Giełdowy rytm został podtrzymany. W ostatnim czasie sesje wzrostowe przeplatane są spadkowymi. W poniedziałek mieliśmy wzrosty, we wtorek spadki, , a więc wychodziłoby na to, że środa znów przyniesie wzrosty. I tak też się stało, chociaż nie od razu.

Początek dnia na warszawskiej giełdzie był bowiem dość niemrawy. Nasze indeksy nie mogły się zdecydować, czy iść w górę czy w dół. W efekcie przez pierwsze dwie godziny oglądaliśmy niewielkie wzrosty, przeplatane niewielkimi spadkami. Dopiero później byki odważniej ruszyły do ataku. WIG20 w połowie sesji zyskiwał już na wartości ponad 1 proc. i powrót powyżej poziomu 3600 pkt znów stał się jak najbardziej realny. Całkiem niezłe nastroje panowały też na innych europejskich parkietach, chociaż trzeba przyznać, że akurat Warszawa prezentowała się wyjątkowo mocno. Druga część dnia to oczywiście czekanie na ruch Wall Street. Tutaj jednak większych zaskoczeń nie było. Amerykańskie wskaźniki zaczęły notowania od niewielkich wzrostów, co akurat można zrozumieć. Rynek w środę czekał przede wszystkim na wyniki Nvidii, które miały być opublikowane po zamknięciu handlu w Nowym Jorku.

Czytaj więcej

Marek Rogalski, DM BOŚ: rynki mogą nie doszacowywać ryzyka geopolitycznego

Tym bardziej więc do środowych ruchów ciężko przywiązywać wagę. Na razie chciwość miesza się ze strachem. Ten momentami jest podsycany przez sytuację na Bliskim Wschodzie czy też przez rosnące rentowności obligacji. Na dzisiaj ciężko powiedzieć co z tego wyniknie. Chęć do podejmowania rynkowego ryzyka wydaje się być nawet spora, co akurat jest dobrym prognostykiem.