Banki

Udział kapitałów w pasywach banków najniższy od 12 lat

Wprawdzie współczynniki kapitałowe polskiego sektora bankowego ostatnio rosły, ale jednocześnie obniżał się wskaźnik tzw. dźwigni. Czy to oznacza zmniejszającą się stabilność branży?
Foto: Adobestock

Polski sektor bankowy jako całość ma opinię stabilnego, o czym świadczą choćby wysokie i wyraźnie wyższe od wymaganych współczynniki kapitałowe oraz duża nadwyżka płynności czy dobra jakość aktywów i stosunkowo dobre pokrycie rezerwami (abstrahując od franków). Jednak czy aby na pewno sytuacja jest tak dobra?

Rozjazd dwóch ważnych wskaźników

Sektor ma ponad 220 mld zł kapitałów własnych (w tym prawie 205 mld zł Tier 1), co daje teraz łączny współczynnik kapitału TCR w okolicach 20,5 proc. i Tier 1 rzędu 18,3 proc. To poziomy dużo wyższe niż wymagane przez regulatorów. Przypomnijmy, że w Polsce dla banków nieobciążonych dodatkowymi wymogami frankowymi (faktycznie wymagane współczynniki są nieco wyższe, bo dochodzi jeszcze bufor dla instytucji o znaczeniu systemowym) wymóg to 10,5 proc. dla TCR i 8,5 proc. dla Tier 1 (pamiętajmy jednak, że wybuch pandemii skłonił nadzorców do obniżenia do zera bufora ryzyka systemowego, aby ulżyć bankom, więc przed pandemią oba wymogi były wyższe niż teraz po 3 pkt proc.). W przypadku banków frankowych wysokość utrzymywanego kapitału podbijają dodatkowo zwiększone wagi ryzyka na te kredyty, a także ograniczenia w wypłatach dywidend. Na podstawie danych Narodowego Banku Polskiego można szacować nadwyżkę kapitału Tier 1 branży na około 75 mld zł.

Jednak wskaźnik dźwigni (stosunek kapitałów własnych do aktywów sektora) w ostatnich latach spada i w lipcu wyniósł tylko 8,9 proc., co jest najniższym poziomem od 2009 r. (wielkość uważana za graniczną to około 3 proc.). – Jest kilka powodów spadku tego wskaźnika. Jednym z nich jest zmniejszająca się rentowność kapitałów własnych. Rozjazd między tym wskaźnikiem a współczynnikiem TCR zaczął się w 2018 r. Wtedy nadzór wprowadził bufor ryzyka systemowego, wzrósł też bufor zabezpieczający, więc wymogi kapitałowe rosły, a jednocześnie niższa niż wcześniej była rentowność branży z powodu niskich stóp, co utrudniało zwiększanie kapitałów. Jest kilka sposobów na poradzenie sobie z tym problemem, m.in. zwiększanie długu podporządkowanego zaliczanego do kapitałów Tier 2, co podnosi łączne fundusze własne sektora. Od grudnia 2017 r. kapitały Tier 1 urosły o 14 proc., Tier 2 zaś o 29 proc. – mówi Marcin Czaplicki, ekonomista PKO BP.

Dodaje, że banki mają naturalną tendencję do obniżania średniej wagi ryzyka, co pozwala im na zwiększenie współczynnika adekwatności kapitałowej nawet przy stałej wartości funduszy własnych. – Bankom całkiem dobrze to wychodzi, bo na koniec czerwca tego roku relacja aktywów ważonych ryzykiem do całości aktywów wynosiła 45 proc. w porównaniu z 55 proc. przed wybuchem pandemii i 62 proc. na początku 2014 r. To efekt zmiany struktury portfela kredytów: odchodzenia od finansowania firm na rzecz klientów indywidualnych, głównie kredytów hipotecznych mających niską wagę ryzyka. Jest to jednak także wynik rosnącego udziału obligacji skarbowych i papierów gwarantowanych przez Skarb Państwa oraz bonów NBP w aktywach, które mają zerowe wagi ryzyka. Przyrost tych papierów w aktywach został przyspieszony przez wprowadzenie w 2016 r. podatku bankowego, a w 2020 r. przez skokowy wzrost płynności przy słabym popycie na kredyty – tłumaczy Czaplicki.

