W poniedziałek rano korekta na złocie sięgnęła ponad 20 proc. od historycznego szczytu w środę 28 stycznia. Co się wydarzyło na rynku metali szlachetnych?
Jeżeli spojrzelibyśmy na to, co się działo do tej pory na rynku metali szlachetnych, to mieliśmy istne szaleństwo. Właściwie w ciągu ostatnich tygodni już praktycznie niemal dzień za dniem mieliśmy nowe rekordy. Co chwilę słyszeliśmy o nowym rekordzie na złocie, a już tym bardziej na srebrze. Wiadomo było, że przy tak dużym przyspieszeniu tego wzrostu, korekta jest kwestią tego, kiedy i co ją wyzwoli, a nie – czy nastąpi. A wyzwoliły ją informacje, że Donald Trump powołuje Kevina Warsha na nowego prezesa Fedu, bo kadencja Jerome Powella kończy się w maju. To jest ciekawe o tyle, że do tej pory wszelkie relacje Donalda Trumpa z Powellem były dosyć szorstkie. Trump, ewidentnie naciskał Powella, żeby obniżał stopy, żeby ta polityka monetarna była luźniejsza.
Natomiast Jerome Powell, widząc tę niepewność wokół wojen celnych, wobec prognoz inflacji, nie był skory do obniżania stóp, więc te relacje były bardzo napięte. Trump próbował wielokrotnie szukać furtek, żeby go odwołać przed końcem kadencji i sam wypowiadał się, że on osobiście widziałby te stopy procentowe dwa-trzy punkty niżej. Można było na tej podstawie zakładać, że nowa osoba nominowana na fotel szefa Fed będzie miała raczej gołębie podejście do polityki monetarnej. Tymczasem Kevin Warsh jest ewidentnie jastrzębiem, przywołano szybko jego wypowiedzi, że widziałby sumę bilansową Fedu zdecydowanie niżej, a więc nie jest on jakimś zwolennikiem skupowania aktywów przez Rezerwę Federalną. To wywołało wśród uczestników rynku dosyć mocną konsternację, a już zwłaszcza w przypadku metali szlachetnych, które były po dużym rajdzie. To było zaczątkiem, by impuls do realizacji zysków stał się tym większy. Kolejna sprawa to jeszcze sama struktura handlu na rynku kontraktów terminowych na nowojorskim Comeksie, gdzie już w grudniu trzykrotnie podwyższano depozyty zabezpieczające.
W wyniku tych decyzji o realizacji zysków, złoto mamy dzisiaj prawie 1000 dolarów tańsze za uncję niż było jeszcze kilka dni temu. I teraz pytanie, które bardzo lubię, na które za każdym razem jest inna odpowiedź: – co dalej? Czyli – czy to koniec korekty, czy będą dalsze spadki?
Skala i dynamika tego cofnięcia od szczytu jest na tyle duża, że prawdopodobnie zarówno jak wcześniej mieliśmy to przesilenie w górę i na skutek nominacji Warsha została zainicjowana korekta, tak samo teraz ten spadek był mocny i zresztą widzimy też chociażby po skali porannego odbicia od dołków intraday, gdzie jest już kilkanaście procent do góry jest od od minimów. To może sugerować, że mamy również przesilenie w drugą stronę. Warto jeszcze tutaj dodać, że w weekend pojawiła się informacja, że JP Morgan na rynku srebra zamykał swoje krótkie pozycje. Zamknięcie tych pozycji przez JP Morgana również może również może sugerować, że że gdzieś tam ten spadek już ma prawo się powoli wyczerpywać.
Analitycy wskazują na gwałtowność tych spadków. Złoto zaliczyło największy jednodniowy spadek od 1983 roku, o 10 proc., natomiast srebro – rekordowe 27 proc.
Oczywiście nikt nie jest w stanie wskazać, czy dołek jest za nami. Natomiast ta dynamika dzisiejszego porannego odbicia i piątkowego, już na samym srebrze, może sugerować, że prawdopodobnie ten dołek już jest blisko. Natomiast jeżeli mielibyśmy spojrzeć na to, co przed nami, to najprawdopodobniej po tak mocnym cofnięciu, ten powrót do szczytów potrwa teraz nieco dłużej. Innymi słowy inwestorzy, zwłaszcza ci najbardziej hurraoptymistyczni, którzy wskakiwali na ten rynek metali szlachetnych w ostatnim czasie, dostali lekcję pokory i w tym momencie rynek powinien znaleźć w obszarze tej zmienności z ostatnich dni jakiś punkt równowagi. W zasadzie bardzo zdrowym objawem byłoby, żeby ta zmienność już wygasła, rynek się uspokoił i mógł nawet wejść jakiś kilkumiesięczny trend boczny. Czyli w przypadku na przykład złota mogłoby to być gdzieś między 4,5 a ponad 5 tys. dolarów, a w przypadku srebra między 80 a 100 dolarów za uncję.