Rentowność 10-letnich obligacji japońskich dotarła do poziomu 2,8%, po raz ostatni obserwowanego w… 1996 roku. Jest tylko „drobny” niuans, wtedy relacja długu do PKB wynosiła 65%, dziś grubo powyżej 200%. Przez lata pomysłem Japończyków na pobudzenie gospodarki były zerowe stopy procentowe i ogromne wydatki publiczne. Oliwy do ognia dolał właśnie Abe, który stwierdził, że trzeba „więcej tego samego”. W efekcie gospodarka zaczęła nominalnie rosnąć, ale zadłużenie jest gigantyczne, a obligacje i jen straciły walor bezpiecznych przystani. Dziś to Bank Japonii próbuje interweniować w obronie swojej waluty, co wydaje się coraz bardziej straceńczą misją. Japonia nie zbankrutuje spektakularnie w stylu Argentyny czy Grecji bo koniec końców rządowi pożyczają przede wszystkim sami Japończycy a nie zagraniczny kapitał, ale stała się dobitną lekcją na to, że droga na skróty z jednej ślepej uliczki prowadzi na drugą ślepą uliczkę.
Natomiast problem nie dotyczy jedynie samej Japonii. Presja na obligacje została naturalnie spotęgowana wzrostem cen surowców w wyniku konfliktu na Bliskim Wschodzie, aczkolwiek wszędzie ma charakter strukturalny, podobny do japońskiego tyle, że nie w tak ekstremalnym zakresie. Paradoksalnie zaskakująco stabilna koniunktura może okazać się wrogiem inwestorów, gdyż zmusza banki centralne do reakcji w kierunku bardziej restrykcyjnej polityki, a ta z kolei nie służy rynkowi obligacji.
Z punktu widzenia globalnych rynków sytuacja robi się interesująca. Inwestorzy na giełdach już dawno przewrócili kartkę pt. Bliski Wschód, koncentrując się na sezonie wyników i rewolucji AI. Teraz jednak konsekwencje wojny mogą okazać się zbyt poważne, aby je nadal ignorować. Finalnie, taniejący dług to też mniej kapitału dla wszystkich, w tym firm finansujących swoje inwestycje (także z obszaru AI).
Konsekwencje mogą dotknąć też złotego. Nie da się nie zauważyć, że rentowności obligacji po pierwszej fali wzrostowej wróciły poniżej 5,5%, ale obecnie są ponownie powyżej 6% co przy obecnej skali deficytu zaczyna być niekomfortowe. Rada w tej sytuacji będzie musiała zapomnieć o obniżkach stóp procentowych, a wobec prawdopodobnych podwyżek w Europie, ten scenariusz staje się bardziej prawdopodobny i u nas.
Na razie wpływ na złotego jest nieduży i ma miejsce głównie przez EURUSD. Dziś wieczorem czekają nas dwa ważne wydarzenia – protokół z ostatniego posiedzenia Fed pod wodzą Powella (20:00) oraz raport kwartalny Nvidii, symbolicznie zamykający sezon wyników (po zamknięciu rynków w USA). O godzinie 7:45 euro kosztuje 4,26 złotego, dolar 3,67 złotego, funt 4,91 złotego, zaś frank 4,65 złotego.
dr Przemysław Kwiecień CFA
Główny Ekonomista XTB
przemyslaw.kwiecien@xtb.pl