REKLAMA
Czytaj e-wydanie
REKLAMA

Inwestycje

Brakuje argumentów do głębszej przeceny w USA

Gościem Przemysława Tychmanowicza w Parkiet TV był Rafał Sadoch, analityk BM mBanku.
Foto: parkiet.com

Temat wojny handlowej  zdominował ostatnie miesiące na rynku. Teraz jednak jesteśmy w szczególnym momencie. W środę ma zostać podpisane porozumienie tzw. pierwszej fazy między Stanami Zjednoczonymi a Chinami. Czym ono tak naprawdę jest?

Jest to tak naprawdę otwarcie drogi do bardziej skomplikowanych negocjacji, do których ma dojść w dalszej części 2020 r. Tak na dobrą sprawę nie wiemy natomiast, jak długo będą one trwały. Sam Donald Trump już zapowiedział, że zapewne nie uda się ich zakończyć przed wyborami. To, co się wydarzy w środę, już uspokoiło inwestorów i jest powodem silnego ruchu wzrostowego, jaki widzimy na rynku w ostatnich tygodniach. Pytanie brzmi, co tak naprawdę znajdzie się w tym porozumieniu. Rynek zdyskontował to, że pierwsza faza negocjacji została zakończona, ale szczegóły porozumienia są nieznane. Chiny dotychczas zakomunikowały, że przystąpią do porozumienia, tylko jeśli będzie towarzyszyło temu wycofanie się z części wprowadzonych w 2019 r. ceł. Liczono, że Trump wycofa się z taryf wprowadzonych we wrześniu. Pytanie, jaka będzie finalna wersja umowy i jak duża będzie skala ustępstw. Jeśliby się okazało, że skala ta będzie duża, to automatycznie poprawią się perspektywy wzrostu gospodarczego w 2020 r. Za tym też pójdzie popyt na bardziej ryzykowne aktywa. Nie można jednak wykluczyć scenariusza, w którym ustępstwa celne nie będą daleko idące i rynek może być tym zawiedziony. Ryzyko negatywnego zaskoczenia i realizacji części zysków, które udało się wypracować na przestrzeni ostatnich miesięcy, istnieje. Przypomnijmy bowiem, że 2019 r. mimo wojny handlowej zakończył się około 30-proc. wzrostem głównych indeksów.

Porozumienie pierwszej fazy to przełom czy chwilowe zakopanie topora wojennego?

Na pewno jest to zamknięcie pewnego etapu, po którym będzie można przejść do kolejnego. Ten pierwszy etap wiązał się z wieloma tarciami. Pytanie, jak to będzie wyglądało w drugim etapie. Wcale nie musi on być taki optymistyczny i rozmowy wcale nie muszą przebiegać bez problemów. Donald Trump już wielokrotnie podkreślał, że jeśli Chiny będą zwlekały z zawarciem porozumienia, to Stany Zjednoczone po wyborach prezydenckich będą miały mniej do zaoferowania niż w przypadku wczesnego porozumienia. Co więcej, Chiny nie wydają się być aż tak bardzo potulne, jak chciałby tego Trump. Ostatnie dane sugerują bowiem, że mimo wprowadzonych w 2019 r. taryf celnych chińska gospodarka radzi sobie dość dobrze. Co prawda hamuje, ale nie jakoś drastycznie. Mimo wszystko wymiana handlowa istnieje i to daje pewność chińskim decydentom, że nawet bez Stanów Zjednoczonych gospodarka jest w stanie sobie jakoś radzić. To utwierdza ich w przekonaniu, że do stołu negocjacyjnego mogą siadać jak równy z równym. Większa siła strony chińskiej może też powodować większe tarcia podczas drugiej tury rozmów. Trzeba też dodać, że będą to kwestie, wobec których wcześniej nie udało się osiągnąć porozumienia. Może być więc trudniej znaleźć wspólny mianownik.

Patrząc na dotychczasowy przebieg rozmów handlowych, czy nie jest jednak tak, że strach ma wielkie oczy? Do załamania gospodarczego przecież nie doszło, a amerykańskie indeksy wciąż śrubują rekordy.

Oczywiście temat ten się przewijał i też miał swoje konsekwencje. Nowe szczyty na rynku akcji w dużej mierze zawdzięczamy bankierom centralnym, którzy dostrzegli perspektywę spowolnienia gospodarczego i zareagowali. Największe banki centralne przystąpiły do luzowania polityki monetarnej. Jeśli nie dojdzie do ożywienia, to zapewne będą one też podejmowały kolejne działania w 2020 r. mimo tego, co obecnie komunikuje amerykańska Rezerwa Federalna. Można jednak wyobrazić sobie sytuację, w której dalsza eskalacja ryzyk handlowych będzie prowadziła do dalszej stymulacji monetarnej. To z kolei ogranicza ryzyko większej przeceny na Wall Street.

Czyli euforia na Wall Street jest uzasadniona?

Tak na dobrą sprawę nie mamy teraz podstaw do tego, aby móc prognozować mocniejsze cofnięcie rynku amerykańskiego. Ryzyka są asymetryczne w górę. W dłuższym okresie indeksy poruszają się na północ i ciężko bić się z tym trendem. Oczywiście w środę może dojść do rozczarowania i podpisania niesatysfakcjonującej inwestorów umowy. Wtedy możliwe jest cofnięcie indeksów, ale każde cofnięcie jest wykorzystywane do zwiększania zaangażowania w akcje. Inwestorzy starają się kupować akcje na lokalnych dołkach.

W kolejnych miesiącach zapewne jednak znów będziemy żyli tematem wojny handlowej. Jak ważna może się to okazać kwestia w obliczu zbliżających się wyborów prezydenckich w Stanach Zjednoczonych?

Pytanie, jak Trump będzie wykorzystywać tę kwestię w polityce. Może to zrobić w dwojaki sposób. Może ogłosić wielki sukces w negocjacjach z Chinami bądź próbować robić to, co robił już wcześniej, czyli chronić swój rynek wewnętrzny dodatkowymi taryfami. Zakładając, że do tej pory Trump starał się wykorzystywać tę drugą opcję, to jest to kolejny element, który może wywoływać tarcia między Stanami Zjednoczonymi a Chinami podczas drugiej tury rozmów. Ryzyka te mogą powodować jakieś wstrząsy, ale w 2019 r. też z tym mieliśmy do czynienia i nie było to w stanie zahamować hossy na Wall Street.

A w ogóle możliwe jest, aby kolejne porozumienie zostało podpisane przed wyborami prezydenckimi w Stanach Zjednoczonych?

Raczej nie. Sugerując się tym, co mówi zarówno strona chińska, jak i Trump, można zwrócić uwagę, że żadna z tych stron nie wyrażała nadziei, że uda się to osiągnąć. Chiny nawet komunikowały obawy, czy będą w stanie dojść do porozumienia z Trumpem w dłuższym terminie.

W Stanach Zjednoczonych rozpoczął się sezon publikacji wyników firm za IV kwartał. Czego można się spodziewać?

Oczekiwania wskazują, że będzie to najgorszy kwartał od 2015 r., przynajmniej jeśli chodzi o poziom zysku na akcję. Do zwyżek na rynku akcji wystarczy jednak, żeby ostateczne rezultaty okazały się lepsze od prognoz. Nawet więc jeśli będziemy mieli do czynienia ze stabilizacją zysku na akcję, to będzie to wystarczający argument do kontynuacji zwyżek. Rynki patrzą też teraz w większym stopniu na wyniki sprzedaży. Jeśli one by się poprawiły, byłby to sygnał, że jesteśmy w przededniu silniejszego ożywienia i dane za 2020 r. będą już lepsze, i będzie to kolejny impuls do tego, aby dalej stawiać na ryzykowne aktywa.

Powiązane artykuły

REKLAMA
REKLAMA

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA