Chociaż na globalnych rynkach zrobiło się nerwowo i notujemy większą zmienność za sprawą wybryków prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa, który rzucił ekonomiczną rękawicę Europie, deklarując gotowość do wznowienia wojny celnej, jeżeli ta nie zgodzi się na „oddanie” Grenlandii, to na rynku złotego jest nadal względnie spokojnie. Pomaga w tym niewątpliwie casus dolara, który od poniedziałku znalazł się pod silną presją – mamy efekt deja vu z wiosny ubiegłego roku, kiedy to mieliśmy pierwszą odsłonę globalnej wojny celnej. Teraz argumenty są podobne – Trump wystawia na szalę wizerunek USA, co może zagrozić pozycji dolara… na to nakłada się też kwestia ogromnego długu Ameryki względem świata. To wszystko może być pożywką dla różnych teorii natury spiskowej, łącznie z tą, że mamy do czynienia z „upadkiem imperium”. Na razie inwestorzy uciekają z giełd, kryptowalut, ale i też amerykańskiego długu, oraz dolara. Ostatnie dwie kwestie pokazują kryzys wizerunkowy USA.
Słaby dolar na świecie daje stabilizację USDPLN, który wrócił w okolice 3,60. Nieco wyżej jest EURPLN, ale ruch o 2 grosze w ciągu kilku dni w sytuacji poważnych napięć na świecie nie jest raczej sygnałem, że zagraniczni inwestorzy przestają nas lubić. Niemniej, jeżeli w kolejnych tygodniach doświadczymy eskalacji wojny handlowej Stany Zjednoczone–Unia Europejska, to awersja do ryzyka może uderzyć w złotego, niezależnie od tego, kiedy Rada Polityki Pieniężnej zdecyduje się na kolejną obniżkę stóp procentowych.