Analizy

Pogrom w notowaniach CO2

Szalone tempo wzrostu cen uprawnień do emisji dwutlenku węgla uderza w elektrownie i ciepłownie węglowe, a także w polski przemysł. Nadzieje krajowych firm na interwencję Brukseli rozwijał wiceszef Komisji Europejskiej.

Krajowa energetyka spodziewa się dalszego wzrostu kosztów emisji, dlatego przyspiesza transformację i chce jak najszybciej pozbyć się biznesu węglowego.

Foto: Fotorzepa, Piotr Guzik PG Piotr Guzik

Ponad 50 euro warte są już prawa do emisji 1 tony dwutlenku węgla. Jeszcze rok wcześniej notowania tych uprawnień oscylowały wokół 20 euro/t, a na początku 2021 r. sięgały 33 euro/t. Tak szybkie tempo wzrostu to potężny problem dla krajowej energetyki, ciepłownictwa i przemysłu. Polskie spółki przekonują, że Komisja Europejska powinna interweniować na rynku handlu emisjami. Jednak ostatnie sygnały, jakie płyną z Brukseli, nie wskazują na to, by KE była choćby w najmniejszym stopniu zainteresowana zatrzymaniem wzrostu cen dwutlenku węgla.

Zwiększone zakupy

Rynek handlu emisjami analizuje Krajowy Ośrodek Bilansowania i Zarządzania Emisjami (KOBiZE). Z jego ostatniego raportu wynika, że w tym roku na wzrost notowań CO2 wpłynął m.in. zbliżający się termin rozliczenia emisji za 2020 r., który upłynął z końcem kwietnia, a także wzrost aktywności funduszy hedgingowych, które w marcu potroiły wielkość pozycji netto w uprawnieniach do emisji, licząc od listopada 2020 r. Eksperci podkreślili też, że zwyżkom sprzyja otoczenie rynkowe – ożywienie gospodarcze po słabym 2020 r., naznaczonym pandemią koronawirusa, i wprowadzenie w różnych krajach kolejnych pakietów stymulacyjnych, które pomagają innym rynkom – zwłaszcza akcjom – ustanawiać nowe historyczne szczyty.

Foto: GG Parkiet

W ocenie analityków KOBiZE za wzrost cen CO2 odpowiadają w szczególności sami uczestnicy systemu handlu emisjami, którzy dyskontują w obecnych cenach przyszłe czynniki fundamentalne, bo wiedzą, że w przyszłości będzie brakować im uprawnień. – Dowodzi tego zmiana ich strategii zakupów, obserwowana w ostatnich latach – energetyka kupuje na kilka lat do przodu więcej uprawnień niż kiedyś. Z kolei instalacje przemysłowe wolą trzymać uprawnienia na rachunkach, niż je sprzedawać, a nawet dokupują je na rynku, żeby mieć zabezpieczenie przed ich brakiem w przyszłości – podkreślają autorzy raportu. Dodają, że na rynku funkcjonują też pozostałe podmioty, które kupują uprawnienia w imieniu instalacji (banki) i fundusze hedgingowe (kupują na własny rachunek), których udział w rynku ostatnio bardzo mocno wzrósł – do około 7 proc.

Z kolei najnowszy raport ekonomisty Marka Lachowicza wskazuje, że na rynku CO2 możemy być świadkami tworzenia się bańki cenowej, ale wyniki tych analiz nie są jednoznaczne. Z raportu wynika też, że nagłe zwyżki cen w handlu emisjami są możliwe z uwagi na ograniczoną podaż, nieelastyczny popyt i brak substytutów dla części nabywców oraz brak ograniczenia ceny maksymalnej.

To jeszcze nie koniec

Foto: GG Parkiet

Krajowe spółki energetyczne przewidują, że to nie koniec zwyżek, dlatego przyspieszają transformację energetyczną, by jak najszybciej pozbyć się wysokoemisyjnego biznesu węglowego. – Dziś, kiedy uprawnienia do emisji 1 tony CO2 przekroczyły 50 euro, a prognozy wskazują, że do końca roku mogą sięgnąć nawet 70 euro, nie mamy już czasu na studia i rozważania. Trzeba działać – mówił na antenie Parkiet TV Paweł Strączyński, prezes Tauronu.

Analitycy podkreślają, że tempo wzrostu notowań CO2 jest szybsze, niż ktokolwiek wcześniej się spodziewał. – W tym roku podwyżki cen nie powinny mieć jeszcze przełożenia na wyniki koncernów energetycznych, które zapewne mają już zabezpieczone ceny uprawnień do emisji na cały 2021 r. Rosnące koszty emisji to jednak poważne zagrożenie dla wyników energetyki opartej na węglu, począwszy od 2022 r. Koszty CO2 nie przekładają się w całości na ceny energii elektrycznej, więc należy spodziewać się dalszego silnego spadku rentowności energetyki opartej na węglu. Dlatego tematem numer jeden dla koncernów jest plan przeniesienia ich aktywów węglowych do osobnej spółki, z ich perspektywy powinno się to odbyć jak najszybciej – komentuje Paweł Puchalski, analityk Santander BM. Według rządowych planów krajowe elektrownie mają wejść do Narodowej Agencji Bezpieczeństwa Energetycznego w 2022 r. Nie trafią tam jednak należące do koncernów ciepłownie, dla których rosnące koszty emisji to dramat.

Foto: GG Parkiet

– Rosnące ceny CO2 to ogromny problem dla polskiego ciepłownictwa, które oparte jest przede wszystkim na węglu. Trwają podobno dyskusje o zmianie sposobu wyliczania taryf za sprzedaż ciepła, ale póki co są to jedynie rozważania. A segmenty ciepłownicze nie trafią do NABE, tylko pozostaną w grupach energetycznych, potencjalnie obciążając ich wyniki – zauważa Puchalski.

Foto: GG Parkiet

Nadzieje polskich koncernów na interwencję na rynku rozwiał w ostatnich dniach Frans Timmermans, wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej, odpowiedzialny za politykę klimatyczną. – To jest rynek i powinniśmy być bardzo, bardzo ostrożni, bo interwencja spowodowałaby powstanie nierynkowej ceny, a to całkowicie podważyłoby wiarygodność systemu handlu uprawnieniami do emisji. Kim jestem, żeby powiedzieć, co jest za wysokie lub za niskie? To mechanizm rynkowy, ale jeśli chcemy osiągnąć nasze cele, myślę, że cena powinna być znacznie wyższa niż nawet 50 euro/t. Ale to zależy od rynku – stwierdził Timmermans, cytowany przez agencję Reuters.

Foto: GG Parkiet

Polscy analitycy też nie mają złudzeń: – Nie spodziewam się, by Unia Europejska w najmniejszym choćby stopniu była zainteresowana obniżaniem cen uprawnień do emisji CO2. Dla UE tak wysokie ceny są przecież zgodne z polityką klimatyczną – kwituje Puchalski.

 

Niespodziewana zwyżka. Większe wpływy do budżetu

Na rynku pierwotnym niemieckiej giełdy EEX prawa do emisji CO2 po raz pierwszy przebiły granicę 50 euro/t w miniony poniedziałek, ustalając nowy rekord na poziomie 51,81 euro. Kilka dni wcześniej bariera 50 euro została przekroczona na rynku spot i w kontraktach terminowych – tam we wtorek ceny sięgały nawet 54,60 euro. Pierwszym impulsem do wzrostów było zaostrzenie celów unijnej polityki klimatycznej w drugiej połowie 2020 r. Jednak jeszcze w styczniu tego roku zagraniczni eksperci spodziewali się, że stawka za 1 tonę uprawnień do emisji zbliży się do poziomu 50 euro dopiero w drugiej połowie 2021 r. Tak wynikało z ankiety przeprowadzonej przez agencję Reuters wśród kilkunastu instytucji finansowych, m.in. Vertis, BNEF, Energy Aspect, Morgan Stanley, opisanej w raporcie KOBiZE. Ich prognozy na lata 2022–2023 sugerowały, że ceny osiągną w tym czasie średni poziom 46 euro/t. Natomiast w długim terminie stawki miały rosnąć liniowo, średnio od 41 euro w 2025 r. do 72 euro w 2030 r. Dziś mówi się, że 70 euro/t możliwe jest do osiągnięcia jeszcze w 2021 r.

Koszty drożejących praw do emisji ponoszą właściciele instalacji energetycznych czy przemysłowych, emitujących CO2. Jest jednak także druga strona medalu – z obecnej sytuacji korzysta budżet państwa. W tym roku Polska przeprowadziła już szereg aukcji na sprzedaż przyznanej jej puli uprawnień, w wyniku których pozyskała jak dotąd 1,5 mld euro. W całym 2021 r. przedmiotem sprzedaży będzie w sumie 118,7 mln polskich uprawnień do emisji. Im wyższe notowania CO2, tym większe będą wpływy z aukcji do krajowego budżetu. Teoretycznie środki te powinny popłynąć przede wszystkim na transformację energetyki w celu jej dekarbonizacji i cele związane z ochroną klimatu.

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.