Foto: parkiet.com

To rachunek za deprecjację. Rekordowa stymulacja Banku Japonii i dług ponad dwukrotnie wyższy od PKB rozpaliły ogień, a inflacja to transfer majątku od oszczędzających do właścicieli aktywów. Dlatego Japonia w końcu kupuje akcje: wartość posiadanych akcji wzrosła o 29 proc. w ciągu roku, a depozyty o 0,6 proc..

Kluczowy wskaźnik cen w Japonii przyspieszył w lipcu drugi miesiąc z rzędu

Utrzymuje to Bank Japonii na drodze do kolejnej krótkoterminowej podwyżki stóp procentowych, ponieważ na rynku narastają spekulacje dotyczące podwyżki już we wrześniu.

Wskaźnik cen konsumpcyjnych (CPI) z wyłączeniem świeżej żywności wzrósł w zeszłym miesiącu o 1,8 proc. w porównaniu z rokiem poprzednim, odrabiając straty po wzroście o 1,6 proc. w poprzednim miesiącu. Odczyt, najszybszy od stycznia, był zgodny z medianą szacunków ekonomistów.

Wskaźnik, który nie uwzględnia zarówno świeżej żywności, jak i energii, będący miarą inflacji bazowej monitorowaną przez Bank Japonii, wzrósł o 1,9 proc. Ogólny wskaźnik CPI również wzrósł o 1,9 proc.

Paradoks inflacji w Japonii tworzy zwycięzców i przegranych. Emeryci są drugą grupą

W grudniu japońscy emeryci przygotowali petycję, wzywając premier Sanae Takaichi do podwyższenia emerytur zgodnie z inflacją, aby „ożywić lokalne miasta”. W 2024 roku Japończycy w wieku od 65 do 74 lat mieszkający samotnie znaleźli się w głębokiej dziurze finansowej. Według najnowszych danych rządowych, każdego miesiąca wydawali średnio o 21 proc. więcej niż wynosił ich dochód rozporządzalny w wysokości 142 000 jenów.

Rosnące koszty utrzymania podważają triumfalną retorykę Takaichi na temat japońskiej gospodarki. To paradoks: inflacja przyniosła straty w wielu sektorach, a jednocześnie zapoczątkowała erę nowego dynamizmu. Zyski firm rosną. Wzrosty płac są największe od dziesięcioleci. Giełda rośnie, częściowo dzięki boomowi na sztuczną inteligencję, a indeks Nikkei 225 wzrósł ponad dwukrotnie od czasu pierwszego szoku taryfowego prezydenta USA Donalda Trumpa w kwietniu 2025 r. „Japonia powróciła” – oświadczyła pani Takaichi podczas kolacji w Białym Domu w marcu.

Japońskie społeczeństwo nie było przyzwyczajone do rosnących cen

Podczas gdy inflacja nęka kraje na całym świecie, w tym Stany Zjednoczone, Japonia stanowi przypadek szczególny. Przez trzy dekady głównym zmartwieniem była deflacja. Kolejni premierzy i bankierzy centralni uruchomili rekordowe bodźce gospodarcze po pęknięciu baniek spekulacyjnych na giełdzie i rynku nieruchomości pod koniec lat 80. i na początku lat 90., co pozostawiło głębokie blizny. Japonia zgromadziła dług publiczny, który obecnie jest wart ponad dwukrotność PKB, a ceny i gospodarka nadal pozostawały w stagnacji.

Na początku lat 20. XXI wieku szoki podażowe wynikające z lockdownów związanych z COVID-19 i inwazji Rosji na Ukrainę spowodowały powrót inflacji. Od połowy 2021 roku zaczęła ona przyspieszać, osiągając szczyt na poziomie 4,3 proc. na początku 2023 roku. Była znacznie niższa od popandemicznych maksimów wynoszących odpowiednio 9,1 proc., 10,6 proc. i 11,1 proc. w USA, Europie i Wielkiej Brytanii, ale stanowiła szok dla społeczeństwa nieprzyzwyczajonego do rosnących cen.

Rosnące ceny w Japonii podsycają podziały

Obecnie inflacja powróciła do poziomu nieznacznie poniżej celu banku centralnego na poziomie 2 proc. i pojawiają się coraz wyraźniejsze oznaki, że staje się coraz trwalsza. Biorąc pod uwagę doświadczenia związane ze spadkiem cen, rząd postrzega ten poziom inflacji nie jako potencjalne zagrożenie, lecz jako kruchy płomień, który należy podsycać.

Jednak nawet na tym poziomie rosnące ceny podsycają podziały. Młodzi i wykształceni pracownicy Tokio uzyskują podwyżki płac przewyższające inflację, a zamożni mieszkańcy korzystają z ożywienia na rynkach akcji i nieruchomości. Emeryci i pracownicy o niższych płacach na obszarach wiejskich tracą jednak wraz ze wzrostem kosztów utrzymania. Chociaż poparcie dla premierostwa  Takaichi pozostaje wysokie po jej zdecydowanym zwycięstwie wyborczym, w którym zdobyła większość kwalifikowaną w izbie niższej w lutym, sondaże pokazują, że ceny pozostają głównym zmartwieniem opinii publicznej.