Jedyną rozkołysaną łodzią na forexie jest dzisiaj jen japoński, który gwałtownie umacnia się względem większości walut w reakcji na swoiste “ostatnie ostrzeżenie” rządu w Tokio ws. potencjalnej interwencji. Główny dyplomata walutowy Atsushi Mimura zaostrzył dzisiaj retorykę, sygnalizując, że rząd podejmie “zdecydowane kroki”, jeśli popyt spekulacyjny będzie prowadził do dalszego spadku wartości jena. Gotowość do interwencji zdaje się jednak nie być jedynie werbalna. Deprecjacja waluty w wyniku szerokich odpływów w stronę dolara (a tym samym droższy import), wciąż wątłe fundamenty odbicia gospodarczego (np. większy CAPEX i odbicie PKB) oraz kula u nogi aktywności sektora prywatnego w postaci wyższych cen ropy stanowią realne ryzyko stagflacji, dlatego reakcja rynku może mimo wszystko wciąż niedoszacowywać determinacji Tokio. Kurs dolarojena gwałtownie zanurkował (USDJPY: -0,3%), schodząc poniżej psychologicznego poziomu 160.
Poza tym forex wydaje się być zmęczony huśtawką między agresywnymi odpływami kapitału (z akcji, surowców i innych walut) do dolara a chwilowymi skokami apetytu na ryzyko. Indeks dolara pozostawał w ciągu ostatnich tygodni w wyraźnym trendzie wzrostowym, jednak ostatnie sesje pokazały niechęć rynku do zdecydowanego wypchnięcia kursu powyżej symbolicznego poziomu 100 punktów. Silny i testowany już kilkukrotnie opór w tym obszarze świadczy potencjalnie o tym, że paliwo dolara jako bezpiecznej przystani jest na wyczerpaniu, zwłaszcza biorąc pod uwagę niepewność wobec globalnej koniunktury. Donald Trump co prawda ogłosił swój 15-punktowy plan pokojowy i pomimo odrzucenia oferty przez Teheran upiera się, że komunikujący się przez pakistańskie służby negocjatorzy “błagają” o umowę. Niemniej poza dedykowanym wyborcom “showmeństwem”, prezydent USA nie przestaje flirtować z linią swoich oczekiwań wobec wyniku wojny, wyrażając w ostatnim wywiadzie dla Financial Times przejęcie kontroli nad irańską ropą i hubem eksportowym na Wyspie Chark.
Z drugiej strony, nawet jeśli Bliski Wschód pozostaje w centrum uwagi, na rozpoczynający się tydzień zaplanowany jest szereg pierwszoplanowych publikacji makroekonomicznych, co powinno wprowadzić inwestorów na rynku walutowym w stan maksymalnej gotowości. Na dniach z całego świata mają spływać raporty dot. inflacji konsumenckiej (CPI) i wskaźników PMI dla przemysłu, w Wielkiej Brytanii zaprezentowane zostaną dane PKB, a w piątek czeka nas raport najwyższego kalibru z rynku z pracy w USA, czyli zmiana zatrudnienia wg NFP. Z racji, że będą to pierwsze od zamknięcia rządu (shutdownu) w USA “czyste” i opublikowane bez opóźnień dane, niespodzianki mogą przynieść rekordowy skok zmienności w dowolnym kierunku.
O godz 9:15 za dolara zapłacimy 3,72 zł, za euro 4,28 zł, za funta 4,93 zł, a za franka 4,66 zł.