Złośliwi mówią, że Hillary Clinton na ostatnim przesłuchaniu przez FBI musiała odpowiedzieć na więcej pytań niż w trakcie wszystkich konferencji prasowych w tej kampanii wyborczej. Przesłuchanie to dotyczyło poważnego złamania przez nią przepisów bezpieczeństwa – trzymania e-maili, które otrzymywała, gdy była sekretarzem stanu, w tym wielu wiadomości z klauzulą „tajne", na słabo zabezpieczonym prywatnym serwerze. Choć teoretycznie mogło kosztować to ją więzienie, to FBI uznało to tylko za niedopatrzenie. Zanim agenci federalni przesłuchali byłą pierwszą damę, jej mąż Bill odbył poufne spotkanie z prokurator generalną Lorettą Lynch. Departament Sprawiedliwości wniósł zaś do sądu wniosek o to, by mógł opóźnić o 27 miesięcy ujawnienie e-maili, jakie Hillary Clinton wymieniała z ludźmi związanymi z Fundacją Clintona. Być może wniosek ten jest bezprzedmiotowy – od dawna chodzą pogłoski, że w posiadaniu tych e-maili są rosyjscy hakerzy. Jeśli Hillary zostanie prezydentem, wiedza w nich zawarta może zostać wykorzystana do szantażu.