REKLAMA
REKLAMA

Felietony

Czy powinniśmy się bać spowolnienia w przemyśle?

To w przemyśle firmy są bardziej otwarte na konkurencję - elastyczność płac i cen jest większa i impulsy roznoszą się szybciej.

dr Przemysław Kwiecień CFA Główny Ekonomista XTB

Foto: materiały prasowe

W ostatnim czasie zaobserwować można burzliwą dyskusję dotyczącą obecnego cyklu koniunkturalnego. Z jednej strony mamy spowolnienie w przemyśle i handlu, którego skala zaczyna być poważna. Z drugiej – mocnego konsumenta, rynek pracy i sektor usług. Czy zatem przemysł jest tracącą na znaczeniu gałęzią gospodarki, którą nie należy się przejmować? Czy może jednak ryzyko recesji jest poważne? Przyjrzyjmy się danym.

W ostatnich latach ogromnej popularyzacji uległy wskaźniki PMI opisujące koniunkturę gospodarczą na podstawie badań ankietowych menedżerów firm. To bardzo dobrze, ponieważ protoplasta tego badania, amerykański instytut sporządzający indeks ISM od końca lat 40. ubiegłego wieku, robi to tak dobrze, że w całym tym okresie, wykorzystując wyłącznie badanie dla przemysłu, można zbudować całkiem solidny (i zarazem banalnie prosty) model PKB.

Niestety, w ostatnim czasie bardzo już szeroka paleta takich wskaźników zaczyna pokazywać niepokojące tendencje. Z 26 wskaźników, które biorę pod uwagę przy obliczaniu globalnego PMI, w czerwcu aż 16 było poniżej granicy 50 punktów, teoretycznie oddzielającej ekspansję od recesji. Jednocześnie część ekonomistów patrzy na ten proces z przymrużeniem oka, problem dotyczy bowiem przemysłu. W usługach również zobaczyliśmy spadki wskaźników, ale dla wszystkich większych obszarów gospodarczych są one powyżej 50 punktów i jednocześnie wyraźnie wyżej niż ich odpowiedniki dla przemysłu. Tymczasem znaczenie przemysłu w kreowaniu PKB maleje. Jeszcze w latach 70. w USA było to około 25 proc., dziś mniej niż 15 proc.! Spada też korelacja pomiędzy indeksem ISM dla przemysłu a wzrostem PKB w USA – w latach 1948–1997 było to 0,67, od tego czasu tylko 0,55, podczas gdy dla usługowego ISM wynosi ona imponujące 0,76. Skoro przemysł jest tak mało istotny, być może gospodarka jest w stanie obronić się nawet przed silną dekoniunkturą w tym sektorze?

Symulację możemy przeprowadzić dla USA, gdzie od 1948 r. dostępny jest ISM dla przemysłu oraz wiarygodne dane o PKB w cenach stałych. Chodzi o sprawdzenie, czy istotny spadek ISM przekłada się wyraźnie na spowolnienie wzrostu PKB. W 12 na 13 przypadkach spadek ISM dla przemysłu poniżej progu 45 punktów i jednocześnie przynajmniej o 10 punktów w skali roku oznaczał gwałtowne spowolnienie wzrostu PKB lub jego spadek (aby uniknąć szumu, zakładamy, że taki sygnał nie może się pojawić częściej niż raz na rok – liczy się przecież pierwsze pojawienie takiego sygnału w danym cyklu). Jeśli rozluźnimy nieco kryteria, sygnałów będzie nieco więcej, ale będą też mniej jednoznaczne. Od 1948 r. mieliśmy 20 sytuacji, gdy ISM spadł poniżej 50 punktów i jednocześnie przynajmniej o 8 punktów w skali roku. Można powiedzieć, że w 15 z tych przypadków doszło do istotnego spowolnienia dynamiki wzrostu PKB (lub spadku PKB). Niektóre sytuacje są jednak mniej zero-jedynkowe. Przykładowo, okres między takim sygnałem a spowolnieniem wzrostu może być nieco dłuższy (przyjąłem, że nie może to być więcej niż rok), a ponadto w pewnych przypadkach po drodze może nastąpić odbicie wskaźnika i kolejny jego spadek. Taka łagodniejsza wersja sygnału jest jednak interesująca. Dlaczego? Po pierwsze, ze względu na łagodniejsze cykle koniunkturalne w minionych latach było więcej takich sygnałów, które nie spełniłyby pierwszej definicji (przykładowo sygnał w ostrzejszej wersji nie wystąpił pomiędzy październikiem 1981 a grudniem 2000 r.!). Po drugie, taki sygnał może wystąpić za chwilę!

Badanie z wykorzystaniem indeksu ISM dla usług jest praktycznie niemożliwe, gdyż dane dostępne są dopiero od 1997 r. W tym czasie mieliśmy cztery okresy istotnego spadku ISM dla przemysłu. Za pierwszym razem (1998) usługi nie zareagowały, w roku 2008 obydwa sektory załamały się jednocześnie (upadek Lehman Brothers), zaś w latach 2000 i 2015 usługi zareagowały z opóźnieniem. Zatem ponownie w trzech przypadkach na cztery spowolnienie w przemyśle zasygnalizowało większe problemy, z których ostatnio gospodarkę wydobyła potężna stymulacja pieniężna (z udziałem Chin). Być może zatem sygnały z tego kurczącego się sektora są nadal cenne?

Jest kilka argumentów, aby zwracać na nie uwagę. Przemysł dziś w ogromnym stopniu ma globalny charakter, podczas gdy inne sektory są w dalszym ciągu dość mocno odizolowane. Tym samym to w przemyśle firmy są bardziej otwarte na konkurencję, elastyczność płac i cen jest większa, a impulsy roznoszą się szybciej. Mniejszy udział w PKB sprawia jednak, że wpływ na rynek pracy i konsumenta jest mniejszy, a tym samym spowolnienie musi być głębsze lub trwać dłużej, aby zarazić skutecznie pozostałą część gospodarki.

Podsumowując, obecnie obserwujemy najmocniejsze spowolnienie w przemyśle tej dekady i historycznie już taka jego skala zazwyczaj zwiastowała kłopoty. Spadek udziału sektora w PKB daje gospodarce więcej czasu, pod warunkiem że w drugiej połowie roku w przemyśle nastąpi ożywienie.

Powiązane artykuły

REKLAMA
REKLAMA

Wideo komentarz

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA