Zacznijmy od obligacji oszczędnościowych, które nie są jednak notowane. W ustawie budżetowej resort finansów założył sprzedaż na poziomie 73,9 mld zł i 37,2 mld zł nowego zadłużenia w tej kategorii, co miesięcznie daje odpowiednio 6,15 mld zł i 3,1 mld zł. W październiku (ostatnie pełne dane) sprzedaż wyniosła 5,9 mld zł, a zadłużenie wzrosło o 3 mld zł – wygląda to niemal jak popis predykcyjnych umiejętności resortu. Ale już w listopadzie sprzedaż spadła do 4,5 mld zł, a kupujący przenieśli uwagę na papiery roczne i dwuletnie. Znacznie spadło zainteresowanie papierami indeksowanymi inflacją i trzylatkami o stałym oprocentowaniu, co może być efektem decyzji o radykalnym podniesieniu opłat za przedterminowe umorzenia obligacji o dłuższym terminie zapadalności (od września br.). Albo inwestorzy potrzebują więcej czasu, żeby oswoić się z nowymi warunkami, albo przyparte do ściany Ministerstwo Finansów złagodzi wprowadzone zmiany lub znajdzie inny sposób, żeby podnieść atrakcyjność oferowanych papierów. Obligacje indeksowane inflacją pozostaną postrzegane jako mało atrakcyjne (skoro w 2026 r. inflacja ma być wyraźnie niższa niż w 2025 r.), motorem sprzedaży mogą być więc papiery o stałym oprocentowaniu (obecnie 5,95 proc.).