REKLAMA
REKLAMA

Analizy

Polskie akcje mogą jeszcze spaść o 5–10 proc. Co potem?

Wielu polskich inwestorów pewnie by chciało, żeby ten rok się już skończył, bo ciężko doszukać się jakichś pozytywów z ubiegłych miesięcy. Te mogą się jednak pojawić lada moment.
Foto: Fotorzepa, Radek Pasterski

Już pierwszy rzut oka na kwartalne wyniki strategii skierowanych do zamożnych klientów, korzystających z usług asset management w bankach, TFI i domach maklerskich pokazuje, że dla nich był to lepszy okres niż np. dla klientów funduszy detalicznych, choć trzeba pamiętać o dużych różnicach między tymi dwoma rodzajami produktów. Kilka strategii opartych głównie na akcjach przyniosło jednak naprawdę solidne zyski. Straty, owszem, zdarzały się, ale większości klientów udało się jednak przed nimi ochronić. Sytuacja komplikuje się, gdy zerkniemy na wyniki od początku roku oraz za ostatnie 12 miesięcy. Tutaj już przeważają straty, nierzadko dwucyfrowe. Trudno jednak spodziewać się czegoś innego po tym, co działo się ostatnio na rynkach. Dlaczego portfele asset management wypadły nieźle? Przede wszystkim sprawdziły się prognozy ich zarządzających. Większość z nich wyrażała pesymizm wobec polskich akcji i zwracała uwagę na wysokie wyceny firm technologicznych za oceanem. Rosły też obawy o spór dotyczący ceł między USA a Chinami. Cóż więcej dodać?

Amerykańskie spółki prezentują właśnie wyniki za III kwartał, jednak nie przebijają one już tak mocno prognoz analityków, jak to było trzy miesiące temu, co wówczas napędzało wzrosty. Nastroje na giełdzie w USA nie są już więc tak dobre, a pierwszy miesiąc ostatniego kwartału już przyniósł ok. 7-proc. spadek S&P500, co oznacza, że indeks wrócił do poziomów z początku roku. Podwyżki stóp procentowych i mocny dolar skutecznie zniechęcają zaś do rynków wschodzących, które borykają się także ze swoimi problemami. – Duże rozkorelowanie parkietów amerykańskich z pozostałymi światowymi giełdami staje się coraz większym zagrożeniem dla globalnej hossy. Z jednej bowiem strony mamy wojnę handlową, która zbiera coraz większe żniwa i spowalniającą gospodarkę w Europie, a z drugiej strony wysoką presję na zyski amerykańskich spółek (przykład rozczarowania wynikami Google'a). I jeżeli inwestorzy zaczną sprzedawać amerykańskie akcje w obawie przed dotarciem spowolnienia również do Stanów Zjednoczonych, ucierpią na tym też pozostałe światowe giełdy – analizuje Szymon Juszczyk, doradca inwestycyjny RDM WM. Jego zdaniem dziś najlepiej unikać ryzyka, również na rynku polskim, zwłaszcza w obliczu zagrożenia czynnikami politycznymi z różnych rejonów świata.

Zgodziłby się z nim Maksymilian Łochowski, dyrektor DZA mBank Asset Management, który zwraca jeszcze uwagę, że wraz z ograniczeniem płynności ze strony wiodących banków centralnych rynek stał się bardziej podatny na negatywne czynniki i stąd korekta z początku października. Część inwestorów uciekła z rynku akcji, bo dostrzegła okazję na amerykańskich obligacjach. Do tego spółki nie wykazują się już tak dynamicznymi wzrostami.

– O szczególnej słabości można mówić w przypadku rynku niemieckiego, jednak tradycyjnie największe implikacje dla światowej koniunktury będzie miała ocena wyników spółek na rynku amerykańskim. Na tym froncie wyniki są względnie dobre, ale pojawiło się też kilka negatywnych zaskoczeń w segmencie technologicznym, które mogą negatywnie rzutować na postrzeganie perspektyw kolejnych kwartałów – przewiduje Łochowski. – Ten rok już jest z pewnością przegrany dla GPW, jednak ostatnie dwa miesiące mogą przynieść nieco osłody – mówi Andrzej Wiczewski, zarządzający portfelami w EFIX Domu Maklerskim. Ale nie z powodu wzrostu popytu, lecz spadającej presji ze strony sprzedających polskie akcje. Rynek pogodził się już z hamującą gospodarką, więc lepsze dane mogą dać powód do odbicia.

Jak przyznaje Filip Nowicki, zarządzający funduszami Superfund TFI, bardzo ciekawie wygląda sytuacja na rynku długu, gdzie rentowność polskich obligacji 10-letnich zbliżyła się do rentowności obligacji amerykańskich. Nowicki jest zdania, że w związku z tym przestrzeń do wzrostu cen polskiego długu jest mocno ograniczona.

Grzegorz Ziobro zarządzający, DZA DM BOŚ

Stopa zwrotu naszej Strategii Akcyjnej w III kwartale to zasługa alokacji portfela (niedoważenie części akcji o około 15 proc.) oraz selekcji (przeważenie oraz wybór odpowiednich spółek z WIG20 oraz mWIG40). Widząc utrzymującą się od dłuższego czasu słabość małych spółek i zmniejszającą się cały czas płynność tego segmentu, podjęliśmy decyzję o zmniejszeniu zaangażowania w tej strategii spółek z sWIG80, co pozwoliło na uzyskanie zadowalającej na tle rynku stopy zwrotu. Zamierzamy utrzymać w tej strategii mocną przewagę WIG20 i mWIG40 m.in. z uwagi na założenia inwestycyjne PPK. W najbliższych kilku tygodniach spodziewamy się przesilenia na spółkach z sWIG80. Patrząc na wyceny wielu spółek i dotychczas zrealizowany spadek rzędu 35 proc., zakładamy potencjał spadku tego segmentu w krótkim terminie jeszcze na około 5–10 proc. Będzie to dobry moment na rozpoczęcie akumulacji tych akcji. Podobnie oceniamy segment dużych spółek. Spodziewamy się jeszcze krótkiego okresu słabości z podobnym zasięgiem spadku 5–10 proc. Potem powinna przyjść stabilizacja, a nawet odreagowanie. Podobnie jak w przypadku małych spółek będzie to dobry okres do doważania akcji w portfelu, szczególnie w tych strategiach, gdzie mamy na to miejsce. PAAN

Robert Boczar kierownik zespołu zarządzania, BM BGŻ BNP Paribas

Od początku roku w naszym portfelu instrumentów dłużnych znajdują się tylko polskie obligacje skarbowe o stałym kuponie. Nasza strategia zakłada ograniczoną rotację portfela. W związku z tym skupiliśmy się przede wszystkim na transakcjach na tzw. obligacjach benchmarkowych pięcio- i dziesięcioletnich. Na początku roku średni okres do zapadalności portfela wynosił cztery lata. W lutym dokonaliśmy taktycznego zwiększenia ekspozycji w obligacjach dziesięcioletnich, co pozwoliło nam dodatkowo zyskać na największym w tym roku ruchu spadkowym rentowności (wzroście cen). W bieżącym miesiącu zwiększyliśmy zaangażowanie w obligacjach pięcioletnich. Generalnie pozostawaliśmy konserwatywni, jeśli chodzi o oczekiwania inflacyjne związane z rosnącą presją płacową, co potwierdziły kolejne odczyty indeksu CPI. Ponadto oczekujemy, że przy braku presji inflacyjnej RPP pierwszej podwyżki stóp procentowych może dokonać dopiero w 2020 r. Pozytywnie oceniamy też obecną sytuację fiskalną, a zwłaszcza zmniejszenie deficytu oraz potrzeb pożyczkowych. Od początku roku mamy ciągle pozytywne saldo napływów do polskich funduszy dłużnych w kategorii długu polskiego, co miało pozytywny wpływ na relację popytu i podaży na nasze papiery skarbowe. PAAN

Powiązane artykuły

REKLAMA
REKLAMA

Wideo komentarz

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA