Analizy

Indeksy naszej giełdy pozostaną pod presją negatywnych czynników

Od szczytu ze stycznia tego roku indeks szerokiego rynku stracił prawie 20 proc. Taka zmiana od ostatniego szczytu jest o tyle istotna, bo stanowi formalne wejście rynku w okres bessy.
Foto: Fotorzepa, Andrzej Cynka

W ostatnich latach na GPW dwukrotnie mieliśmy do czynienia z załamaniem indeksu szerokiego rynku przekraczającym 20 proc. W porównaniu z trwającym obecnie okresem słabości indeksu WIG były one głębsze i krótsze.

Tąpnięcie z lat 2011–2012 trwało niecałe 6 miesięcy i było w dużej mierze efektem mocnej korekty na amerykańskim rynku akcji, której zapalnikiem okazało się ścięcie amerykańskiego ratingu przez agencję S&P. Z kolei załamanie z 2015 r., które przeciągnęło się do ponad ośmiu miesięcy, było wywołane czynnikami lokalnymi. Obecna słabość GPW to mieszanka czynników zewnętrznych w postaci słabości zagranicznych giełd i lokalnych wynikających z odpływu kapitału z krajowych TFI.

Indeksy GPW pod presją

Na rynku nie brakuje opinii, że mamy już do czynienia z rynkiem niedźwiedzia i dalsze spadki indeksów to tylko kwestia czasu. – Zdecydowanie na szerokim parkiecie warszawskiego rynku panuje bessa. Chociaż zwyczajowy próg spadku dla rynku niedźwiedzia przyjmuje się jako 20 proc., a na indeksie WIG dopiero zbliżamy się do tej granicy, to patrząc na nastawienie inwestorów i notowania wielu małych spółek, przewaga podaży jest widoczna od dłuższego czasu – zauważa Michał Krajczewski, analityk BM BGŻ BNP Paribas.

Zwraca uwagę, że mamy do czynienia ze splotem negatywnych informacji zarówno z krajowego rynku, jak i z zagranicy. – Są to m.in. odpływy kapitału z polskich TFI, pogarszanie się wyprzedzających wskaźników takich jak PMI, co rodzi obawy o globalną koniunkturę, ryzyko polityczne w Europie (budżet Włoch, brexit, przyszłoroczne wybory do europarlamentu, zmiany na scenie politycznej w Niemczech) albo wojna handlowa pomiędzy USA a Chinami. Obecnie nie dostrzegamy również sygnałów, aby którekolwiek z wymienionych wydarzeń miały szybko przestać wpływać negatywnie na rynki. Przekłada się to na kontynuację spadków na GPW – ocenia ekspert.

Globalna wyprzedaż

Do optymizmu nie skłania analityków sytuacja na największych rozwiniętych rynkach akcji, gdzie zaczyna brakować argumentów do kontynuacji zwyżek. Inwestorzy z coraz większym niepokojem patrzą na amerykański rynek akcji, który jest wyznacznikiem koniunktury na pozostałych parkietach. Nie są to bezpodstawne obawy, bo o ile jeszcze we wrześniu główny indeks S&P500 ustanawiał kolejne rekordy hossy, o tyle w październiku nastąpił nieoczekiwany odwrót inwestorów, który przełożył się na 10-proc. spadek tego wskaźnika.

– Koniunktura na amerykańskim rynku akcji do niedawna była sprzyjająca, ale zagrożenia dla kontynuacji pozytywnego trendu są coraz bardziej wyraźne. Zwracamy uwagę na czynniki ryzyka dla tempa wzrostu gospodarczego związane z wygaszaniem pozytywnych efektów stymulowania fiskalnego przy jednoczesnym dalszym zacieśnianiu polityki monetarnej. Ponadto zyski amerykańskich spółek mocno wzrosły w tym roku, wspierane częściowo reformą podatkową, i w 2019 r. powszechnie oczekiwany jest spadek dynamiki poprawy wyników. W takim otoczeniu i przy rosnącej rentowności obligacji inwestorzy mogą ostrożniej podchodzić do inwestycji w akcje i żądać niższych mnożników wyceny – uważa Marcin Gątarz, szef analityków Pekao IB.

Teza, że szczyt koniunktury gospodarczej mamy za sobą, formułowana jest już powszechnie i wielu analityków bierze ją pod uwagę w swoich przewidywaniach dla rynku akcji. – Oczekiwanie spowolnienia przejawia się w publikowanych prognozach globalnego wzrostu gospodarczego i jego składowych. Do oswojenia się z gorszymi odczytami makro trzeba się powoli przygotowywać, co sygnalizuje zachowanie indeksów akcji w tym roku. WIG20 od maksimów stracił już 20 proc., a jest to najmocniejszy indeks naszej giełdy. CAC40 i DAX potaniały odpowiednio o 13 proc. i 18 proc., a FTSE MIB o blisko 25 proc. Chiński Shanghai Composite od szczytu spadł o 32 proc., ugruntowując długoterminowy trend spadkowy. Do niedawna bardzo mocne S&P 500 i Nikkei225 w samym tylko październiku obsunęły się w apogeum spadków o blisko 10 proc. i 13 proc. Wygląda na to, że na wielu rynkach bessa już trwa, na pozostałych dopiero się zacznie, a podjęta przez nas decyzja o niedoważaniu akcji znajduje jeszcze silniejsze podstawy fundamentalne – wskazuje Maciej Borkowski, dyrektor biura analiz CDM Pekao.

Ryzyka w cenach?

Zdaniem Tomasz Bardziłowskiego, wiceprezesa Vestor DM, niekorzystne czynniki zewnętrzne będą powodować, że krajowe indeksy będą pod presją. – Do niedawna spadki na GPW można było tłumaczyć odpływem kapitału z rynków wschodzących oraz problemami krajowych TFI, które uderzały w segment małych spółek. Po październikowej wyprzedaży w USA dochodzi argument końca globalnej hossy. Być może będziemy mieli sezonowy rajd św. Mikołaja, ale będzie to krótkotrwała korekta spadków, chyba że Fed wstrzyma się z podwyżką stóp w grudniu lub zasygnalizuje koniec cyklu podwyżek, USA podpiszą nową umowę handlową z Chinami i nie nastąpi dalsza eskalacja napięć między Włochami a UE – zaznacza ekspert.

Z drugiej strony analitycy zwracają uwagę, że na krajowym rynku obecne wyceny dyskontują już wiele negatywnych scenariuszy. Z tego względu przestrzeń do dalszych spadków wydaje się być ograniczona. – Indeks WIG20 jest wyceniany z C/Z na poziomie 10x, czyli wyraźnie poniżej średniej. Perspektywy zysków dla sektora bankowego są nadal pozytywne, a to jest jeden z głównych barometrów giełdy. W segmencie mniejszych spółek niepewność co do przyszłorocznych zysków jest dużo większa, szczególnie biorąc pod uwagę rosnące koszty energii oraz słabnący popyt z Niemiec na produkty naszych eksporterów. Pomimo tego oczekiwałbym, że w horyzoncie 6–9 miesięcy nasz rynek się ożywi, a główną przesłanką do umiarkowanego optymizmu są oczywiście przyszłe napływy kapitału z PPK – uważa Bardziłowski.

Eksperci radzą unikać ryzyka. – Patrząc na bieżące warunki rynkowe oraz późną fazę cyklu koniunkturalnego, wydaje się zasadnym ograniczanie ryzyka portfeli, poprzez zwiększanie udziału sektorów defensywnych oraz tych mniej eksponowanych na rosnące ceny energii oraz koszty pracy np. sektora bankowego – radzi Michał Milewski, zarządzający w Union Investment TFI.

Marcin Materna dyrektor działu analiz, Millennium DM

Byłbym ostrożny z wchodzeniem obecnie na krajowy rynek akcji. Wprawdzie wyceny wydają się atrakcyjne, ale pamiętajmy, że w przyszłym roku firmy czeka uderzenie w postaci PPK, wyższych cen energii oraz spadku popytu zarówno wewnętrznego, jak i zewnętrznego. Do tego wysoka baza wynagrodzeń i w dalszym ciągu rosnące apetyty pracowników na podwyżki. Część obserwatorów wieszczy także odpływ Ukraińców z rynku pracy, co tylko pogłębi kryzys. Banki, na których opiera się GPW, dostają lekkiej zadyszki, wyniki nie poprawiają się już tak jak w poprzednich kwartałach, energetyka pełza po dnie i najprawdopodobniej będzie musiała znacznie ograniczyć marże w części segmentów rynku. Spółki paliwowe też najlepsze mają za sobą i tu także nie wiadomo, czy nie będą musiały przejąć na siebie opłaty paliwowej. Hossa na globalnych rynkach trwała wiele lat, trudno więc oczekiwać, że jej odreagowanie to kwestia kilku miesięcy. Gdyby rozważać sytuację tylko lokalnie, to faktycznie powodów do dużych zniżek nie ma, bo już się dokonały, zwłaszcza w segmentach mniejszych firm. Ale niestety rośnie ryzyko globalnego pogorszenia się nastrojów, co przełoży się na rynek w Polsce. Warto przypomnieć, że hossa rodzi się w momencie, gdy gospodarka najgorsze ma już za sobą, a ceny spółek są bardzo niskie. Obecnie nie mamy jeszcze takich warunków. JIM

Piotr Tukendorf doradca inwestycyjny, Deutsche Bank Polska

Ryzyko pogłębienia spadków na GPW w najbliższych tygodniach i miesiącach istnieje. Zwłaszcza w segmencie małych i średnich spółek, gdzie polski rynek boryka się obecnie z istotnymi problemami strukturalnymi, co powoduje, że w najbliższym czasie nie należy w tym obszarze oczekiwać większego napływu kapitału. W segmencie dużych spółek obserwowane w ostatnich tygodniach próby wzrostowego odbicia notowań nie odbywały się przy szczególnie wysokich obrotach, co także wskazuje na bieżącą słabość rynku. W przypadku dużych spółek wiele zależy natomiast od nastawienia do rynków wschodzących, który może się ukształtować po wyborach uzupełniających w USA (6 listopada). Jest szansa, że wyborcze rozstrzygnięcie za oceanem pozwoli na złagodzenie retoryki amerykańskiej administracji w obszarze prowadzonego obecnie sporu handlowego, co mogłoby przynieść wzrostowe odreagowanie notowań na istotnie już w tym momencie przecenionych rynkach wschodzących, a co wsparłoby notowania również naszych największych spółek – przede wszystkim z sektora finansowego i surowcowego. W obecnych warunkach dojrzałej koniunktury gospodarczej i rynkowej na świecie oraz wzrostu ryzyka geopolitycznego coraz większe znaczenie ma odpowiednie zarządzanie płynnością portfela oraz aktywne podejście do zarządzania swoimi oszczędnościami. JIM

Zbigniew Obara menedżer zespołu analiz i doradztwa w BM Alior Banku

Polska giełda odstaje od większości rynków zagranicznych i ostatnie tygodnie tylko nieznacznie zmieniają sytuację. Myślę, że słabość polskiej giełdy wynika obecnie z tego, że w segmencie dużych spółek o odpowiedniej płynności obrotu, stanowiących potencjalne zainteresowanie dla kapitału zagranicznego, brak dostatecznej reprezentacji spółek działających we wzrostowych branżach i na wysokich marżach, a spółki defensywne, zazwyczaj kontrolowane przez Skarb Państwa, nie prowadzą przewidywalnych polityk dywidendowych. Z kolei w segmencie mniejszych i mniej płynnych spółek (w zasadzie od połowy mWIG40 w dół), gdzie kapitał zagraniczny ma ograniczone możliwości swobodnego wchodzenia i wychodzenia z akcjonariatu na rynku, a kapitału krajowego brak, dominują spółki o niewysokich marżach, czułe na wszelaki wzrost kosztów, z ograniczonymi możliwościami przenoszenia tychże na końcowych odbiorców. Sentyment do sektora „maluchów" dość dobrze obrazuje zachowanie sektora budowlanego. Patrząc na polski rynek przez pryzmat wycen, z historycznego punktu widzenia, jest tanio, ale dopóki nie zostaną rozwiązane strukturalne problemy (wspomniany brak dużych rozpoznawalnych spółek działających we wzrostowych branżach i jednoczesny brak dopływu świeżego kapitału na rynek), nie za bardzo widać szanse na zmianę obecnych tendencji. JIM

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.