REKLAMA
REKLAMA

Analizy

Budownictwo. To jeszcze nie koniec kłopotów wywołanych klęską urodzaju

Inwestycyjny boom w Polsce trwa, a zwiększony popyt na materiały i pracowników utrzymują koszty realizacji na wysokim poziomie. W efekcie marże spółek są wciąż pod presją.
Foto: Fotorzepa, Robert Gardziński

Chociaż rynek mierzony wartością produkcji budowlano-montażowej dalej odbija, to kondycja przedsiębiorstw nie jest najlepsza, co obrazują dane zamieszczone w drugiej edycji raportu przygotowanego przez BIG InfoMonitor i Biuro Informacji Kredytowej we współpracy z Polskim Związkiem Pracodawców Budownictwa. Informacje te publikujemy jako pierwsi.

Na koniec czerwca łączne przeterminowane zadłużenie firm budowlanych sięgnęło 4,72 mld zł, czyli o blisko ćwierć miliarda więcej niż na koniec 2017 r. W ciągu sześciu miesięcy przybyło ponad 5,5 tys. firm z problemami ze spłatą zobowiązań. Tym samym już 40,9 tys. przedsiębiorstw nie reguluje terminowo zobowiązań. Rekordzista z Łodzi jest winien niemal 166 mln zł.

– Dłużnicy z sektora budowlanego stanowią 14 proc. widocznych w bazach BIG InfoMonitor i BIK firm z zaległościami, co oznacza, że co siódmy niesolidny płatnik reprezentuje tę branżę – mówi Sławomir Grzelczak, prezes BIG Info Monitor.

Autorzy raportu obserwują też rosnącą z roku na rok liczbę upadłości firm.

Co z waloryzacją?

Wszystkiemu winna klęska urodzaju – na boom w mieszkaniówce i nieruchomościach komercyjnych (magazyny, biurowce itd.) nałożyła się kumulacja inwestycji infrastrukturalnych. Efekt – wzrost cen materiałów i kosztów wykonawstwa, bo rąk do pracy brakuje, a zagraniczne rynki kuszą wyższymi stawkami – także Ukraińców, którzy dotychczas wspomagali naszą branżę. Autorzy raportu szacują niedobór pracowników na 150 tys.

Gwałtowny wzrost kosztów, obserwowany szczególnie w II połowie 2017 r., negatywnie wpłynął na rentowność kontraktów podpisywanych wcześniej. Dotyczy to głównie długoterminowych umów na inwestycje infrastrukturalne, ale i część prac w segmencie kubaturowym dla prywatnych zamawiających zakończyła się stratami, co pokazały wyniki giełdowego Erbudu.

Jak wskazują autorzy raportu, biorąc pod uwagę narastające problemy finansowe wielu firm realizujących publiczne kontrakty infrastrukturalne, konieczna jest zmiana podejścia zamawiających do roszczeń firm z tytułu wzrostu kosztów w trakcie wykonywania umów. W wielu tego rodzaju kontraktach brakuje realnych mechanizmów waloryzacyjnych. – Branża budowlana wraz ze stroną rządową i instytucjami finansowymi powinny wspólnie zastanowić się nad wypracowaniem odpowiednich rozwiązań, tak aby udało się uniknąć załamania rynku budowlanego podobnego do tego z końca 2012 r. – wskazuje Damian Kaźmierczak, główny ekonomista Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa. – Niezbędne jest wprowadzenie do kontraktów publicznych efektywnych klauzul indeksacji cen, które będą rekompensowały wykonawcom gwałtowny wzrost kosztów w trakcie realizacji projektów infrastrukturalnych. Konieczne są również sprawne mechanizmy finansowania działalności operacyjnej firm w warunkach podwyższonego ryzyka i problemów płynnościowych oraz określenie nowych zasad polityki migracyjnej – dodaje.

W ubiegłym tygodniu minister infrastruktury Andrzej Adamczyk zapewnił, że trwają prace nad kwestią indeksacji cen. Jednym z analizowanych wątków jest jednak to, czy takie zmiany można wprowadzić do realizowanych kontraktów.

Foto: GG Parkiet

Zmiany regulacji tak czy inaczej są niezbędne. Zdarzają się bowiem przypadki, że generalni wykonawcy rezygnują z podpisania kontraktów zdobytych w przetargach kilkanaście miesięcy temu. Jest też kłopot z nowymi inwestycjami: firmy składają oferty znacznie powyżej budżetu zamawiających, a bywa, że nikt nie staje do przetargów.

Presja nie zniknie

Zdaniem Piotra Zybały, analityka DM mBanku, w kolejnych kwartałach można się spodziewać dalszego spadku rentowności firm względem relatywnie wysokiej bazy z II połowy 2017 r. Wskazuje na to kilka przesłanek.

Po pierwsze, oczekiwany jest dalszy wzrost produkcji budowlanej, co w obliczu niedoboru pracowników i rekordowych odczytów wykorzystania mocy produkcyjnych w budownictwie może pogłębić problemy. Po drugie, biorąc pod uwagę oczekiwany dalszy wzrost zapotrzebowania na materiały w kolejnych kwartałach, nie należy liczyć na korektę cen. Po trzecie, widać niepokojące trendy w bilansach spółek budowlanych, przypominające sytuację z 2011 r., poprzedzającą załamanie wyników sektora w 2012 r. W I półroczu nastąpił bowiem silny wzrost wskaźników zadłużenia branży oraz wzrost wartości robót w toku, co rodzi obawy, że spółki nie doszacowują faktycznych kosztów na długoterminowych kontraktach budowlanych.

Opinie

Jerzy Mirgos, prezes i główny akcjonariusz Grupy Mirbud

Dziś głównym problemem firm budowlanych jest niedobór kadry oraz wzrost cen materiałów i usług. Dotyka to głównie umów zawieranych w 2016 r. i na początku 2017 r., gdy na rynku trwała jeszcze stagnacja. W przypadku kontraktów kubaturowych, które wówczas podpisywano, można założyć, że ich rentowność jest obecnie na poziomie zerowym lub ujemnym, co przełoży się na wyniki wykonawców w latach 2018–2019. Nie można zapominać, że firmy te realizują również zlecenia pozyskane już w 2018 r., których rentowność jest na pewno znacznie wyższa. Może się zdarzyć, że niektóre spółki będą miały kłopoty finansowe, ale moim zdaniem nie będzie to taka skala, jak w latach 2010–2012, bo firmy działające na rynku od kilku dekad wyciągnęły z tamtych lat wnioski i uwzględniają to, składając dzisiaj oferty. Po wynikach przetargów widać, że wszystkie firmy podchodzą z bardzo dużą ostrożnością, a ceny ofertowe uwzględniają obecne realia rynkowe. Pozwala to mieć nadzieję na urealnienie cen w podpisywanych umowach. Pozytywnym trendem jest to, że generalni wykonawcy, mając zapewniony portfel zamówień, przy trwających 12–18 miesięcy procedurach przetargowych odstępują od podpisywania umów. Taka sytuacja wystąpiła w tym roku już kilkanaście razy – z tego względu, że złożona ponad rok temu oferta nie odzwierciedlała obecnych kosztów. Potwierdza to odpowiedzialność i rozsądek generalnych wykonawców przy kontraktowaniu.

Dariusz Blocher, prezes Budimeksu

Na wiele sposobów zabiegamy o to, aby inwestorzy w projektach umów na roboty budowlane rozkładali ryzyko o wiele bardziej równomiernie, niż było to wcześniej oraz by współczynniki waloryzacji były bardziej rzetelne i oparte na dostępnych porównaniach cen, a nie statystykach GUS. Duża firma, jak Budimex, musi podpisywać kontrakty na dwa, trzy, czasem cztery lata z gwarantowaną ceną, ale z otwartą pozycją na koszty. To bardzo duże ryzyko, którego efekty dzisiaj wyraźnie widzimy.


Wideo komentarz

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA