać? Czy mogą być zapowiedzią większego kryzysu?
Czytaj więcej
Rosnące ceny paliw stały się już problemem politycznym w Stanach Zjednoczonych. Są one wciąż jednak o wiele niższe niż w Europie. Choć pojawiły się...
AI zasiała strach
Rynek kredytu prywatnego obejmuje pożyczki udzielane przez firmy spoza sektora bankowego, m.in. przez fundusze oraz spółki zarządzające aktywami. Jego wielkość jest szacowana na 2-3 bln USD i w ostatnich latach szybko rosła. Jest on jednak dużo mniej przejrzysty od tradycyjnego rynku kredytowego. Wymyka się on regulacjom. W zeszłym roku wstrząsnęły nim dwa bankructwa: spółki First Brand Groups (dostawcy części samochodowych) i firmy Tricolor (specjalizującej się w kredytach samochodowych najniższej jakości). Wierzyciele stracili na udzielonych im pożyczkach kilkaset milionów dolarów. – Pewnie nie powinienem tego mówić, ale kiedy widzisz jednego karalucha, prawdopodobnie jest ich więcej – odniósł się do tej sprawy Jamie Dimon, prezes JP Morgana. Wyraźnie więc zasugerował, że takich problematycznych dłużników może być na rynku więcej. Przed rosnącymi zagrożeniami w sektorze kredytu prywatnego ostrzegał też Międzynarodowy Fundusz Walutowy.
W ostatnich miesiącach dawały natomiast o sobie znać obawy inwestorów przed tym, że spółki zaangażowane w branżę kredytu prywatnego, takie jak Blue Owl, będą ponosiły straty na długach firm informatycznych, które będą wypierane z rynku przez modele sztucznej inteligencji zastępujące pracę ich informatyków. To dlatego tak mocno wzrosła liczba wniosków o wycofywanie kapitału z funduszu technologicznego Blue Owl. Pod koniec lutego analitycy UBS napisali, że odsetek bankructw na rynku kredytu prywatnego może wzrosnąć z obecnych 3–5 proc. do nawet 15 proc. Miało się do tego przyczynić szersze wdrożenie sztucznej inteligencji i związane z nim „kaskadowe bankructwa” firm tworzących oprogramowanie.
„Pożyczkobiorcy z branży oprogramowania, korzystający z funduszy kredytu prywatnego, są bardziej zadłużeni i bardziej uzależnieni od oczekiwań dotyczących przyszłego wzrostu niż pożyczkobiorcy z innych branż, co czyni ich bardziej wrażliwymi na negatywne wstrząsy” – twierdzą badacze z MSCI Inc. Firmy software’owe odpowiadają za około jedną czwartą pożyczek zaciągniętych na rynku kredytu prywatnego, a za około połowę zaciągniętych w ostatnich latach.
„The Wall Street Journal” niedawno doniósł natomiast, że duże banki – w tym JPMorgan Chase – przygotowują się do zaoferowania inwestorom nowego sposobu na „obstawianie” przeciwko zarządzającym funduszami kredytu prywatnego.
Banki współpracują z S&P Global nad uruchomieniem indeksu CDS-ów (czyli instrumentów zabezpieczających przed ryzykiem bankructwa dłużnika), który chroniłby nabywców przed niewypłacalnością spółek wchodzących w skład indeksu, o nazwie CDX Financials. Fundusze kredytu prywatnego zarządzane przez Apollo Global Management, Ares Management oraz Blackstone będą stanowiły 12 proc. indeksu, który obejmuje również ubezpieczycieli, banki regionalne oraz firmy wydające karty kredytowe.
– Będzie to pierwszy produkt typu credit-default swap powiązany z kredytem prywatnym. Teraz wydaje się odpowiedni moment – stwierdził Nicholas Godec, szef działu instrumentów o stałym dochodzie i towarów w S&P Dow Jones Indices.
Czytaj więcej
Zysk na akcję spółek z amerykańskiego indeksu S&P 500 najprawdopodobniej wzrósł w tempie dwucyfrowym w pierwszym kwartale. Może to pomóc w dalszej...