Wielki zastrzyk płynności, jaki w czasie pandemii z 2020 r. przyniosła bankom tarcza antykryzysowa (dziesiątki mld zł gotówki wsparły konta przedsiębiorstw), przełożył się na wzrost zakupów przez banki obligacji i bonów skarbowych. Nadwyżki płynności szły w tym kierunku, bo popyt na kredyty był bardzo słaby. W efekcie udział obligacji skarbowych i gwarantowanych przez Skarb Państwa w aktywach sektora bankowego urósł do 22,1 proc. na koniec 2020 r. z 17,8 proc. na koniec 2019 r. Udział samych obligacji skarbowych wzrósł chwilowo do ponad 19 proc. z nieco ponad 15 proc. Jednocześnie udział kredytów w aktywach banków spadł, co wskazuje, że w mniejszym stopniu finansują gospodarkę.

Banki „optymalizują" zarządzanie kapitałem, bo to najdroższe źródło finansowania. Są jednak między młotem a kowadłem: chcą operować na dużej dźwigni (możliwie niski stosunek kapitału do aktywów), aby osiągać większą rentowność. Jednak jednocześnie muszą spełniać wymogi kapitałowe (odpowiednio wysoki kapitał w relacji do aktywów ważonych ryzykiem) dla odpowiedniego bezpieczeństwa.

Jest gorzej, ale wciąż nieźle

– Rentowność kapitałów własnych banków jest niższa niż koszt kapitału już od 2015 r. Oznacza to, że w dłuższej perspektywie jedynym sposobem na zwiększenie funduszy własnych jest zatrzymywanie zysków i ograniczone dywidendy lub emisje kapitału Tier 2. Podwyżka stóp procentowych bardzo bankom pomoże, bo poprawi ich rentowność. Z szacunków naszego domu maklerskiego wynika, że podwyżka stóp o 100 pkt baz. podniosłaby wynik odsetkowy banków o 30–35 proc., więc już dokonana podwyżka o 0,4 pkt proc. poprawiłaby wynik ten o około 15–20 proc., czyli dała kilka mld zł w skali całego roku – mówi ekspert PKO BP.

Czy najniższy od 2009 r. stosunek kapitału do aktywów to powód do zmartwienia? – Wskazuje to na kroczący spadek stabilności sektora bankowego. Jest on mniej bezpieczny niż półtora roku temu i jeszcze mniej niż kilka lat wcześniej. Nawet jeśli współczynniki adekwatności urosły, to obok wzrostu kapitałów własnych odpowiadały za to także obniżanie wag ryzyka i emisja długu podporządkowanego, którego stabilność jest wprawdzie wysoka, ale niższa niż kapitału Tier 1. Czy polski sektor jest niestabilny? Absolutnie nie. Jest jednak mniej stabilny niż wcześniej. Wskaźnik dźwigni rzędu 9 proc. to sporo wyżej niż w bankach zachodnioeuropejskich, gdzie średnio wynosi 5–7 proc., więc wciąż polski sektor jest bezpieczniejszy niż tamte. W kryzysach finansowych to nie współczynnik adekwatności kapitałowej determinuje wielkość strat, ale prosta dźwignia. Teraz wskaźnik dźwigni jest u nas wciąż stosunkowo wysoki, ale nie aż tak jak kiedyś – mówi Czaplicki.

Foto: GG Parkiet

Wprawdzie wskaźnik dźwigni spadł, ale za to struktura aktywów jest „bezpieczniejsza" (dużo większy udział obligacji skarbowych czy bonów). – Nie wątpię w to, że polski rząd jest i będzie wypłacalny. Jednak w Komitecie Bazylejskim pojawiały się dywagacje na temat tego, aby wprowadzić wagi ryzyka nawet dla papierów skarbowych w walucie lokalnej. Przykład Grecji pokazuje, że nie zawsze jest to nienaruszalne aktywo. Gdyby wprowadzono np. 10-proc. wagę ryzyka, wtedy nagle polskie banki, mające 17 proc. swoich aktywów w obligacjach skarbowych, musiałyby zwiększyć kapitały, co mogłoby być destabilizujące zarówno dla nich, jak i rynku obligacji. Na razie bardziej niepokoi mnie zmiana w strukturze kredytów – odchodzenie od finansowania firm i koncentracja na detalu, w tym rozgrzany rynek kredytów mieszkaniowych. Wprawdzie teraz kredyty są dobrze spłacane, ale nadmierna akcja kredytowa może doprowadzić do pewnych nierównowag, co już wcześniej miało miejsce na rynku kredytów konsumpcyjnych – zaznacza ekspert PKO BP.

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.