Analizy

Rynek przyjął z ulgą brak rewolucji w niemieckiej polityce

Niezależnie które partie stworzą koalicję rządzącą w Bundestagu, polityka gospodarcza za Odrą raczej niewiele się zmieni. Dla inwestorów liczy się przede wszystkim to, że skrajna lewica straciła szansę na udział we władzy.

Zarówno Olaf Scholz, przywódca SPD (z lewej), jak i Armin Laschet, szef CDU, ogłosili zwycięstwo swoich partii w wyborach parlamentarnych. Obaj mają bowiem szansę na stworzenie koalicji rządzącej.

Foto: Bloomberg

DAX, główny indeks giełdy we Frankfurcie, zyskiwał podczas poniedziałkowej sesji nawet ponad 1 proc., a od rekordowego poziomu dzieliło go 2,5 proc. Większość europejskich indeksów giełdowych również umiarkowanie rosła w poniedziałek, a euro umacniało się po południu o 0,2 proc. wobec dolara. Rentowność niemieckich obligacji dziesięcioletnich wzrosła natomiast do minus 0,2 proc. W ten sposób inwestorzy reagowali na wyniki wyborów parlamentarnych w Niemczech. Nie wywołały one u nich euforii, ale z ulgą przyjęto to, że zniknęło ryzyko powstania koalicji rządzącej z udziałem radykalnie lewicowej partii Die Linke. Przed wyborami część bogatych Niemców przenosiła kapitał do Szwajcarii, obawiając się takiej koalicji.

– Ewentualny pakt pomiędzy SPD, Zielonymi i Die Linke osłabiłby wzrost gospodarczy poprzez podwyżki podatków, cofnięcie reform i nadmierne regulacje – stwierdził Holger Schmiedling, ekonomista Berenberg Banku.

Bez większych zmian?

Z opublikowanych w poniedziałek oficjalnych danych wynika, że socjaldemokratyczna partia SPD zdobyła 25,7 proc. głosów (co daje jej 206 miejsc w Bundestagu), a chadecka CDU/CSU uzyskała 24,1 proc. (co przekłada się na 196 mandatów). Zarówno Olaf Scholz, przywódca SPD, jak i Armin Laschet, przewodniczący CDU (partyjny następca kanclerz Angeli Merkel), ogłosili zwycięstwo swych ugrupowań. To, któremu z nich uda się stworzyć w nadchodzących tygodniach rząd, będzie jednak zależało od postawy mniejszych partii. Zieloni zdobyli 14,8 proc. głosów (118 mandatów), liberalna partia FDP 11,5 proc. (92 mandaty), radykalnie prawicowa AfD 10,3 proc. (83 mandaty), a Die Linke 4,9 proc. (39 mandatów). Do rządzenia potrzeba 368 miejsc. W grze wciąż są koalicyjne warianty: SPD-CDU/CSU, SPD-Zieloni-FDP, SPD-CDU/CSU-Zieloni, SPD-CDU/CSU-FDP lub CDU/CSU-FDP-Zieloni. FDP i Zieloni mają jednak sprzeczne postulaty gospodarcze, a to utrudnia zbudowanie rządu z udziałem obu tych partii. Analitycy Goldman Sachs prognozują, że proces budowy koalicji rządzącej może zakończyć się tuż przed świętami Bożego Narodzenia. Angela Merkel będzie nadal sprawowała funkcję kanclerza, aż do wyłonienia się nowego rządu.

– Możliwe do stworzenia rządu koalicje wymagałyby wielostronnych kompromisów, a to oznaczałoby brak większych zmian w polityce gospodarczej. Niepewność związana z budowaniem nowego rządu jest umiarkowanie negatywna dla rynków finansowych w krótkim terminie, ale nie spodziewamy się, by reakcja rynkowa była duża – uważa Steven Bell, główny ekonomista BMO Global Asset Management.

– Wszystkie partie, które mogą znaleźć się w rządzie, podzielają podobne poglądy na politykę fiskalną i monetarną. Co prawda Zieloni byliby nieco mniej konserwatywni w polityce fiskalnej niż obecna „wielka koalicja", ale FDP byłaby bardziej konserwatywna. Trudno będzie osiągnąć większość dwóch trzecich w parlamencie potrzebną do zmiany konstytucyjnego „hamulca długu". Wprawdzie FDP i Zieloni są nieco bardziej pozytywnie nastawieni do integracji europejskiej niż większe partie, ale prawdopodobnie każdy niemiecki rząd chciałby przywrócenia konserwatywnych reguł fiskalnych w UE do 2023 r. – wskazuje Andrew Kenningham, ekonomista Capital Economics.

Łańcuchy dostaw

W nadchodzących tygodniach uwagę inwestorów mogą więc przyciągać w większym stopniu dane gospodarcze z Niemiec niż przecieki z rozmów koalicyjnych. – Rynki finansowe wchodzą teraz w kluczową fazę normalizacji polityki fiskalnej i monetarnej. Oczekiwania dotyczące wzrostu gospodarczego mogą wkrótce zacząć się zmniejszać, a oczekiwania inflacyjne rosnąć – twierdzi Gergely Majoros, członek komitetu inwestycyjnego w firmie Carmigniac Gestion.

– Inwestorzy będą nadal się skupiać na perspektywach gospodarczych, a najnowsze sondaże biznesowe pokazują, że odbicie ekonomiczne spowalnia z powodu chronicznych problemów z łańcuchami dostaw. Te problemy są o wiele ważniejsze dla prognoz gospodarczych niż to, kto stworzy nowy rząd lub ile czasu zajmie partiom osiągnięcie porozumienia – prognozuje Kenningham.

Koniunktura gospodarcza w Niemczech ma też znaczący wpływ na Polskę, ze względu na silne powiązania obu gospodarek. – Niemcy są najwyższym odbiorcą polskiego eksportu (28,9 proc. polskiego eksportu w 2020 r. trafiło do Niemiec). Polska jest obecnie, po wyprzedzeniu USA, trzecim największym eksporterem do Niemiec. Więcej eksportują do naszych zachodnich sąsiadów tylko Chiny i Holandia. Niemcy zainwestowali w Polsce najwięcej w formie bezpośrednich inwestycji zagranicznych, od 1989 r. jest to około 36 mld euro. Ocenia się, że polskie inwestycje w Niemczech stanowią około 6 mld euro – przypomina Paweł Majtkowski, analityk eToro.

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.