REKLAMA
REKLAMA

Debiuty

Czy zagraniczne spółki na GPW są warte uwagi?

GPW i brokerzy starają się zachęcić spółki z regionu do wejścia na parkiet, ale słabe nastroje rynkowe nie zwiastują przełomu. Na rynku wtórnym bolączką jest płynność i spokojnie handlować można akcjami nielicznych spółek.
Foto: Fotorzepa, Piotr Nowak

Na głównym rynku GPW notowanych jest 461 spółek, w tym 51 zagranicznych (kryterium to kraj zarejestrowania spółki). Te spoza Polski, mimo stosunkowo niewielkiej reprezentacji na GPW, są wyceniane na 630 mld zł i odpowiadają za połowę kapitalizacji całego naszego rynku (1,23 bln zł).

Rynek nie sprzyja

Tak duża kapitalizacja zagranicznych firm to zasługa Banco Santander i UniCreditu, które wyceniane są odpowiednio na 323 mld zł i 120 mld zł. Do tych banków dochodzą kolejne dwie notowane w dual listingu firmy: CEZ (48 mld zł) i MOL (35 mld zł). Z porównania wykluczyliśmy Playa, który wprawdzie zarejestrowany jest w Luksemburgu, ale działalność prowadzi głównie u nas.

Okazuje się, że te spółki, mimo swojej wielkiej skali, nie są w czołówce zagranicznych emitentów pod względem płynności i wielkości obrotów. W I kwartale najbardziej płynnymi firmami spoza Polski były AmRest i Kernel, zaliczane do mWIG40 i wyceniane odpowiednio na 8,7 mld zł i 4,4 mld zł. W tym czasie średnia wartość obrotów ich akcjami na sesję wyniosła 4,4 mln zł i 1,5 mld zł. Dla porównania w przypadku takich gigantów jak Santander i UniCredit było to zaledwie 27 tys. zł i 3 tys. zł.

Foto: GG Parkiet

W przypadku 12 spółek w ogóle nie było handlu, m.in. dlatego, że notowania niektórych firm są od dawna zawieszone (chińskie Fenghua, JJ Auto czy ukraińska Sadovaya). W przypadku kolejnych 17 firm średni obrót na sesję wynosił tylko do 10 tys. zł. W przedziale 10–100 tys. zł jest dziewięć spółek, w przypadku pozostałej dziewiątki obroty były wyższe niż 100 tys. zł na sesję.

– Kluczową kwestią wpływającą na podniesienie płynności i zainteresowania spółkami zagranicznymi notowanymi na rynkach GPW jest stałe zwiększanie ich rozpoznawalności wśród inwestorów krajowych i zagranicznych. Pomagamy w tym, organizując lub współorganizując konferencje inwestorskie – mówi Izabela Olszewska, członek zarządu GPW. Dodaje, że w ramach programu „Polish Capital Market Days" odbywają się konferencje w największych ośrodkach finansowych w Europie i poza, w tym w USA. – Za każdym razem dobór prezentujących się spółek jest dopasowany do preferencji inwestorów, jednakże grupa uczestniczących emitentów obejmuje również spółki z Europy Środkowej notowane na GPW – zaznacza.

Giełda przekonuje, że od wielu lat przedstawia ofertę nowym spółkom z regionu i jako przykład podaje konferencję promującą polski rynek, zorganizowaną w 2018 r. na Litwie, której efektem był debiut na GPW pochodzącego z tego kraju Novaturasa. To jedyny poza Silvairem i Globalworthem (d. Griffin Premium) debiut z zagranicy od 2016 r. Także zagraniczne firmy poddały się fali delistingów (Globalworth, Olympic, Pegas, Fortuna, AviaAM Leasing).

Foto: GG Parkiet

– Dostrzegamy zainteresowanie debiutem emitentów z Ukrainy. Jednak możliwość przeprowadzenia IPO w znacznym stopniu uzależniona jest od czynników rynkowych – zaznacza Olszewska.

A rynek nie sprzyja – od początku 2018 r. oferty na GPW były warte tylko 311 mln zł i zadebiutowało zaledwie 10 firm. – Teraz nie widzimy zagranicznych spółek, które mogłyby niebawem wejść na GPW. Rynek IPO sam w sobie jest obecnie trudny, nawet dla polskich firm. W ubiegłym roku było parę zagranicznych, które mogły zadebiutować na GPW, ale ostatecznie udało się to, z niezłym skutkiem, Novaturasowi – mówi Jan Rekowski, dyrektor w DM PKO BP.

Foto: GG Parkiet

GPW podkreśla, że względu na nadchodzący start pracowniczych planów kapitałowych i przyjęte założenia strategiczne obecnie priorytetem dla niej będzie przede wszystkim wsparcie polskich spółek. – Nie rezygnujemy z ambicji poprawy warunków i dostępu do finansowania firm z regionu. Przeciwnie, dla naszego rynku wielką szansą jest pozyskanie emitentów i inwestorów z zagranicy. GPW dąży do osiągnięcia pozycji centrum, tzw. hubu, dla rozwoju i finansowania młodych, innowacyjnych firm w regionie – podkreśla Olszewska.

Zdaniem Rekowskiego dobrym źródłem zagranicznych firm mogą być mniejsze kraje z naszego regionu, takie jak Węgry czy Rumunia. – Niebawem organizujemy konferencję w Warszawie, na którą zaprosiliśmy stosunkowo duże spółki notowane na giełdzie w Budapeszcie. Aby jednak doszło do debiutu na GPW, także w ramach dual-listingu, zwykle potrzebny jest konkretny powód, taki jak emisja akcji skierowana do inwestorów z naszego rynku, co automatycznie zwiększyłoby free-float. Dobrym pomysłem mogą być też regionalne fundusze private equity mające udziały w zagranicznych spółkach, np. z Bałkanów. Tego typu inwestorzy zwykle dbają o corporate governance i znają GPW, więc mogą decydować się na wyjścia z inwestycji właśnie w ten sposób – dodaje.

Po boomie z 2011 r. na GPW mogłyby znów wchodzić firmy z Ukrainy, ale konieczna jest poprawa sytuacji gospodarczej i politycznej tego kraju. Poza tym inwestorzy mają złe doświadczenia z niektórymi ukraińskimi emitentami, takimi jak Coal Energy, KSG Agro czy Sadovaya. Ale problemy były także ze spółkami z innych krajów: Słowenii (Nova KBM), USA (CEDC), Wielkiej Brytanii (Global City Holdings).

Ryzyko jest większe

Najbardziej płynne firmy zagraniczne na GPW przyniosły zróżnicowane roczne stopy zwrotu. Dobrze wypadły m.in. MOL, IMC czy Kernel, bardzo słabo zaś Astarta czy Serinus. – Inwestowanie w spółki zagraniczne wiąże się z dodatkowymi ryzykami. Najważniejszym z nich wydaje się działanie w innej jurysdykcji. Jeśli dominująca część biznesu znajduje się poza Polską, to zmiana przepisów lokalnych może istotnie wpłynąć na działalność spółki i nie zostać tak łatwo wychwycona przez polskich inwestorów. Dodatkowo firmy zagraniczne raportują w innej walucie niż złoty – mówi Mateusz Namysł, analityk mBanku.

Jednak jedną z największych bolączek jest niska płynność. – Jednym z jej powodów jest słabe tzw. pokrycie analityczne i niewielka liczba raportów. Pomóc w tym zakresie może ogłoszony niedawno program GPW, ale także my sami planujemy zwiększyć liczbę analiz firm z regionu. Poza tym problemem dla inwestorów indywidualnych może być bariera językowa i fakt, że firmy te działają na zagranicznych rynkach, mniej znanych. Są przez to trudniejsze w monitorowaniu, a do tego dochodzi ryzyko w postaci innego prawa niż w Polsce. Warto, aby notowane na GPW zagraniczne firmy miały koneksje z naszym krajem – uważa Rekowski.

Niska płynność to pojęcie względne i wartość obrotów powinno się rozpatrywać w stosunku do wartości pieniędzy, jakie chcemy zainwestować. – Najlepiej byłoby, gdyby średnie dzienne obroty, liczone np. za ostatnie trzy miesiące, akcjami danej spółki były na tyle duże, aby pozwalały inwestorowi całkowicie zamknąć pozycję – wskazuje Namysł. Dodaje, że dostępność spółek zagranicznych ma też plusy. – Zwiększają możliwości dywersyfikacji portfela, a także umożliwiają zainwestowanie w firmy z branż, które są słabiej reprezentowane przez rodzime spółki – zaznacza.

Powiązane artykuły

REKLAMA
REKLAMA

Wideo komentarz

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA