Gospodarka

NBP?przygląda się temu, co się dzieje z WIBOR-em

Z Witoldem Kozińskim, wiceprezesem Narodowego Banku Polskiego, rozmawia Łukasz Wilkowicz
Foto: Archiwum

Dlaczego chociaż Rada Polityki Pieniężnej nie zmieniała od czerwca stóp procentowych, a ekonomiści mówią raczej o ich spadku w najbliższych miesiącach, WIBOR stopniowo rośnie? Od czerwca trzymiesięczny WIBOR, podstawa oprocentowania dużej części kredytów, urósł o 24 punkty bazowe. Mocno skoczył zwłaszcza na przełomie października i listopada.

Mamy na ten temat następującą hipotezę: ten wzrost mógł zostać spowodowany przez przepływy związane z jedną z największych transakcji kapitałowych na rynku polskim.

Chodzi najpewniej o przejęcie Polkomtelu. Jaki jest ten związek?

To transakcja o wartości kilkunastu miliardów złotych. Mamy potwierdzenie z niektórych polskich banków, że udzielały one złotowych pożyczek zagranicznym bankom, najpierw w formie swapów, później bezpośrednio ze złotowych depozytów. Te pieniądze przez zagraniczne banki zostały wykorzystane na sfinansowanie wsparcia kapitałowego tego przejęcia.

To znaczy, że po ich spłaceniu nastąpi normalizacja stawek na rynku międzybankowym?

Mogę powiedzieć, że oczekujemy ich spadku, ale czy on faktycznie nastąpi – pewności nie ma.

Pojawiały się opinie, że wzrost WIBOR ma związek z działaniami niektórych banków.

Zmiany, o których mówimy, nie mają nic wspólnego z powtarzaną niekiedy sugestią, że to wynik spekulacji.

Czy NBP zamierza zareagować, jeśli stawki WIBOR się nie obniżą? Ostatni wzrost jest przecież wbrew polityce pieniężnej.

Ostatnie zmiany niekoniecznie muszą być zbieżne z polityką banku centralnego czy Rady Polityki Pieniężnej. Nie przewidujemy jednak żadnych nadzwyczajnych działań. Nie do pomyślenia jest np. gwałtowne zwiększanie płynności na rynku. Przyniosłoby to więcej szkody niż pożytku.

Dziś można powiedzieć tyle: nie myślimy o żadnych nadzwyczajnych krokach poza tzw. moral suasion, czyli zwracaniem uwagi na niepokojące nas tendencje.

Powołując się na opinie dilerów i analityków, pisaliśmy, że WIBOR wzrósł niedawno, gdyż zagraniczne banki chciały z wyprzedzeniem zapewnić sobie finansowanie w złotych na prze- łom roku. Czy NBP planuje jakieś działania w związku ze zbliżającą się końcówką roku, gdy zwykle stopy rynkowe rosną?

Niewykluczone, że na przełomie roku dokonamy operacji repo, czyli udzielimy bankom pożyczek zabezpieczonych papierami wartościowymi. Możliwe są także operacje swapowe na parze euro-złoty. Potrzebny jest jednak sondaż wśród banków, czy zgłaszane nam potrzeby takich operacji dotyczą jednostkowych przypadków, czy to może szersza tendencja.

Czy temat znajdującego się na podwyższonym poziomie WIBOR pojawiał się w rozmowach z bankami?

Tak. Był on podnoszony np. na ostatnim spotkaniu z ACI – stowarzyszeniem dilerów bankowych, które odpowiada za WIBOR. Zrobiliśmy to, bo docierały do nas głosy z tezą, że WIBOR nie jest obecnie stawką transakcyjną – że na jego podstawie nie są zawierane faktyczne transakcje.

Jakie były argumenty drugiej strony?

Po pierwsze, z samej definicji WIBOR-u wynika, że po fixingu WIBOR-u banki mają obowiązek zawierać transakcje po zgłoszonych stawkach. Po drugie, banki utrzymują, że nie są w stanie proponować nic innego.

NBP będzie więc czekać na spadek WIBOR?

Zastanawiamy się nad możliwością pozyskiwania od banków informacji na temat ich transakcji na rynku pieniężnym. Będziemy się starać pozyskać do tego większą liczbę banków, niż bierze udział w fixingu POLONII. Mielibyśmy również ścisłe dane na temat obrotów.

Mogłaby więc powstać stawka podobna do stopy POLONIA, która dotyczy depozytów jednodniowych?

Tak.

NBP chce zbierać dane dla siebie czy do publikacji?

Jeśli faktycznie będziemy to robić – a nie mogę tego w tej chwili przesądzić – to oczywiście do publikacji.

Zmieńmy temat. Czy jest pan zadowolony z efektów ostatnich interwencji NBP na ryku walutowym?

Były one poprawnie prowadzone. Uzyskaliśmy wymierny wynik w postaci widocznej stabilizacji kursu złotego. Nie ma już takiej zmienności, jaka była przed interwencjami.

Przedstawiciele Narodowego Banku Polskiego wskazywali, że chodzi o ukrócenie działalności spekulantów.

Z całą pewnością można powiedzieć, że we wrześniu i październiku miała miejsce spekulacja prowadzona zarówno na złotym, jak i na obligacjach. Natomiast obecne zmiany kursów nie mają tak jednoznacznego charakteru, jak przed kilkoma tygodniami.

Ile NBP przeznaczył na interwencje?

Mogę powiedzieć, że obecnie rynek walutowy jest zupełnie inny niż pod koniec lat 90., kiedy NBP prowadził interwencje walutowe. W porównaniu ze stanem sprzed kilkunastu lat on jest obecnie bardzo głęboki. Według stanu na kwiecień średnie dzienne obroty na rynku złotego – zarówno w kraju, jak i w Londynie i zarówno na rynku kasowym, jak i terminowym – to 43 mld dolarów. To oznacza, że żeby wytrącić rynek z określonych zmian kursu, trzeba przeznaczyć zdecydowanie większe kwoty niż w przeszłości.

A ile NBP przeznaczał na interwencje w latach 90.?

...

Jak pan ocenia obecny poziom kursu złotego?

Mieści się w takich granicach, które pozwalają określić go jako akceptowalny. Jeśli chodzi o fundamenty, to powinien być mocniejszy. Ale biorąc pod uwagę, co się obecnie dzieje na rynkach, spodziewałbym się, że złoty będzie się obracał przez jakiś czas wokół obecnego poziomu.

Pojawiały się wypowiedzi, że pod koniec roku może nastąpić atak na złotego. Mogą być kolejne interwencje?

Oczywiście. Zwracam jednak uwagę, że interwencje mogą następować w obie strony – zarówno przeciw osłabieniu, jak i umocnieniu złotego.

Prezes Marek Belka mówił kilka dni temu, że jest za „udomowieniem" banków. Czy w NBP toczą się jakieś prace w tej sprawie, czy to było tylko werbalne wsparcie odkupienia przez polski kapitał banków sprzedawanych przez zagranicznych inwestorów strategicznych?

Rozmawiamy o tym. Jeśli jeden czy drugi bank miałby zmieniać właściciela, to ani nadzór finansowy, ani Narodowy Bank Polski nie chcą pozostawać poza tym procesem. Możliwym scenariuszem jest zakup wystawionego na sprzedaż banku przez krajową instytucję finansową, a następnie jego prywatyzacja.

Prywatyzacja? To znaczy, że kupującym miałby być podmiot państwowy?

Nie mówię o żadnej konkretnej instytucji. Ważne, żebyśmy mieli do czynienia nie z nacjonalizacją, ale prywatyzacją. Są fundusze emerytalne, fundusze private equity, które bardzo poważnie interesują się polskim rynkiem.

Czy dopuszcza pan możliwość sprzedaży akcji banku odkupionego od zagranicznego inwestora poprzez giełdę? Jak to mogłoby wyglądać?

Sprawdzonym sposobem prywatyzacji jest prywatyzacja poprzez giełdę i tak zapewne należałoby to uczynić. Czy w tym procesie byłoby miejsce dla jednego lub więcej inwestorów o istotnym wpływie na wynik głosowania akcjonariuszy, trudno dzisiaj przesądzić.

Na czym miałaby polegać rola NBP? Tylko na wsparciu słownym czy może także finansowym?

Bank centralny mógłby pełnić funkcję pomocową. Nie można wykluczyć pośredniego udziału finansowego. NBP mógłby np. wesprzeć nabywcę krajowego banku kredytem refinansowym.

To pomysł, nad którym dyskutowaliście, czy wymyślił to pan w trakcie naszej rozmowy?

O konkretnych pomysłach nie rozmawiamy. Nie ma też żadnego konkretnego projektu, który mielibyśmy wspierać. Podkreślam natomiast, że jesteśmy gotowi w tym uczestniczyć.

Dziękuję za rozmowę.

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.