Fundusze inwestycyjne TFI

Prezes AgioFunds TFI: Jeśli to korekta, to jesteśmy blisko jej końca

#PROSTOZPARKIETU. Mariusz Jagodziński, prezes AgioFunds TFI: geopolityka straszy inwestorów

Gościem Przemysława Tychmanowicza był Mariusz Jagodziński, prezes AgioFunds TFI.

Foto: parkiet.com

Fundusze czy samodzielne inwestowanie na giełdzie? Co jest lepsze?

Kluczowy jest poziom wiedzy i świadomości rynków u potencjalnego inwestora. Można bowiem powiedzieć, że inwestowanie nie jest trudne, ale też nie jest proste. Ktoś, kto zaczyna, powinien chyba jednak spróbować od funduszy, a dopiero w miarę poznawania rynków może sam wybierać poszczególnych emitentów i inwestować czy to w akcje, czy to w obligacje.

Czy to oznacza, że inwestowanie w fundusze jest łatwiejsze?

Poziom wiedzy definiuje poziom ryzyka. Jeśli ktoś nie ma podstawowej wiedzy, to może „zapomnieć" bądź też nawet nie wiedzieć, chociażby jak istotna jest dywersyfikacja. Niektórzy mogą twierdzić także, że jak mają dwie, trzy spółki w portfelu, to już można mówić o dywersyfikacji. Oddzielnym tematem są emocje i ich kontrola. Jeśli ktoś zaczyna, może nie być świadomy wahań rynkowych i pod wpływem emocji może podejmować błędne decyzje. Oczywiście zarządzający też popełniają błędy. Zajmując się jednak czymś zawodowo, nabiera się większej odporności psychicznej. Staramy się oddzielić emocje od chłodnej kalkulacji. To jest bardzo trudne dla indywidualnych osób. Gdyby więc zacząć od inwestowanie od funduszy i stopniowo dobierać akcje do portfela to wydaje mi się, że tych emocji byłoby relatywnie mniej.

Fundusze to strategia „kup, trzymaj i zapomnij"?

Bardzo lubię strategię „kup i trzymaj", ale nigdy nie „zapomnij". Ciągle bowiem pojawiają się nowe informacje na temat samych spółek, rynków, informacje makroekonomiczne, cały czas więc trzeba być na bieżąco. Z perspektywy zarządzającego znalezienie dobrej spółki, która przez wiele lat będzie rosła szybciej niż rynek, jest poszukiwaniem świętego Graala. Kupno takiej spółki to jedno, ale sztuką jest ją długo trzymać. Chęć realizacji zysku jest bowiem czymś naturalnym. Niedoświadczonych inwestorów można wręcz poznać po tym, że dobre, zyskowne inwestycje za szybko zamykają. Z kolei, kiedy mają nietrafione inwestycje i tracą pieniądze, to potrafią trzymać akcje bardzo długo, bo nie potrafią się przyznać do błędu. Nasza wieloletnia praktyka pokazuje natomiast, że czasami po prostu trzeb się a przyznać do tego błędu.

Słabą stroną inwestowania w fundusze są chyba koszty? Można to traktować jako barierę wejścia?

Nie nazwałbym tego barierą wejścia, natomiast jest to trwały czynnik, który obniża wynik. Regulacyjnie z roku na rok opłaty w Polsce jednak spadają. To oczywiście dobra informacja dla inwestorów, a gorsza dla TFI. Trzeba jednak też brać pod uwagę, że szeroko rozumiana infrastruktura w branży też kosztuje i co do zasady TFI powinny pobierać opłaty. Ja jednak jestem zwolennikiem tego, aby w większym stopniu ustawiać je jako success fee i relatywnie niskich management fee. To ustawowo się już dzieje. Tak, jak jednak wspomniałem, opłaty obniżają wyniki, co też może tłumaczyć sukces pasywnego inwestowania. Jeśli zarządzający nie radzą sobie w dłuższym terminie z biciem indeksu, to koszty skazują ich na gorsze wyniki niż przy inwestowaniu pasywnym.

Wy inwestowanie pasywne i fundusze ETF traktujecie jako konkurencję?

Jeżeli chodzi o przepływy pieniężne, to tak. Aktywni zarządzający chcą pokonywać rynek, czyli też fundusze ETF, które replikują konkretne rynki. Poza tym dobry zarządzający powinien przynajmniej też zarobić na swoje wynagrodzenie co oznacza, że rok do roku powinien bić swój benchmark.

A co z obecną sytuacją rynkową? Traktuje pan ją jako zwykłą korektę czy nerwowo śledzi pan notowania giełdowe?

Patrzę nie tyle nerwowo, co niespokojnie. Gdyby to była normalna korekta, a na chwilę obecną zakładam, że tak jest, to jesteśmy bardzo blisko jej końca. Dużo jest psychologicznych czynników, które świadczyłyby, że jesteśmy blisko dołka. Jeśli chodzi o obligacje, to jesteśmy po drugiej fali paniki i załamaniu. W przypadku rynku akcji jesteśmy w średniej korekcie i spokojnie mogłaby się ona wyczerpywać i w perspektywie do końca roku moglibyśmy wrócić do wzrostu. Niestety, duży wpływ na nasz rynek w ostatnim czasie ma czynnik geopolityczny. On jest bardzo trudny do przewidzenia. Nie mówimy bowiem o wycenie firm, przychodach, stopach zwrotach biznesu, a o tym, czy może być konflikt chociażby na Ukrainie, i tym, jak będzie wyglądała dalej sytuacja na naszej wschodniej granicy. A przecież trzeba też pamiętać o trwającym od kilku miesięcy sporze z Unią Europejską. W relatywnie więc trudnej dla nas chwili, sporu z UE, doszedł jeszcze element geopolityczny. Moim zdaniem jest on teraz wyceniany przez rynki. Mamy więc trudny moment, który sprawia, że przewidywanie przyszłości jest jeszcze trudniejsze. Gdyby nie to, jasno mówiłbym, że obecna sytuacja rynkowa to okazja. Teraz trzeba być otwartym na każdą nową informację. W AgioFunds TFI scenariuszem bazowym jest jednak kontynuacja wzrostu. Jeśli jednak geopolityczny scenariusz będzie przybierał coraz ciemniejsze barwy, to może przyjść jeszcze jedna fala wyprzedaży.

Jak w tym odnajdzie się branża TFI? Nie ma pan wrażenia, że ona trochę przegapiła swój moment związany z niskimi stopami procentowymi? Otoczenie jednak zaczęło się zmieniać.

Uważam, że sytuacja mimo podwyżek stóp procentowych nadal jest dobra dla rynku akcji, a także części obligacji. Nie zgadzam się z tym, że TFI przespały czas niskich stóp. Okoliczności rynkowe sprawiły, że jeden bardzo duży segment rynku, mówię o obligacjach skarbowych, został mocno dotknięty. To zaowocowało dużymi odpływami z funduszy dłużnych, które mają straty. Oczywiście per saldo, jako TFI jesteśmy na plusie, jeśli chodzi o napływy, natomiast to też wynika z tego, że większym zainteresowaniem cieszą się inne produkty. Widzimy chociażby, że nasi inwestorzy relatywnie dużo zaczęli też inwestować w fundusze, które mają alokację zagraniczną, co w mojej ocenie jest słuszną strategią.

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.