Z tego artykułu dowiesz się:

  • Dlaczego Stany Zjednoczone uznają chińskie roboty za strategiczne zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego.
  • Jak robotyzacja ma stać się odpowiedzią Chin na głęboki kryzys demograficzny i braki na rynku pracy.
  • Jaka jest pozycja Europy w tym technologicznym wyścigu i dlaczego ryzykuje ona rynkową marginalizacją.
  • Co incydent z humanoidalnym robotem w polskiej bazie wojskowej mówi o świadomości nowych zagrożeń.

Sztuczna inteligencja, w swoim poprzednim etapie rozwoju, była reprezentowana głównie poprzez programy do rozpoznawania i analizowania obrazów. Obecnie jest reprezentowana głównie przez duże modele językowe, takie jak ChatGPT. W przyszłości ma ona natomiast sterować robotami humanoidalnymi. Nic dziwnego więc, że chińskie sukcesy w rozwoju tego typu maszyn budzą coraz większy niepokój w Stanach Zjednoczonych. Wyścig o rozwój robotów jest bowiem rywalizacją o to, kto będzie kontrolował kluczową technologię, która pozwoli sztucznej inteligencji na działania fizyczne w naszym świecie. W tym działania o zastosowaniu militarnym.

Przyszłościowy przemysł

W środę, na szanghajskim rynku technologicznym STAR, doszło do oferty publicznej Unitree, wiodącego chińskiego producenta robotów. Popyt na jej akcje był 5500 razy większy od podaży, a cena tych papierów rosła w dniu debiutu nawet o ponad 600 proc. Chińscy inwestorzy detaliczni trafnie dostrzegli, że Unitree jest jedną ze spółek wspieranych przez rząd, która rozwija technologię uznawaną przez Pekin za kluczową. Dwa dni przed debiutem giełdowym Unitree zaprezentowała nowego humanoida o nazwie „Superman”, który ponoć potrafi skoczyć dwa metry z miejsca i biegać z prędkością do 12,66 metra na sekundę. (Dla porównania: rekord sprintera Usaina Bolta to 12,42 metra na sekundę.) Unitree nieco wcześniej zaprezentowało robota „Benben”, który potrafi m.in. wyjąć właściwe opakowanie tabletek z szafki nocnej, włożyć talerze do zmywarki czy brudne ubranie do kosza do prania. Unitree przygotowuje przyszłość, w której roboty będą pracowały nie tylko w fabrykach, ale również w sklepach, kawiarniach, hotelach, domach starców, szpitalach i w domach zwykłych ludzi. W Chinach może być to receptą na kryzys demograficzny i starzenie się populacji. Robotyzacja może sprawić, że całkowicie niepotrzebne stanie się otwieranie kraju na imigrantów „ubogacających” go kulturowo.

Czytaj więcej

Nowa chińska gorączka technologiczna

W Stanach Zjednoczonych chińskie roboty budzą jednak nieufność. Wpuszczanie takich maszyn do szpitali, strategicznych magazynów czy domów jest postrzegane jako sposób na ułatwienie ChRL sabotażu na dużą skalę. – Chińska Partia Komunistyczna jest największym zagrożeniem, z jakim się mierzymy… Nie możemy pozwolić, by te roboty stały się dominujące w naszym kraju – stwierdził John Moolenaar, republikański kongresmen. Przy wsparciu demokratów opracował on projekt nowej ustawy, która zmusiłaby Pentagon do rozważenia zakazu chińskich robotów. Zanim jednak ten projekt trafił do prac w Kongresie, Federalna Komisja Łączności (FCC) wprowadziła zakaz dla importowanych robotów. Stwierdziła, że roboty „zbierają dane, które mogą zostać wykorzystane przez złośliwe podmioty do inwigilacji Amerykanów, wzmocnienia możliwości zagranicznych służb wywiadowczych lub do zdalnego przejęcia kontroli nad robotami”.

Zakaz ten oburzył chiński rząd. „Global Times”, pekiński tabloid blisko powiązany z Komunistyczną Partią Chin, skomentował go na platformie X: „Jeśli nie możecie ich pokonać, zablokujcie ich”, sugerując, że Stany Zjednoczone podjęły takie działania, bo przegrywają wyścig technologiczny z Chinami. – Seria działań Stanów Zjednoczonych odzwierciedla głębokie poczucie niepokoju. USA wiedzą, że ich dawna przewaga technologiczna szybko się eroduje, ale pozostają zdeterminowane, by zachować pozycję wiodącej światowej potęgi technologicznej. Porzuciły racjonalne kalkulacje, uderzyły na oślep i wprowadziły szereg irracjonalnych ograniczeń – stwierdził w rozmowie z „Global Timesem” Xiang Ligang, analityk z Zhongguancun Information Consumption Alliance.

Czy tak jest jednak rzeczywiście?

USA nadal przodują w dziedzinie sztucznej inteligencji. (Choć Chińczycy tworzą tańsze modele AI o dosyć dobrej jakości.) Na robotykę mocno stawia m.in. koncern Tesla należący do Elona Musk. Zapowiadał on, że pod koniec tego roku zacznie masową produkcję robotów Optimus. Chiny mają już jednak przewagę, jeśli chodzi o tempo produkcji. W zeszłym roku wypuściły na rynek 16 tys. robotów humanoidalnych. Władze ChRL zapowiadają, że w przyszłym roku produkcja tego typu maszyn sięgnie 100 tys. rocznie. Bank Morgan Stanley w czerwcu podniósł natomiast prognozę dostaw chińskich robotów humanoidalnych do 50 tys. sztuk w tym roku – niemal dwukrotnie więcej niż wcześniejsze szacunki wynoszące 28 tys. Bank oszacował, że chiński rynek humanoidów wzrośnie z 2 mld USD w tym roku do 15 mld USD do 2030 r..

Perspektywy rozwoju rynku są oczywiście dużo większe. Barclays spodziewa się, że w 2035 r. w różnych sektorach gospodarki chińskiej może być „zatrudnionych” 11,3 mln robotów humanoidalnych, podczas gdy w reszcie świata 1,99 mln. Bank of America przewiduje, że do 2035 r. na Ziemi może żyć razem z nami 10 milionów humanoidalnych robotów, a do 2060 r. ich liczba wzrośnie do trzech miliardów. Wówczas humanoidalne roboty zastąpiłyby jedną piątą pracowników przemysłowych oraz połowę siły roboczej w sektorze usług. Oczywiście będzie to niosło ze sobą ogromne skutki dla gospodarki światowej i społeczeństw.

Czytaj więcej

Chińskie modele AI podbijają Amerykę

Europejskie zacofanie

Przemysł europejski jest jak na razie na uboczu tego wyścigu. „Europejskie firmy mogą łatwo znaleźć się w sytuacji powtórki wyścigu o pojazdy elektryczne, wyprzedzone przez chińską kombinację zdolności przemysłowych i wsparcia państwa. (...) W miarę rozwoju sektora chińskie firmy mogą również znaleźć rozwiązania w zakresie zaawansowanych komponentów, na których obecnie polegają, a które dostarczają firmy zachodnie i japońskie” – wskazuje niemiecki think-tank Merics.

Kwestie związane z robotyką są czasem w Polsce traktowane wręcz infantylnie. Świadczy o tym choćby to, że Marynarka Wojenna RP wpuściła do swojej bazy w Świnoujściu robota Unitree G1, będącego influencerem znanym jako „Edward Warchocki”. Zrobiono to, by nagrać z nim film zapraszający na paradę morską z okazji święta Wojska Polskiego. Wywołało to spore kontrowersje, bo przecież nieco wcześniej Amerykanie zakazali importu do USA takich maszyn, uzasadniając to kwestiami bezpieczeństwa narodowego. Równolegle wyszło na jaw to, że Brytyjczycy używają w swoich dronach morskich chińskich podzespołów, które mogą przekazywać w nieautoryzowany sposób dane do ChRL. „Edward Warchocki” ma co prawda polskie oprogramowanie, ale wcześniej władze wojskowe wykazały się dużą ostrożnością, zakazując wjazdu chińskim samochodom elektrycznym na teren polskich jednostek wojskowych. Wpuszczenie chińskiego humanoidalnego robota na teren bazy Marynarki Wojennej sprawiło więc bardzo nieprofesjonalne wrażenie... Być może jednak wojskowi uznali, że wszystko jest w porządku, bo ten robot wcześniej sobie swobodnie chodził po gmachu Sejmu.

Nadchodzące lata pokażą, czy inne kraje przyłączą się do USA, zakazując importu chińskich robotów humanoidalnych. Część państw może sięgnąć po przepisy dotyczące „local contentu”, by w „białych rękawiczkach” wypychać firmy z Państwa Środka ze swojego rynku. Wiele innych może jednak potraktować roboty made in China jako „zabawki” niemające większego wpływu na życie codzienne. Czy  robot tańczący z nunchaku na scenie, nie użyje kiedyś tego nunchaku przeciwko człowiekowi?

Roboty mogą być wykorzystane do strzeżenia granic

Drony (powietrzne i morskie) oraz roboty i sztuczna inteligencja odgrywają już coraz większą rolę w działaniach bojowych. Mogą zostać one również wykorzystywane do ochrony granic przed przemytnikami oraz nielegalnymi imigrantami. Prace w tym kierunku prowadzone są m.in. w Stanach Zjednoczonych. Reporterzy telewizji Fox News niedawno rozmawiali z Sankaetem Pathakiem, prezesem firmy Foundation Robotics który powiedział, że jego startup, rozwijający humanoidalne roboty do zastosowań przemysłowych i wojskowych, już zademonstrował możliwości swoich robotów Phantom MK1 Departamentowi Bezpieczeństwa Wewnętrznego (DHS) pod kątem ich wdrożenia na granicy. - Prowadzimy rozmowy z niemal wszystkimi rządowymi organami bezpieczeństwa narodowego, czyli z Siłami Powietrznymi, Marynarką Wojenną, Armią i DHS. Kontynuujemy dialogi. Zaczynamy negocjować kontrakty i niektóre zastosowania dla nich - zadeklarowal Pathak. Robot Phantom MK1 jest zaprojektowany do poruszania się po nierównym terenie, który może być trudny dla pojazdów, dronów i stałych kamer. Jego potencjalne misje wdrożeniowe mogłyby koncentrować się na monitorowaniu odległych obszarów granicznych, inspekcji tuneli oraz sygnalizowaniu przekroczeń granicy przez migrantów. - Jeśli drony i wieże obserwacyjne byłyby w stanie rozwiązać wszystko, dlaczego nadal mamy ludzi na granicy? - wskazuje Pathak. Przyszła amerykańska wizja zabezpieczania granicy będzie prawdopodobnie obejmować wszystkie kategorie dronów, humanoidalne roboty oraz naziemne boty, które uczynią granicę wysoce zmilitaryzowaną, aby uniemożliwić prowadzenie wojny hybrydowej, takiej jak wykorzystywanie przepływów migracyjnych jako broni. Oczywiście można się spodziewać, że wykorzystywanie zaawansowanej technologii do powstrzymywania nielegalnej imigracji będzie wywoływało protesty różnych organizacji broniących praw człowieka. Wraz z rozwojem technologii można się jednak spodziewać, że roboty będą również coraz częściej wykorzystywane do działań policyjnych, co jednak będzie też wymagało stworzenia odpowiednich mechanizmów kontroli. HK