Z tego artykułu dowiesz się:
- Skąd bierze się potężna luka ubezpieczeniowa w Polsce i jakie są jej realne, finansowe konsekwencje dla Polaków.
- Jakie mechanizmy psychologiczne sprawiają, że zaniżamy osobiste ryzyko, błędnie oceniając zagrożenia dla siebie i bliskich.
- Dlaczego wielu z nas traktuje polisę jak lokatę i jakie błędy w myśleniu o ochronie z tego wynikają.
Raport „Świadomość ubezpieczeniowa Polaków 2026 – wiedza, postawy i doświadczenia” opublikowany przez Polską Izbę Ubezpieczeń, a opracowany pod patronatem Uniwersytetu Warszawskiego, pokazuje, co wiemy i myślimy o ubezpieczeniach, w jaki sposób podejmujemy decyzje dotyczące ochrony ubezpieczeniowej oraz dlaczego w Polsce nadal utrzymuje się znacząca luka ubezpieczeniowa.
Luka w ubezpieczeniach straszy
Na wstępie raportu jego autorzy wskazują, że całkowita penetracja ubezpieczeń w Polsce (składki brutto w relacji do PKB) w 2024 r. wyniosła 2,2 proc. i utrzymywała się na względnie stabilnym poziomie od 2022 r. Była jednocześnie niższa niż dekadę wcześniej (3,2 proc. w 2014 r.). Daleko nam przy tym do średniej penetracji w krajach OECD, która według danych za 2024 r. sięga 6,2 proc., przy czym np. w krajach Europy Zachodniej jest jeszcze wyższa. U nas ubezpieczenia majątkowe stanowią 1,6 proc. PKB, natomiast ubezpieczenia na życie stanowią 0,6 proc. PKB.
Potężnym problemem jest luka ubezpieczeniowa, inaczej mówiąc, niedoubezpieczenie. W raporcie czytamy, że luka ubezpieczeniowa w obszarze zdrowia wynosi 125 mld zł rocznie. W połączeniu z luką emerytalną na poziomie 75 mld zł, kwota niedoubezpieczenia stanowi ponad 1/4 budżetu państwa. W ubezpieczeniach na życie częstym problemem jest zbyt niska suma ubezpieczenia: dla przeciętnego Polaka powinna ona wynieść co najmniej 333 700 zł, a obecne średnie kwoty musiałyby wzrosnąć o 73 proc. (to dane według stanu na 2024 r.). Ale to nie koniec. Luka ubezpieczeniowa jest bowiem bardzo widoczna również w obszarze ubezpieczeń majątkowych. Około 45 proc. agentów ubezpieczeniowych uważa, że sumy ubezpieczenia domów i mieszkań są zbyt niskie w stosunku do ich rzeczywistej wartości rynkowej. W odniesieniu do ubezpieczeń związanych z posiadaniem pojazdów luka ubezpieczeniowa wynosi aż 4,6 mld zł.
– Inicjując prace nad raportem, chcieliśmy zrozumieć paradoks, który od lat towarzyszy polskiemu rynkowi ubezpieczeniowemu: dlaczego, mimo że większość Polaków uważa ubezpieczenia za sensowne i potrzebne, tak wielu z nich pozostaje niedoubezpieczonych? – mówi Adam Uszpolewicz, prezes zarządu Polskiej Izby Ubezpieczeń. – Wyniki naszego badania pokazują, że jednym z największych wyzwań rynku ubezpieczeniowego pozostaje sposób postrzegania ryzyka przez Polaków. Respondenci konsekwentnie oceniają ryzyko osobistego doświadczenia nieprzyjemnych zdarzeń niżej niż ryzyko innych osób – zarówno w kontekście wypadków drogowych, jak i nagłych zdarzeń zdrowotnych czy problemów podczas podróży. Ten mechanizm psychologiczny nierealistycznego optymizmu osłabia motywację do zabezpieczania siebie i swoich bliskich, nawet wtedy, gdy świadomość zagrożeń jest wysoka – dodaje.
