Reklama

Grubas stoi na bidach, czyli rzecz o finansowym żargonie

Rynkanie to plemię bytujące głównie w okolicach ulicy Książecej w Warszawie. Posługuje się unikalnym narzeczem. Czy warto uczyć ich polskiego?
W świecie biznesu używanie określonych słów, formuł, konstrukcji zdaniowych i skrótowców, służy też

W świecie biznesu używanie określonych słów, formuł, konstrukcji zdaniowych i skrótowców, służy też podkreślaniu przynależności mówcy do grupy oraz zademonstrowaniu profesjonalizmu i kompetencji.

Foto: Bloomberg

Tenor to nie wysoki głos męski ani osoba nim śpiewająca, jard to nie anglosaska jednostka długości. Kabel to nie to samo co przewód elektryczny, a matura nie jest tożsama z egzaminem kończącym szkołę średnią. W każdym razie nie w języku finansistów. Ta grupa zawodowa posługuje się własnym żargonem. Nie brak w nim słów, które są szerzej nieznane, a wiele z tych powszechnie używanych ma osobliwe znaczenie. To niezrozumiałe narzecze ludzi rynku postronnych słuchaczy może śmieszyć, a językowych purystów irytować. Ale próbować nauczyć finansistów polskiego to strata czasu. Albo sikanie pod wiatr, jak w ich narzeczu określa się zachowanie wbrew trendowi.

Pozostało jeszcze 92% artykułu

Teraz kwartalna e‑prenumerata z rabatem 34%!

Obserwuj świat finansów i bądź gotowy na codzienne decyzje biznesowe.

Subskrybuj i zyskaj dostęp do aktualnych i sprawdzonych informacji, wnikliwych analiz, komentarzy ekspertów, prognoz i zestawień publikowanych wyłącznie w "Parkiecie".

Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama