Na koniec stycznia nastroje na rynkach całkowicie się zmieniły, ale ogółem był to bardzo udany miesiąc dla inwestorów tak na świecie, jak i w Polsce. Z perspektywy globalnej warto jeszcze zwrócić uwagę na bardzo dobre zachowanie rynków wschodzących i towarzyszące mu osłabienie dolara. Na GPW – zgodnie z prognozami – mocniejsze były średnie i małe spółki, natomiast zyskiwał oczywiście cały rynek, co owocowało rekordami hossy głównych indeksów, nieraz uplasowanymi nawet wyżej od optymistycznych prognoz na cały 2026 r.
Czytaj więcej
W krótkim terminie podaż na GPW przejmuje inicjatywę, aczkolwiek zapędy sprzedających ograniczane...
Spadająca gwiazda
Rewelacyjny był zwłaszcza pierwszy tydzień stycznia, ale trzy kolejne również przyniosły zwyżki WIG-u oraz WIG20. Oba wspomniane indeksy mają zresztą za sobą osiem z rzędu wzrostowych tygodni, które oczywiście wyniosły je na historyczne rekordy. W pierwszych tygodniach nowego roku do dobrego zachowania WIG-u przykładają się mocniej średnie i małe przedsiębiorstwa. Co więcej, mWIG40 z początkiem lutego przekraczał nawet 10-proc. stopę zwrotu od początku roku. Mniejsze firmy na tle głównych indeksów prezentują się także lepiej na rynkach bazowych, takich jak Niemcy czy Stany Zjednoczone. Warto odnotować jednak, że ogółem rynki wschodzące, zwłaszcza Polska, na tle wspomnianych giełd krajów rozwiniętych, wypadają po pierwszym miesiącu 2026 r. o wiele lepiej.
Nic więc dziwnego, że tak w styczniu, jak i w lutym analitycy biorący udział w naszym cyklu publikacji portfela polskich spółek stawiają głównie na rynkową drugą i trzecią linię. W lutym pojawia się m.in. broker XTB, które już pochwaliło się lepszymi od prognoz wynikami z ostatnich kwartałów zeszłego roku. Jest także Quercus TFI, który po wzbiciu się na rekord wyceny od trzech miesięcy pozostaje w konsolidacji. Mamy także firmy z sektora IT, takie jak Asseco SEE, AB (ponownie) czy rewelację początku roku Creepy Jar. Świece, które wyrysowały się na wykresach krajowych indeksów w ostatnich dniach mocno straszą i pozostawiają również sporo niedomówień. Sesja z ostatniego czwartku dla GPW przyniosła kolejne rekordy, niestety tylko intraday, bo po doniosłym starcie popyt wycofał się przed linię frontu. Na dziennych wykresach WIG i WIG20 wyrysowały się świece spadających gwiazd, potwierdzone następnie w piątek. Przynajmniej w krótkim terminie mamy zatem widoczną przewagę podaży. Poniedziałkowa sesja rozpoczęła się od mocnego zjazdu, który doprowadził główne indeksy głęboko poniżej linii wsparcia będącej górnym ograniczeniem ruchu bocznego z I połowy stycznia. Retest, choć ciężki, niósł jednak pocieszenie – popyt wyraźnie zareagował we wspomnianej strefie (3250–3300 pkt w przypadku WIG20). Z szerszej perspektywy mamy oczywiście wciąż do czynienia z trendem wzrostowym i, by go zanegować, podaż musi się jeszcze sporo napocić. Dla WIG20 pierwszym ostrzeżeniem będzie zejście poniżej 3220 pkt, czyli dolnego ograniczenia wspomnianego, dwutygodniowego ruchu bocznego z początku roku. Patrząc w głąb indeksu łatwo zauważymy, że inwestorzy nadal mocno cenią sobie głównych autorów kilkuletniej już hossy na GPW, czyli banków. Po ostatnich trudnościach to ta grupa spółek przyjęła na siebie ciężar wzrostów.