REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Opiekunowie rynku (kapitałowego)

Mam wrażenie, że ostatnio polski rynek kapitałowy to temat wyjątkowo wrażliwy. I to z kilku powodów...
Foto: Bloomberg

Krytyka w ogóle staje się w Polsce towarem regulowanym i coraz bardziej deficytowym. A do tego nie należy krytykować „dziecka", które w wieku dojrzewania wykazuje kilka niepokojących cech, więc każda nagana mogłaby wywołać pasmo odruchów „psychosomatycznych". Niestabilne, kapryśne, bez pomysłu na przyszłość – tak można w kilku słowach sformułować porównanie do naszego wychowanka, wobec którego opiekuńczości nigdy za wiele. Ale czy na pewno – czy krytyka naszego „pupila" naprawdę może mu zaszkodzić?

W dobie kryzysu gospodarczego polski rynek kapitałowy nie ujawnił jakiś szczególnych mocy (jak widzicie, sam zaczynam ten akapit delikatnie, żeby nie spłoszyć...). Może poza tym, iż pokazał, że takie z gruntu indywidualne projekty, niezwiązane w żaden sposób z państwowymi pomysłami na gospodarkę i narodowymi strategiami w skali makro, są postrzegane jako realna alternatywa. I dają realne zyski inwestorom, którzy widzą ten „brak związku". Tylko że w tym momencie retorycznie zapytam – czy z przypadku firmy sprzedającej gry komputerowe można stworzyć jakiś miarodajny przykład? Jedni powiedzą, że tak, a ja pozostanę przy myśli, że to tylko wyjątek potwierdzający regułę.

I oto znów objawia się miraż państwa opiekuńczego. Oczywiście nie rozumianego tak, jak by sobie tego życzyli obywatele w badaniach socjologicznych, czuwającego nad całą gospodarką. Państwa „opiekuńczego" nad rynkiem finansowym. Tworzącego kolejne wizje, pozorne strategie, kierującego instytucjami cieniami oraz działającego poprzez teoretyczne regulacje i kolejne urzędy. Państwa skupiającego wokół swych organów, decydentów i różnych ciał wszystkich liderów rynku, który niby działa, ale jakby tylko kręci się w kółko.

Tak. Można było myśleć o opiekuńczości – a i to pod warunkiem, że pozytywnie i twórczo – ale na początku, w latach 90., gdy wszystko popychali „mędrcy" i pasjonaci rynku, umocowani instytucjonalnie do odrodzenia np. giełdy. Dziś, gdy zostali sami „funkcjonariusze" obrośnięci cellulitem, ich starania będą miały wymiar jedynie egoistyczny. Zmrożeni rosnącą omnipotencją zajętego sobą samym państwa, które rynek kapitałowy postrzega jak witrynę dla swoich „dóbr narodowych", nie zrobią już nic kreatywnego.

Opiekunowie rynku, obudźcie się! Przestańcie rozmawiać z „dzieckiem" ogólnie o pogodzie i zacznijcie poważną dyskusję!

Powiązane artykuły

REKLAMA
REKLAMA

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA