REKLAMA
Czytaj e-wydanie
REKLAMA

Analizy

Historia sugeruje, że WIG20 może spaść nawet do 1600 pkt

W ciągu dwóch pierwszych sesji tygodnia aż 180 podmiotów notowanych na GPW zanotowało ponad 5-proc. spadek kursu, a 60 wyznaczyło co najmniej roczne minima notowań. Czy to okazja do tanich zakupów?
Foto: Fotorzepa, Radek Pasterski

W poniedziałek, w reakcji na informacje o wysokiej liczbie zarażonych koronawirusem we Włoszech, WIG20 spadł o 4,2 proc. To była najgorsza sesja w jego wykonaniu od 24 czerwca 2016 r., a więc od daty ogłoszenia wyników referendum w sprawie brexitu. W minionej dekadzie WIG20 tracił ponad 4,2 proc. tylko dziewięć razy. We wtorek indeks spadł o 2,8 proc., a w środę notowania dotarły do 1906 pkt, a więc do najniższego poziomu od grudnia 2016 r. To wszystko pokazuje, z jak istotnym czynnikiem ryzyka mamy do czynienia. Czy nasz rynek zdoła się szybko podnieść po tym tąpnięciu?

Szanse na odbicie

Sprawdziliśmy historię najsilniejszych spadków dekady, zwracając uwagę na dwie kwestie. Po pierwsze, czy po silnej, dziennej wyprzedaży dołek był pogłębiany na kolejnych sesjach. Po drugie, jak długo zajęło indeksowi odrobienie strat z feralnej sesji.

Okazuje się, że tylko w dwóch na dziewięć analizowanych przypadków indeks nie pogłębił spadku. W siedmiu pozostałych sprzedaż była kontynuowana. Jej średni zasięg (licząc od zamknięcia feralnej sesji do lokalnego minimum w ujęciu intrady) wynosi -9 proc., przy czym w najgorszej sytuacji sięgnął -19,4 proc., a w najlepszej tylko -3,8 proc. Pocieszające jest to, że po tych najsilniejszych tąpnięciach WIG20 dość szybko się podnosił. Odrobienie strat zajmowało mu średnio 13 sesji, a więc niecałe trzy tygodnie. W najlepszych przypadkach trwało to zaledwie dwie sesje, ale w najgorszych 34. Wygląda więc na to, że silne, dzienne przeceny z ostatniej dekady nie były przyczynkiem do długoterminowego trendu spadkowego (wyjątek stanowi tąpnięcie o 5,7 proc. z 24 sierpnia 2015 r., po którym bessa była kontynuowana), a co najwyżej do krótkoterminowej wyprzedaży i podwyższonej zmienności.

Gdyby więc trzymać się tych historycznych zależności, to najbardziej możliwy scenariusz zapowiada kontynuację spadku WIG20, który potrwa jeszcze około dwóch tygodni. Jego zasięg, licząc 9 proc. od zamknięcia poniedziałkowej sesji, to 1820 pkt. W wariancie optymistycznym straty powinny zostać odrobione do końca tego tygodnia, a w pesymistycznym na powrót do poziomu 2090 pkt przyjdzie nam czekać nawet siedem tygodni. W tzw. międzyczasie WIG20 mógłby dojść nawet do 1612 pkt (19,4-proc. spadek). Ten ostatni zasięg, co jest trochę niepokojące, jest zgodny z tym, co o wykresie indeksu blue chips mówi analiza techniczna. Forsując pułap 2000 pkt, indeks wybił się bowiem z szerokiej, długoterminowej konsolidacji, dając tym samym sygnał do przeceny rzędu 300–400 pkt (poziomy docelowe szacowane na podstawie szerokości konsolidacji).

Biorąc pod uwagę specyfikę czynnika ryzyka, który spadki powoduje, racjonalniej zakładać realizację wariantu między uśrednionym a pesymistycznym. Epidemia cały czas się bowiem rozprzestrzenia. Wprawdzie pojawiają się informacje, że dynamika zachorowań w Azji stabilizuje się, ale z drugiej strony, pojawiają się nowe ogniska, jak to we Włoszech. Nawet jeśli inwestorzy w pewnym stopniu przywykną do panującej sytuacji i zdyskontują ryzyko rosnącej liczby zachorowań, to wciąż wielką niewiadomą pozostanie wpływ koronawirusa na stan globalnej koniunktury. Im gorsze będą konsekwencje dla gospodarki Państwa Środka, tym większym rykoszetem uderzy to w inne kraje. Jeżeli więc czegoś inwestorzy mogą być teraz pewni, to tego, że w najbliższych tygodniach czeka nas na rynkach stan podwyższonej niepewności.

Jak inwestować?

Foto: GG Parkiet

Ta podwyższona niepewność powoduje, że kapitał płynie do bezpiecznych przystani. Stąd nie dziwi fakt, że cena złota wyrażona w dolarach wyznaczyła ostatnio siedmioletnie maksimum (1689 USD), kontynuując trend wzrostowy. Książkowo zaczęły zachowywać się też jen, frank i dolar, zyskujące do większości walut, a także obligacje – rentowność amerykańskich dziesięciolatek sięgnęła dołka z 2016 r. Takie trendy mogą się utrzymywać dopóty, dopóki nie pojawią się jasne sygnały, że epidemia została opanowana.

Wracając jednak do polskiego rynku akcji, warto zwrócić uwagę na dwie kwestie. Po pierwsze, na zagrożeniu koronawirusem zyskuje bezpośrednio Mercator produkujący rękawice medyczne. Jego akcje w styczniu podrożały o 69,5 proc., a w lutym już o blisko 25 proc. (w środę po południu papiery drożały o 10,5 proc.). Inwestorzy liczą na to, że epidemia przełoży się na wzrost zamówień na produkty spółki, co w dłuższym terminie spowoduje poprawę wyników. To niewątpliwie jest inwestycyjny trop – spółki, na których produkty będzie zwiększony popyt, jeśli epidemia będzie się rozprzestrzeniać.

Po drugie, wirusowy czarny łabędź spowodował, że na wykresach wielu spółek doszło do przereagowania. Notowania akcji spadły znacznie bardziej, niż wskazywałaby na to fundamenty firm. Wystarczy rzucić okiem na poniedziałkowe i wtorkowe statystyki dotyczące spółek. W ciągu dwóch pierwszych sesji tygodnia ponad 5 proc. straciło aż 180 podmiotów (spółek i indeksów). Średnia przecena wyniosła -8,7 proc., przy czym kapitalizacja aż 45 spółek spadła o więcej niż 10 proc., z rekordzistami – Suneksem i Rainbow Tours, które przeceniono o 23 proc. Tylko w poniedziałek 77 podmiotów (w tym osiem indeksów branżowych) wybiło się dołem z 20-sesyjnego kanału cenowego. Od początku tygodnia już 60 podmiotów wyznaczyło co najmniej roczne minimum notowań.

Takie natężenie czerwieni stwarza okazje do inwestowania w wartość lub we wzrost. Można bowiem szukać spółek z mocnymi fundamentami, których przecena akcji wynika tylko z faktu ogólnego pogorszenia nastrojów i ucieczki kapitału z GPW. Jest to podejście buffettowskie, czyli kupić tanio coś, co jest warte dużo więcej. W tym drugim podejściu można „polować" na spółki, które poruszają się w długoterminowych trendach wzrostowych, a ostatnie dni przyniosły niespodziewanie silną korektę. Jeśli trend jest zdrowy, to powinien po-nownie „wypchnąć" notowania na szczyty. W tym kontekście panującą sytuację można traktować jako swego rodzaju promocję cenową, przy czym historia nie wyklucza moż-liwości zwiększenia rabatów.

Michał Krajczewski ekspert BM BNP Paribas

Ostatnie zniżki WIG20 tak naprawdę potwierdziły obowiązujący od roku trend spadkowy. Duże spółki są od kilku kwartałów relatywnie słabsze względem rynków rozwiniętych i rozwijających się i pomimo mocnej wyprzedaży i coraz niższych wycen nie widzimy sygnałów do zmiany trendu. W krótkim terminie, po tak mocnej wyprzedaży, możliwe jest odreagowanie zarówno na WIG20, jak i na rynkach zagranicznych, ale inwestorzy będą czekać na informacje o powstrzymaniu nowych ognisk wirusa, aby zmienić swoje nastawienie. W takim otoczeniu okazji szukalibyśmy wśród mniejszych spółek w kraju i przede wszystkim na rynkach zagranicznych. Uważamy, że amerykańskie indeksy powinny pozostać najsilniejsze ze względu na: skład sektorowy (przewaga segmentów wzrostowych), oczekiwane odbicie zysków firm w kolejnych kwartałach, relatywnie lepsze wyniki gospodarki oraz niską liczbę zachorowań na koronawirusa. PZ

Pytania do... Krzysztofa Borowskiego, prof. Szkoły Głównej Handlowej

Fatalnie zaczął się ten tydzień na rynkach akcji. Czy trwające od poniedziałku spadki na GPW bardzo popsuły sytuację techniczną na wykresach?

Przełamanie przez WIG20 wsparcia 2034 pkt wygenerowało wyraźnie wskazanie sprzedaży w średnim terminie. W wariancie pesymistycznym fala spadkowa styczeń–październik 2018 to pierwsza fala zniżki, po której przyszła fala druga, płaska, trwająca do końca ubiegłego tygodnia. Jeśli w poniedziałek rozpoczęła się kolejna fala spadkowa, to z zasięgu ruchu mierzonego, potencjalny zasięg spadku to 1857 pkt. W pobliżu tego poziomu przypada też zasięg Fibonacciego, wystawiony dla fali wzrostowej październik 2018 – luty 2019 oraz wsparcie ze szczytu z sierpnia 2016 r. Spadek indeksu potwierdza sygnał sprzedaży na tygodniowym MACD, który po uformowaniu podwójnego szczytu, zakręcił w dół poniżej linii zero – oznaka słabości. Trend spadkowy wyraźnie potwierdza tygodniowy DI+/DI-. Wskaźnik Akumulacja/Dystrybucja uwidacznia wyprzedaż akcji i to od połowy 2017 r.

A więc z punktu widzenia analizy technicznej perspektywy są zdecydowanie spadkowe?

W tym scenariuszu raczej zalecana jest pozycja krótka lub bez akcji. Pewnym symptomem poprawy byłby powrót ponad poziom oporu (wcześniej wsparcia) na poziomie 2034 pkt i dopiero wtedy można byłoby mówić o poprawie sytuacji technicznej. Jednak należy pamiętać, że w układzie dziennym luka bessy poprzedzająca dwie czarne świece (poniedziałek, wtorek) zazwyczaj wróży falę spadkową i stanowi bardzo silny opór w szerszej ramie czasowej – uwaga ta dotyczy zarówno WIG20, ale też wielu indeksów, jak np. DJIA czy S&P 500. Inwestorzy akceptujący wysokie ryzyko mogą starać się zagrać na nadchodzące odbicie indeksu w górę – wysokość tego odbicia ujawni, co tak naprawdę drzemie w indeksie. Jeśli odbicie będzie słabe – bardziej prawdopodobny będzie wariant pesymistyczny. Gdy zaś silne – pojawi się szansa na poprawę notowań w szerszej ramie czasowej.

Wspomniał pan o indeksach amerykańskich. S&P 500 zanotował dwie sesje z rzędu ze stratą ponad 3 proc. To rzadko spotykana sytuacja na Wall Street.

Jeśli chodzi o rynki zagraniczne, wydaje się, że korekta, bo na razie trzeba używać takiego określenia, nieco się przedłuży (luka bessy + dwie czarne świece). W grudniu 2018 r., kiedy indeksy na NYSE silnie spadały, nie można było wskazać przyczyny, teraz można! Ówczesną zniżkę można zakwalifikować do fazy spadkowej, poprzedzającej następującą po niej zwyżkę (grudzień 2018 – połowa lutego 2020) i potem co? Krach? Oby nie! W roku wyborczym? Chociaż 20 lat temu, w marcu, również zaczął się silny spadek na rynku spółek IT, trwający do połowy 2003 r. 20 lat temu też był rok wyborczy, a spółki IT były podobnie „wypompowane" jak obecnie.

Strategia na najbliższe miesiące brzmi więc: od akcji trzymajmy się daleko?

Należy pamiętać, że nawet na tak silnie zniżkującym rynku jest grono walorów zwyżkujących lub też dzielnie przeciwstawiających się fali deprecjacji – tym samym stają się one pierwszymi na liście do potencjalnych zakupów. Reasumując: pozostaję pesymistą, ale wciąż poszukującym okazji do zarobku na korektach wzrostowych. PZ

Powiązane artykuły

REKLAMA
REKLAMA

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA