Odkąd w 2012 r. rozpoczął się w naszym kraju ostatni cykl obniżek stóp procentowych, banki musiały odnaleźć się w zupełnie nowej rzeczywistości. Obniżka i utrzymywanie od marca 2015 r. stopy referencyjnej na historycznie najniższym w Polsce poziomie było jak wkroczenie na zupełnie nowe terytorium. Dla banków było to wyzwanie, ale dla klientów duża ulga, bo mogli zadłużać się taniej i na większe kwoty. Okazuje się, że mimo stabilnych od trzech lat stóp oficjalnych i rynkowych łączne oprocentowanie kredytów w Polsce jeszcze spadło i jest obecnie najniższe w historii.

Konkurencja i mniejsze ryzyko

Jak wynika z najnowszych danych Narodowego Banku Polskiego, średnie oprocentowanie wszystkich nowych kredytów udzielonych przez banki w Polsce w grudniu 2017 r. wyniosło 4,64 proc. (udzielonych gospodarstwom domowym i przedsiębiorstwom). Tak tanio nie zadłużaliśmy się nigdy. Jeszcze w grudniu 2014 r. to oprocentowanie wynosiło 5,33 proc., w 2013 r. było to 6,25 proc., a w grudniu 2012 r. aż (z dzisiejszego punktu widzenia) 7,78 proc. Stopy są stabilne, więc za spadek oprocentowania w ostatnich trzech latach odpowiada nieco mniejsza marża.

Sytuacja jest zróżnicowana w zależności od rodzajów zobowiązania. Średnie oprocentowanie nowych kredytów konsumpcyjnych było w grudniu również najniższe w historii (7,22 proc.), o czym także zadecydował spadek marży. W ciągu roku oprocentowanie tych kredytów spadło o 0,3 pkt proc., czyli całkiem sporo. Co ciekawe, obniżenie oprocentowania nie odbiło się klientom czkawką w postaci wzrostu kosztów pozaodsetkowych, takich jak prowizje czy inne koszty. – Kredyty rzeczywiście staniały, co potwierdza spadek średniej rzeczywistej rocznej stopy procentowej z 14,76 proc. do najniższego poziomu w historii – 13,41 proc. Kredyty świąteczne były więc w ubiegłym roku rekordowo tanie – zaznacza Jarosław Sadowski, główny analityk Expander Advisors.

W grudniu zmalało też średnie oprocentowanie nowych kredytów dla przedsiębiorców indywidualnych, przez rok o 0,2 pkt proc., do 5,17 proc. (to najmniej w historii). Do spadku oprocentowania w ostatnim miesiącu roku przyczyniły się promocje, którymi banki chcą przyciągnąć klientów. To sezonowy czynnik, ale obniżenie marż widać w dłuższym terminie. Jakie są tego przyczyny?

– Myślę, że poprawiła się jakość kredytów, także ta przewidywana dzięki lepszej sytuacji pracowników, więc można było nieco zejść z marżą – wymienia jeden z powodów Marcin Materna, dyrektor działu analiz w Millennium DM. Lepsza sytuacja makroekonomiczna, mniejsza stopa bezrobocia, wzrost realnych wynagrodzeń i dochodów rozporządzalnych – to poprawia zdolność kredytową klientów i powinno przełożyć się na mniejszy odsetek niespłacanych kredytów. Mniejsze ryzyko oznacza, że bank nie musi pokrywać go większą marżą. Prawdopodobnie ten powód jest szczególnie mocny w kredytach dla przedsiębiorców indywidualnych.

Materna dodaje, że inna przyczyna lekkiego spadku marż kredytowych to całkiem spora konkurencja. – Banki chwalą się, jak to im rośnie portfel konsumpcyjny, widać w dalszym ciągu, że jest to najbardziej opłacalny produkt, zwłaszcza w okresie dobrej koniunktury – zwraca uwagę. Faktycznie, saldo kredytów konsumpcyjnych urosło w 2017 r. o około 8 proc., lepiej poradziły sobie tylko hipoteki złotowe, których wartość zwiększyła się o 11 proc.

Także Michał Sobolewski, analityk DM BOŚ, wskazuje, że spadek marż niektórych rodzajów kredytów może być efektem silnej konkurencji na rynku. – Nie tylko ze strony banków, ale także firm pożyczkowych. Banki chcą zwiększać wolumeny, czasami nawet kosztem ceny, a na to pozwala kierowanie oferty do klientów o wyższym scoringu kredytowym. Na czynnik konkurencji wskazuje także fakt, że nie rośnie rzeczywista stopa procentowa, uwzględniająca koszty pozaodsetkowe – dodaje.

Zaznacza, że konkurencja szczególnie wysoka jest w consumer finance. To obszar rynku, w którym wiele banków chce być, bo to dobry sposób na zwiększenie marż i rentowności kapitału (szczególnie po wprowadzeniu podatku bankowego oraz w obliczu rosnących wymogów kapitałowych). – Szereg banków wskazywało ostatnio, że ich strategie są mocno skoncentrowane na tym segmencie, np. ING BSK, którego zarząd zaznaczał, że bank nie ma odpowiednio dużych udziałów w tym rynku, czy mBank, który informował, że jego marża odsetkowa urosła dzięki zwiększeniu udziału consumer finance w portfelu. Także zarząd Millennium wskazywał, że mimo całkiem dobrej sprzedaży chce mieć ją o 20 proc. większą – przypomina Sobolewski. O kredytach konsumpcyjnych nie zapominają też PKO BP, Pekao, BZ WBK i Alior.

Nie wszystkie kredyty tanieją

Jednak nowo udzielane kredyty mieszkaniowe w grudniu 2017 r. wcale nie były tańsze niż rok wcześniej – oprocentowanie okazało się identyczne i wyniosło 4,62 proc. Ta kategoria kredytów niewielką podwyżkę marż ma już za sobą – pod koniec 2015 r. i z początkiem 2016 r., czyli kiedy wchodził w życie podatek od aktywów instytucji finansowych, bankom udało się lekko zwiększyć marże (średnio oprocentowanie wynosi obecnie ok. 2,9 proc.).

Podwyżki nastąpiły, choć również w ograniczonym stopniu, w kredytach udzielanych firmom na kwoty większe niż 4 mln zł. Ich średnie oprocentowanie w grudniu 2017 r. wyniosło 3,83 proc., czyli o 0,15 pkt proc. więcej niż rok wcześniej. Ceny nowych kredytów ogółem dla firm wzrosły przez rok tylko w niewielkim stopniu, bo o 0,1 pkt proc., do 3,66 proc.

To właśnie hipoteki i kredyty dla największych i najlepszych firm, dobrze zabezpieczone i cechujące się niskim ryzykiem, a więc najmniej rentowne (marże sięgają tu średnio 1,9–2 proc., ale bywają też wyraźnie niższe) zostały najbardziej dotknięte przez podatek od aktywów (netto obniżający bankom rentowność kredytu o ok. 0,55 proc.).

Co dalej? Dużo zależeć będzie od popytu na kredyt oraz apetytów banków, aby zwiększać sprzedaż. Wraz z dobrą koniunkturą gospodarczą i ożywieniem inwestycji prywatnych popyt powinien być dobry. – Z kolei banki pod względem płynności i kapitału są gotowe do zwiększenia akcji kredytowej, ale raczej nie obyłoby się to bez zwiększania kosztów ryzyka. Pewne poluzowanie w tym zakresie widać już teraz, czego przykładem jest Millennium, który ze sprzedażą kredytów konsumpcyjnych planuje wyjść do klientów zewnętrznych, co jednak może wiązać się ze wzrostem kosztów ryzyka – mówi Sobolewski.

Jak zatem mogą kształtować się marże kredytów w kolejnych miesiącach? Czy oczekiwany wzrost popytu na kredyt spowoduje, że banki będą korzystały z lepszego dla nich rynku i będą mogły podnosić marże? Sytuacja jest zróżnicowana w zależności od rodzaju kredytu.

– W przypadku kredytów dla przedsiębiorstw wzrost marż jest raczej pewny, w przypadku hipotek możliwy, ale raczej ograniczony. Natomiast w kredytach konsumpcyjnych banki walczą ze sobą ewidentnie ceną, więc wzrostu marż się nie spodziewam – prognozuje Materna.

Podwyżki zbliżają się wielkimi krokami

Kluczowe dla cen kredytów będą działania Rady Polityki Pieniężnej. Banki już od ponad roku z niecierpliwością wypatrują podwyżek stóp (kredytobiorcy wręcz przeciwnie), ale RPP wstrzymuje się z podwyżkami. Wielokrotnie przesuwano oczekiwany ich termin, a najnowsze prognozy (bazujące na wypowiedziach przewodniczącego RPP Adama Glapińskiego) zakładają, że podwyżek, i to niewielkich, rzędu 0,25–0,50 pkt proc., można się spodziewać w przyszłym roku – możliwe nawet, że dopiero w drugiej jego części. Dlatego klienci banków, ci zadłużeni, mogą jeszcze nacieszyć się tanim kredytem, a ci mający oszczędności będą narzekać na niskie oprocentowanie lokat.

maciej.rudke@parkiet.com

Mniejszy koszt finansowania dał wzrost marż, ale trendy mogą się odwrócić

O ile pod względem marż kredytowych bankom nie wiodło się ostatnio wyjątkowo dobrze (nie udawało im się podnosić cen), o tyle pod względem marż depozytowych miały się całkiem nieźle i mimo stabilnych stóp procentowych zwiększały marżę odsetkową netto. Poprawa tego wskaźnika to zasługa tego, że banki mają sporą płynność (wskaźnik kredytów netto do depozytów w całym sektorze to 93 proc.), więc nie musiały zabiegać ceną o środki klientów. Nadpłynność banków to efekt tego, że w ostatnich latach tempo przyrostu depozytów było wyraźnie wyższe niż kredytów – w 2016 r. nawet dwukrotnie, co pozwalało bankom ciąć oprocentowanie depozytów terminowych. Pomagał im także fakt, że zmieniała się struktura – rósł udział tych bieżących, czyli prawie darmowych, kosztem terminowych (obecnie udział bieżących jest rekordowo wysoki i sięga 60 proc.). Jednak w 2017 r. tempo przyrostu depozytów bankowych znacznie zmalało – urosły łącznie o około 4 proc., ale kredytów przybyło wciąż wolniej, bo o niecałe 3 proc. Jednak trzeba pamiętać, że do słabego wzrostu kredytów istotnie przyczyniło się umocnienie złotego, zmniejszające wartość kredytów walutowych (a tych jest całkiem sporo – stanowią obecnie 23 proc. portfela kredytów brutto udzielonych sektorowi niefinansowemu). Jeśli zgodnie z oczekiwaniami popyt na kredyty przyśpieszy, niektóre banki będą musiały pozyskać za jakiś czas więcej finansowania, szczególnie tego bardziej stabilnego niż osad na rachunku, co może skutkować wzrostem oprocentowania lokat (zakładając, że stopy procentowe RPP będą stabilne). O popycie na kredyt zdecyduje obserwowane już powolne odbicie inwestycji prywatnych oraz kontynuacja wzrostu publicznych. Dwie największe kategorie kredytów w sektorze, wpływające na łączny popyt na finansowanie, to kredyty dla firm (37 proc. portfela) i hipoteki złotowe (26 proc.).