Felietony

Megabateria robi robotę w sieci

Do czasu, gdy Neoen nie opublikował prospektu emisyjnego związanego z planami IPO, niewiele było wiadomo o kosztach budowy baterii.

Tomasz Świderek publicysta ekonomiczny

Foto: Archiwum

Hornsdale Power Reserve, zlokalizowana w stanie Południowa Australia, wielka bateria elektryczna jest wizytówką Neoenu, francuskiej firmy energetycznej, która postawiła na odnawialne źródła energii. Neoen można uznać za firmę energetyczną przyszłości.

Gdy w grudniu 2017 r. na zlecenie rządu Południowej Australii Neoen uruchomił dostarczoną przez Teslę największą na świecie baterię litowo-jonową, nie brakowało sceptyków. Dziś coraz głośniej jest o korzyściach, jakie przynosi.

– To Kim Kardashian świata energetyki: jest znana z tego, że jest znana, a niewiele robi – tak o zlokalizowanej w północnej części stanu Południowa Australia baterii mówił Matt Canavan, australijski minister zasobów i Północnej Australii. Inni krytycy twierdzili, że bateria, która ma 100 MW mocy i gromadzi 129 MWh energii, jest swoistym przejawem gigantomanii i nie będzie spełniała celu.

Minister nawiązywał wprost do biznesowego show z Elonem Muskiem, prezesem Tesli, w roli głównej. Musk ogłosił bowiem, że jeśli Tesla nie dostarczy i uruchomi baterii w ciągu 100 dni od podpisania kontraktu, to zainstaluje ją za darmo. Ta informacja poszła szeroko w świat. Gdy przed upływem 100 dni dostawa i instalacja zostały zakończone, w światowych mediach piano z zachwytu. Elon Musk dwukrotnie osiągnął założony PR-owy cel. A przy okazji świat usłyszał o Neoenie.

Entuzjaści inwestycji od początku mówili, że bateria będzie „robiła swoje". Na podstawie dostępnych dziś informacji można zacząć mówić, że mieli rację.

Na budowę baterii, która ma stabilizować system energetyczny Południowej Australii rząd tego stanu zdecydował się po blackoutcie z września 2016 r. Przyczyną gigantycznej awarii było pozrywanie przez burze i huraganowy wiatr linii energetycznych. Usterki w systemie przesyłowym spowodowały wyłączenia kilku dużych farm wiatrowych. Spadek mocy wytwarzanej w Australii Południowej sprawił, że stan zaczął czerpać więcej energii z sąsiedniej Wiktorii. To przeciążyło sieć i interkonektor łączący stanowe sieci energetyczne został wyłączony. Na obszarze trzykrotnie większym od Polski nastała ciemność.

Bateria miała okazję „wykazać się" bardzo szybko, bo już w grudniu ub.r., czyli podczas australijskiego lata. Najpierw gdy awarii uległa elektrownia węglowa w stanie Victoria, a kilka dni później elektrownia w sąsiednim stanie Nowa Południowa Walia. 100-MW bateria błyskawicznie uzupełniała braki prądu. Elektrowniom gazowym i węglowym dostosowanie mocy do aktualnych potrzeb zajęłoby nawet kilka minut.

Przedstawiciele Australian Energy Market Operator (AEMO), bogatsi o kilkumiesięczne doświadczenia, mówią dziś wprost, że bateria spełnia założone cele. Reaguje bardzo szybko – dużo szybciej niż konwencjonalne źródła energii – na zmiany warunków w sieci energetycznej (np. awarię elektrowni węglowej), stabilizuje sieć i – co w ostatecznym rozrachunku nie jest bez znaczenia – przynosi operatorowi sieci wymierne oszczędności. AEMO ujawnił, że w I kwartale koszty związane ze stabilizacją częstotliwości w sieci, tak by wynosiła 50 Hz spadły o 33 mln dolarów australijskich, z czego większość związana jest z uruchomieniem megabaterii Neoen.

Do czasu, gdy Neoen nie opublikował prospektu emisyjnego związanego z planami IPO niewiele było wiadomo o kosztach budowy baterii, a także o przychodach z jej działalności. Wiadomo było, że kontrakt z AEMO na usługi stabilizacji sieci wart jest 4 mln dolarów australijskich rocznie. Przychody z komercyjnej sprzedaży prądu i innych usług można było tylko szacować. Tak samo, jak szacowano, że bateria kosztowała 50 mln dolarów amerykańskich.

Z prospektu wynika, że bateria kosztowała 56 mln euro, czyli 91 mln dolarów australijskich. Neoen ujawnił też mediom, że w I półroczu miał 2,24 mln dolarów australijskich przychodu od AEMO oraz 10,75 mln dolarów australijskich ze „spekulacyjnej" sprzedaży prądu (wytwarzany jest na farmie wiatrowej Neoen, obok której zlokalizowana jest bateria; bateria ładowana jest, gdy jest nadmiar mocy, a określoną w umowie z AEMO część zgromadzonego prądu może sprzedawać, gdy popyt winduje jego cenę) i innych usług. To pozwala szacować, że w pierwszym roku działania baterii przychody wyniosą 25 mln dolarów australijskich.

Wpływu australijskiej baterii na podejmowane przez inwestorów decyzje w sprawie IPO istniejącego od dziesięciu lat Neoenu nie należy przeceniać. Patrząc poprzez widełki na wycenę spółki (1,4-1,5 mld euro), która dzięki IPO będzie w stanie do 2021 r. sfinansować zwiększenie posiadanych mocy produkcyjnych do 5 GW, warto pamiętać o naszych stawiających na węgiel koncernach energetycznych.

Trzeba też dostrzec, że wstępny przedział cenowy oferty jest wyższy, niż wstępnie szacowano, a to oznacza albo agresywną wycenę akcji w IPO, albo jest odpowiedzią na sygnały płynące od inwestorów.


Wideo komentarz