Parę lat temu „The Economist" podał, że grający w golfa szefowie dużych firm zarabiają 17 procent więcej niż ich koledzy na podobnych stanowiskach, którzy nie zajmują się wbijaniem piłek do dołków w stosownych okolicznościach przyrody. Badanie wykazało także, że choć golfiści są opłacani lepiej, to ich spółki wcale nie dają akcjonariuszom większych zysków. Wytłumaczenie inne niż statystyczny przypadek było takie, że grający w golfa dyrektorzy zapewne zapraszają na rundkę członków rad ustalających wynagrodzenia w firmach. O golfie krąży wiele mitów, zwłaszcza gdy łączyć je z obrazem sportowców-milionerów, takich jak Tiger Woods lub Rory McIlroy, albo prezydentów USA odbijających piłeczkę na trawniku za Białym Domem (co zresztą czynili i czynią).