To ogromne pieniądze, które trafiły do przedsiębiorstw w postaci zwolnień ze składek ZUS, dopłat do wynagrodzeń pracowników czy subwencji na utrzymanie płynności. Nie wszyscy jednak są z tej pomocy zadowoleni.
Jak pokazuje ostatnia edycja badań (z października tego roku) Centrum Monitoringu Sytuacji Gospodarczej, firmy raczej negatywnie oceniają skuteczność tarcz antykryzysowych – w sumie wystawili tu ocenę 4,1 na skali od 0 do 10. Przy czym aż 47 proc. ankietowanych wystawiło negatywne oceny, a pozytywne – tylko 22,2 proc. Z kolei w badaniach Koronabilans MŚP, prowadzonych przez KRD, zrealizowanych w grudniu, 32,4 proc. firm uważa rządową pomocą za wystarczającą, ale aż 55 proc. – za niewystarczającą.
– Ten rozdźwięk między skalą pomocy a poziomem zadowolenia wśród biznesu jest zaskakujący – zauważa Sławomir Dudek, główny ekonomista Pracodawców RP. – Skąd wynika? Może z faktu, że to wsparcie rzeczywiście nie było w stanie zaspokoić wszystkich potrzeb firm dotkniętych kryzysem – mówi.
– Widoczne to było szczególnie w drugiej fali pandemii – podkreśla Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Pracodawców Polskich. O ile wiosną pomoc płynęła szerokim strumieniem, o tyle od jesieni wsparcie jest ograniczone do wybranych branż. – Efekt jest taki, że wiele przedsiębiorstw, choć ponosi pandemiczne straty, nie znalazło się na liście wybranych PKD i nie ma dostępu do wsparcia – mówi Kozłowski.
– Pokrzywdzeni czuć się też mogą samozatrudnieni, czyli osoby prowadzące działalność gospodarczą i niezatrudniające pracowników – wskazuje Dudek. Tego typu mikrofirmy nie mogą sięgnąć po subwencje z tarczy finansowej PFR, mogą dostać tylko zwolnienie z ZUS czy jednorazową mikropożyczkę do 5 tys. zł, co może być nieadekwatne do skali ich przychodów i poniesionych strat.