To nie jest 2008 rok
Nie wygląda jednak na to, by zawirowania na rynku prywatnego były obecnie głównym zmartwieniem Wall Street. Jamie Dimon, prezes JPMorgan Chase, choć ostrzegał przed rynkowymi „karaluchami”, to jednak stwierdził niedawno, że problemy tego sektora nie są obecnie wielkim zagrożeniem dla banków. – Musiałoby dojść do bardzo dużych strat na rynku kredytu prywatnego, by banki to odczuły. To nie oznacza, że nie będziemy odczuwać stresu i bólu i nie będziemy musieli czegoś z tym zrobić, ale jakoś szczególnie się tego nie obawiam – powiedział Dimon.
Trudno jest też porównywać wstrząsy na rynku kredytu prywatnego z kryzysem z lat 2007–2009 Kredyt prywatny stanowi jedynie kilka procent całości zadłużenia amerykańskich spółek i gospodarstw domowych, podczas gdy pożyczki hipoteczne stanowiły około 60 proc. w latach 2006–2007. Ówczesny rynek instrumentów finansowych opartych na pożyczkach hipotecznych był też dużo bardziej zlewarowany. Duży problem stanowiło to, że sporą część tych instrumentów oparto na kredytach hipotecznych subprime, czyli o dużym ryzyku braku spłaty. Pożyczki na rynku kredytu prywatnego są natomiast udzielane głównie średnim firmom mającym wsparcie inwestorów, a udzielenie każdego kredytu jest poprzedzone analizą ryzyka. Kanały rozlewania się ewentualnego kryzysu są też obecnie bardziej ograniczone niż w 2008 r.
– Branża jest sama sobie winna. Straciła ona kontrolę nad narracją i sprawiła, że popełnione błędy wywołały strach i wątpliwości, co do zdolności firm do spłat kredytów. Powinniśmy poświęcić więcej czasu na tłumaczenia – przyznał Doug Ostrover, współzałożyciel Blue Owl.
Amerykańskie indeksy wróciły do ustanawiania rekordów
O ile w marcu KBW Nasdaq Bank Index (indeks amerykańskich banków) wszedł w korektę i był 11 proc. niżej niż na początku roku, to w kwietniu przebił już poziom z początku stycznia. Wstrząsy na rynku kredytu prywatnego miały więc raczej ograniczony wpływ na nastroje inwestorów. Zwłaszcza, że niektóre szersze indeksy z Wall Street odrobiły straty poniesione od początku wojny z Iranem i wróciły do ustanawiania rekordów. S&P 500 wrócił w zeszłym tygodniu na poziom powyżej 7 tys. pkt, a Nasdaq Composite przebił 24 tys. pkt. Dow Jones Industrial ponownie przekroczył poziom 48 tys. pkt, podczas gdy w szczycie z lutego przekaczał 50 tys. pkt. Amerykańskim indeksom giełdowym pomagały w ostatnich tygodniach nadzieje związane z możliwym końcem wojny z Iranem oraz dosyć dobry początek sezonu wyników. Dobrymi raportami okresowymi pochwaliły się m.in. największe amerykańskie banki. Średnia prognoz analityków i projekcji spółek, zebranych przez firmę badawczą FactSet, wskazuje, że zyski na akcję firm z amerykańskiego indeksu S&P 500 wzrosły w pierwszym kwartale o 12,6 proc. Byłby to szósty z rzędu kwartał wzrostowy. Analitycy FactSet twierdzą, że są duże szanse na to, że wzrost zysków na akcję okaże się wyższy, gdyż rzeczywiste zyski raportowane przez spółki z indeksu S&P 500 przekraczały szacowane zyski średnio o 7,3 proc. Ten sezon wyników może więc okazać się najlepszy od ponad czterech lat. To powinno sprzyjać dalszej poprawie nastrojów inwestorów. Stratedzy z Wall Street uważają, że amerykańskie indeksy giełdowe mają wciąż pole do zwyżek. Ich prognozy są jednak dosyć ostrożne. Mediana projekcji zebranych przez agencję Bloomberga wskazuje, że S&P 500 powinien na koniec roku przekraczać 7500 pkt. Najbardziej pesymistyczne prognozy (Stifel Nicolaus i 22V Research) mówią o 7000 pkt na koniec grudnia, a najbardziej optymistyczna (Deutsche Bank) o 8000 pkt. HK