LeSabre (kolejny amerykański model, będący swego rodzaju hołdem dla Francji) znaczy w języku Moliera „miecz". Ta imponująca, 5,5-metrowa limuzyna rzeczywiście cięła ostro konkurentów, ciesząc się dużym uznaniem kierowców. LeSabre ma długą historię, blisko półwieczną. Produkowany był od 1959 do 2005 r. przez koncern General Motors, doczekał się ośmiu generacji. Nas interesują oczywiście te najstarsze wersje.

Nazwa LeSabre pojawiła się u Buicka już w 1951 r., przy prezentacji samochodu pokazowego na targach Motorama. Przypomniano sobie o niej po kilku latach i ochrzczono w ten sposób model znany wcześniej dość zwyczajnie, jako Buick Specjal. Podziałało. LeSabre był najlepiej sprzedającym się samochodem luksusowym Buicka. Oferta była dość szeroka, przez cały czas produkcji wóz dostępny był w sześciu wersjach nadwoziowych, jako: 2-drzwiowy kabriolet, 2- i 4-drzwiowy sedan, 2- i 4 drzwiowy tzw. hardtop, z efektowną boczną linią i drzwiami bez ramek oraz 4-drzwiowe kombi (tego ostatniego brakowało tylko w modelach z lat 1965–1969). W 1977 r. zgodnie z ówczesnym trendem pomniejszono wymiary modelu, tak jak wszystkich luksusowych samochodów od GM.

Jak napisałem, LeSabre był szalenie popularny, mimo że często wyprzedzał modę. W 1960 r. został doceniony w wielu kategoriach i uznany za model wyznaczający trendy na następną dekadę. Doceniono zaawansowane rozwiązania techniczne. Silnik uznany został za jedną z najlepszych jednostek napędowych w historii, a niepowtarzalna stylistyka karoserii do dziś nie ma sobie równych. Cóż, szefowie marki musieli mieć dobrego nosa. Jak inaczej wyjaśnić fakt, że Buick jest najstarszym z wciąż działających amerykańskich producentów samochodów i zarazem jednym z najstarszych na świecie? Istnieje od 1899 r.

Poszukiwania tego modelu w Polsce przynoszą kilka niespodzianek, oczywiście dla posiadaczy pękatych portfeli. Jednym z nich jest model z 1960 r., wyposażony w silnik V8 o pojemności 6 litrów i mocy 236 KM, automatyczną przekładnię, wspomaganie kierownicy. Ten staruszek pod względem komfortu podróżowania bije na głowę wiele współczesnych aut. Do tego to czerwone wnętrze, w którym można się zgubić, i wielka, panoramiczna tylna szyba – robi wrażenie! Cena to 120 000 zł.

O ponad połowę tańszy (50 000 zł) jest egzemplarz z 1963 r., z mocniejszym, 265-konnym motorem o pojemności 6600 cm3.

– To prawdziwy full size w kolorze jasnokremowym (prawie białym) z błękitnymi wstawkami. Silnik pozwala całkiem żwawo poruszać się tym 52-letnim klasykiem. Prędkość przelotowa 90–100 km/h to żaden problem, skrzynia to przeciwpancerna, dwubiegowa Dynaflow, odbudowana podobnie jak silnik przez poprzedniego właściciela. Tylny most cichy i suchy. Silnik dostał trochę chromu, tj. wspomaganie hamulców, pokrywka od pompy hamulcowej, pokrywy zaworów i nowy filtr edelbrocka. Teraz jest, jak lubię – ocenia właściciel, Marcin Szarmach.

Te samochody pobudzają wyobraźnię, cieszą oko i pozwalają „pływać" po ulicach, a ponadto potrafią na siebie zarobić.