– Problem luki ubezpieczeniowej nie leży w kieszeni, tylko w głowie Polaków. Nie o zasobność portfela przede wszystkim chodzi, tylko o przekonania i postawy – ocenia dr. hab. Katarzyna Sekścińska, prof. UW, wyjaśniając co osłabia motywacje do zakupu ubezpieczeń. – Z jednej strony Polakom towarzyszy nierealistyczny optymizm, z drugiej – poziom świadomości i wiedzy ubezpieczeniowej jest ograniczony. Obraz ubezpieczeń kształtują w dużej mierze uproszczenia. 38 proc. Polaków wie tyle, ile przypadkiem usłyszy i nie weryfikuje wiedzy. 37 proc. postrzega temat ubezpieczeń jako nudny, 33 proc. jako trudny, a tym, co nudne i trudne, a do tego jeszcze nie jest pilne, nie chcą się oni zajmować. Co ważne, odbiorcy nie tyle cierpią na brak informacji, ile na ich nadmiar, złożoność oraz nieatrakcyjną formę przekazu – wskazuje ekspertka.
Raport liczy niemal 130 stron. Oto niektóre płynące z niego wnioski.
Czytaj więcej
– Reorganizacja Grupy PZU jest korzystna dla akcjonariuszy, bo pozwala uwolnić nadwyżki kapitałowe. Nie siedzimy z założonymi rękami w oczekiwaniu...
„Mnie się nie przydarzy”
Polacy konsekwentnie zaniżają własne ryzyko. Respondenci uważają, że są narażeni na ryzyko w mniejszym stopniu niż „przeciętny człowiek”. Zjawisko to wystąpiło we wszystkich badanych kategoriach zdarzeń, a jego efekt był najsilniejszy tam, gdzie wierzymy we własną kompetencję, ostrożność i kontrolę nad sytuacją. Przykładowo, ryzyko spowodowania wypadku drogowego respondenci oceniali u siebie na 12 proc., podczas gdy w przypadku innych osób już na 19 proc. Podobna różnica pojawia się przy nagłym zachorowaniu podczas wakacji (11 proc. vs 19 proc.) oraz wypadku w trakcie wyjazdu (12 proc. vs 19 proc.). Zdaniem autorów raportu wyniki te wskazują na występowanie klasycznego efektu nierealistycznego optymizmu – mechanizmu psychologicznego polegającego na przekonaniu, że negatywne zdarzenia częściej dotykają innych niż nas samych. Ich zdaniem to właśnie ten sposób myślenia w istotny sposób osłabia motywację do zakupu ubezpieczenia i przyczynia się do utrzymywania luki ubezpieczeniowej.
Ubezpieczamy majątek, nie ludzi
Ważną rolę w kształtowaniu postaw i decyzji wobec ubezpieczeń odgrywa rodzina. 43 proc. Polaków zapamiętało, że w ich domu rodzinnym ubezpieczano mieszkanie lub dom, a 33 proc., że samochód. Polisa na życie pojawia się we wspomnieniach 31 proc. badanych. Ubezpieczenia zdrowotne i turystyczne to wspomnienie zaledwie 15–16 proc. Polaków. Równocześnie aż 36 proc. w ogóle nie wyniosło doświadczeń ubezpieczeniowych z domu.
W ocenie autorów raportu wzorce korzystania z ubezpieczeń są dziedziczone poprzez doświadczenia wyniesione z domu rodzinnego. Z ich badania wynika, że jeśli rodzice ubezpieczali mieszkanie czy dom, to statystycznie istnieje znacznie większe prawdopodobieństwo, że również ich dzieci wykupią polisę mieszkaniową. I odwrotnie – dzieci rodziców niekupujących ubezpieczeń same zdecydowanie rzadziej z nich korzystają. Doświadczenia z domu rodzinnego przekładają się też na traktowanie ubezpieczeń bardziej jako ochrony majątku, a nie zabezpieczenia osobistego. Te schematy przenosimy w dorosłość.
Lokata, nie gaśnica
2/5 Polaków uważa, że w ramach odszkodowania nie otrzyma kwoty zapłaconej w składkach. 26 proc. traktuje rezygnację z polisy jako formę zaoszczędzenia pieniędzy, a 22 proc. twierdzi wprost, że ubezpieczenia się nie opłacają, bo szkody zdarzają się rzadko.
Zdaniem autorów raportu te wyniki pokazują, że znaczna część Polaków traktuje polisę jak lokatę i liczy na finansowy zysk, podczas gdy ubezpieczenia powinny być traktowane bardziej jak gaśnica, kupowana do samochodu na wypadek pożaru, w przypadku zakupu której nikt przecież nie liczy na to, że zostanie użyta i nie oczekuje zwrotu kosztów.
Liczą się stereotypy
Aż 53 proc. badanych uważa, że ubezpieczenia są częściej potrzebne osobom mniej zamożnym. Z kolei 20 proc. sądzi odwrotnie, że to produkt dla zamożnych, którzy mają najwięcej do stracenia. 27 proc. twierdzi, że polisy kupują „osoby ostrożne i bojaźliwe”, co nadaje decyzji o zakupie wymiar wartościujący, a nie racjonalny. Z kolei 22 proc. widzi ubezpieczenia jako produkt dla starszych, a 19 proc. uważa, że młodzi nie potrzebują żadnego ubezpieczenia.
– To właśnie te stereotypy ograniczają zakup ubezpieczeń, gdy ktoś nie czuje, że jest to produkt dla niego – oceniają eksperci PIU i UW.
Czytaj więcej
Rynek prywatnych ubezpieczeń zdrowotnych utrzymał w ub.r. wzrost. Rosną nasze wydatki na takie polisy, kupuje je coraz więcej osób.
Mała wiedza
Jednym z ciekawszych wniosków raportu jest rozbieżność między wiedzą deklarowaną a faktycznym poziomem wiedzy badanych. Choć większość respondentów (ok. 50 proc. w zależności od rodzaju ubezpieczenia) ocenia swoją wiedzę jako „umiarkowaną”, to wielu nie rozumie podstawowych mechanizmów. Tylko 42 proc. wskazuje zależność między sumą ubezpieczenia a składką, ledwie 38 proc. rozumie wpływ ryzyka na cenę i jedynie 41 proc. poprawnie identyfikuje, że ubezpieczenie nie zmniejsza ryzyka, a jedynie jego skutki finansowe.
Z badania wynika, że najpopularniejszym dobrowolnym ubezpieczeniem jest w Polsce AC pojazdu, którego posiadanie deklaruje 81 proc. badanych. Ubezpieczenie mieszkania ma 70 proc. respondentów, a 65 proc. Polaków twierdzi, że posiada polisę na życie, w połowie indywidualną (53 proc.), w połowie grupową w pracy (47 proc.).
Tyle deklaracje. W praktyce aż tak dobrze nie jest. Część wykupionych polis to efekt obowiązków lub warunków instytucjonalnych (np. kredytów, zatrudnienia), a nie świadomej decyzji. Dodatkowo część respondentów najpewniej myli obowiązkowe OC pojazdów z ich dobrowolnym AC. W rezultacie doprowadziło to do zawyżenia deklaracji dotyczących autocasco, którego posiadanie zadeklarowało 81 proc. badanych, podczas gdy posiadanie obowiązkowego OC pojazdów wskazało jedynie 47 proc. respondentów, co trudno uznać za odzwierciedlenie rzeczywistego poziomu ubezpieczenia kierowców.
Komentarze ekspertów
– Rezygnacja z ubezpieczeń jest konsekwencją kombinacji różnych czynników: niedoszacowania ryzyka, ograniczeń finansowych oraz barier poznawczych i psychologicznych, takich jak brak wiedzy, niska percepcja potrzeby czy unikanie konfrontacji z ryzykiem; do tego dochodzi również brak zaufania do ubezpieczycieli. W przypadku ubezpieczeń zdrowotnych i turystycznych dodatkowo istotny jest wpływ doświadczeń z systemu publicznego (NFZ, karta EKUZ) oraz subiektywne poczucie bezpieczeństwa podczas krótkich podróży czy w rutynowych sytuacjach – uważa Katarzyna Sekścińska.
Zdaniem Moniki Witkowskiej, zastępcy dyrektora ds. Rozwoju Ubezpieczeń Zdrowotnych i Pracowniczych w SALTUS Ubezpieczenia, ważnym wnioskiem, który płynie z raportu jest zaniżanie przez Polaków realnego ryzyka ubezpieczeniowego. – W jednym obszarze ten mechanizm wyraźnie słabnie, w zdrowiu. Tu ryzyka prawie nie zaniżamy, bo ono nie jest abstrakcyjne, ma postać kolejki, w której każdy z nas już kiedyś stał albo zna kogoś, kto miesiącami czekał na wizytę u lekarza. Dlatego po polisę zdrowotną sięgamy zawczasu, a nie dopiero wtedy, gdy coś się dzieje – mówi Monika Witkowska.
Wskazuje, że zgodnie z raportem 42 proc. kupujących robi to dla szybszego dostępu do lekarza, a 34 proc. z powodu doświadczeń z kolejkami. – Innymi słowy, ubezpieczenie zdrowotne stało się sposobem zarządzania zdrowiem przez cały rok – ocenia ekspertka SALTUS-a. – Raport pokazuje też, że dla 37 proc. ubezpieczonych liczy się poczucie bezpieczeństwa i kontrola nad procesem leczenia. To jasno wskazuje, że rozmowa o ubezpieczeniu zdrowotnym przesunęła się z samej dostępności świadczeń na doświadczenie pacjenta, wygodę, koordynację leczenia, profilaktykę – dodaje.
Krzysztof Michałek, menedżer ds. ubezpieczeń komunikacyjnych w Allianz Polska, zwraca uwagę, że raport potwierdza większą skłonność Polaków do ubezpieczania swojego majątku niż zdrowia i życia. – Charakterystyczne jest podejmowanie decyzji ubezpieczeniowych dopiero pod wpływem bodźca, którym mogą być powodzie, pożary, katastrofy naturalne, doniesienia medialne itd. lub konieczności, czyli chęci wzięcia kredytu, leasingu itp. – mówi Krzysztof Michałek.
Zauważa niewystarczający poziom wiedzy badanych, czego przykładem jest błędne rozróżnianie podstawowych ubezpieczeń, w tym komunikacyjnych (np. OC vs AC). – Skutkiem są często problemy przy zgłaszaniu szkód, gdy np. klienci, posiadając wyłącznie ubezpieczenie OC, chcą likwidować szkodę z AC – mówi ekspert z Allianz Polska. – Raport trafnie identyfikuje, że bariera nie leży w braku informacji, lecz w ich nadmiarze i złożoności, a wynika to również z języka branżowego oraz form przekazu, które często są skomplikowane ze względu na regulacje prawne. Tymczasem klienci preferują krótkie i przystępne, pisemne lub wizualne treści i ubezpieczyciele nie powinni ustawać w wysiłkach, żeby wyjaśniać, na czym polega ubezpieczenie i jakie daje korzyści – uważa Krzysztof Michałek.
Jego zdaniem raport dowodzi, że edukacja o ubezpieczeniach powinna być prostsza, bardziej kontekstowa i osadzona w realnych sytuacjach życiowych. – Dotyczy to również edukacji w szkołach. Trzeba kształtować świadomość, że ubezpieczenia to element odpowiedzialnego planowania, a nie wyjątek od codziennych decyzji finansowych – mówi Michałek.