Wyjaśniła się sytuacja z przetargiem na odcinek linii kolejowej Rail Baltica, konsorcjum Mirbudu i Torpolu ostatecznie prawomocnie zostało wykluczone z gry. Jak teraz ma wyglądać ekspansja na rynku kolejowym – sygnalizowaliście, że możliwe są przejęcia i są dwie opcje na stole.

Na pewno jest nam przykro z powodu Rail Baltiki, bo liczyliśmy jednak na zwycięstwo, ale to już przeszłość. Dalej idziemy drogą, którą obraliśmy na początku, czyli z jednej strony organicznie się rozwijamy biorąc udział w kolejnych przetargach. Niedawno konsorcjum z udziałem naszej spółki zależnej podpisało pierwszą istotną umowę, będziemy startować w kolejnych postępowaniach PKP PLK i liczymy tam na sukces. Nie są to oczywiście wielomiliardowe kwoty, ale to przetargi po kilkaset milionów złotych. Realizujemy nasz plan, może trochę wolniej, ale z obranej drogi nie zeszliśmy – udział w rynku kolejowym jest priorytetem firmy.

Reklama
Reklama

Jeśli chodzi o przejęcia, temat jak najbardziej aktualny. Sprzedaliśmy akcje Torpolu, żeby móc elastyczniej działać na tym polu, nie tylko w branży kolejowej, ale także w branży energetycznej i prefabrykacji. Jednak dopóki nic nie jest podpisane i sfinalizowane, trudno mi mówić o konkretach. Na pewno w najbliższych miesiącach powinniśmy jakiś sukces osiągnąć, szczególnie w branży energetycznej i kolejowej, gdyż te rozmowy dalej trwają.

Mówimy o jeszcze tym roku?

O przełomie tego i następnego roku. Pamiętajmy, że część interesujących nas spółek jest państwowych, w związku z tym proces jest spowolniony. Jest po naszej stronie pewna determinacja, ale rozumiemy też drugą stronę. Pracujemy i myślę, że najdalej do końca I kwartału będą wyniki tej pracy.

Co z Torpolem? Mieliście 10 proc. akcji, sprzedaliście z dużą przebitką. Wcześniej nie ukrywaliście, że ta spółka, której 38 proc. akcji ma Skarb Państwa, was interesowała, ale była za droga.

Nasze zdanie się nie zmieniło. Wycena Torpolu jest przeszacowana. Wciąż jesteśmy zainteresowani tą firmą, liczymy na spadek kursu. Sytuacja zmienia się dynamicznie, tu też trudno coś konkretnego odpowiedzieć. Tak, to jeden z podmiotów, który wciąż jest w gestii naszego zainteresowania, pomimo tego, że sprzedaliśmy akcje.

Czy przejęcia będą finansowane z emisji akcji?

Nie, nie rozpatrujemy takiego scenariusza. Nie ma takiej możliwości, póki jestem prezesem. Środki własne i ewentualnie finansowanie dłużne na poziomie 40-50 proc.

Kwota pozyskana ze sprzedaży akcji Torpolu jest oczywiście istotna, ale to tylko część nakładów, jakie zamierzamy ponieść. Sytuacja spółki jest dobra, dodatkowo jesteśmy w trakcie rozwiązywania spraw roszczeń wobec zamawiających, dotyczących kosztów kontraktów zakończonych w zeszłym roku. W tym roku te pieniądze powoli, ale spływają, czyli płynność w spółce się poprawia i tworzy się pewna nadwyżka. Stąd nasza większa odwaga, jeśli chodzi o akwizycje.

We wrześniowej rekomendacji analityk napisał, że czynnikiem ryzyka są potencjalne turbulencje związane ze startowaniem w przetargach publicznych z powodu procedury samooczyszczenia koniecznej po przetargu na Rail Baltikę. Czy self-cleaning jest w trakcie, czy już za wami? Jak pan ocenia ryzyko – konkurencja jest ostra i przeciwnicy będą grać tą kartą na pewno.

Myślę, że właśnie zakończenie procesu dotyczącego Rail Baltiki ucina dyskusje – zostaliśmy uznani winnymi czynu zaniechania zgłoszenia otrzymania symbolicznej kary środowiskowej w JEDZ-u (jednolity europejski dokument zamówienia – red.) – już nie oceniając, czy zasadnie, czy niezasadnie. Od tamtej pory dokonujemy samooczyszczenia. Nie dokonaliśmy żadnego przestępstwa. Uważam, że nie będzie to miało żadnego wpływu na dalsze postępowania, bo o wyroku informujemy. Jeżeli Budimex poradził sobie z samooczyszczeniem w związku z dużo większym problemem, dotyczącym zmowy cenowej, to nasz self-cleaning nie będzie stanowić problemu.

Jak wygląda w praktyce wcielanie w życie hasła local content? Czy to realne podejście zamawiających, czy krążymy dalej w sferze idei?

Niestety, pomimo obietnic i zapewnień, czy to ministra aktywów państwowych, czy pana premiera, wdrażanie tego procesu oceniłbym na 50 proc. Na pewno coś zadziało się w spółkach Skarbu Państwa. Mówimy głównie o dostępności postępowań przetargowych dla polskich podmiotów. W CPK, przy Porcie Polska, jak najbardziej widać, że ten proces zaczął być wdrażany. Ale niestety nie wszędzie się to dzieje. Na przykład w ramach dużych programów związanych z obronnością. Grupa PGZ, która ma wiele spółek, gdzie przeznacza się duże pieniądze na inwestycje – tam jest, powiedziałbym, ściana. Warunki przetargowe są zaporowe, jakby w ogóle niedopasowane do możliwości polskich firm i kreowane wyłącznie na potrzeby firm zagranicznych. Tu nie trzeba żadnej ustawy, nie chcemy żadnego preferencyjnego traktowania. Trzeba tylko stosować w przetargach takie wymagania, by pozwolić startować firmom z polskim kapitałem. Jeżeli podlegająca pod Ministerstwo Aktywów Państwowych PGZ nie kieruje się tym, to mamy do czynienia ze sprzecznością i hipokryzją. Polskie firmy mogą być co najwyżej podwykonawcami. To jest to, co mnie najbardziej boli, często się na ten temat wypowiadam i nie rozumiem, dlaczego nie ma jasnego przekazu, że wszelkie postępowania przetargowe powinny umożliwić udział polskim podmiotom – nie chodzi tylko o Mirbud, problem zgłaszało wiele innych spółek i organizacje branżowe.

Zarzuty są poważne. Przykład?

W jednym z postępowań na budowę hal związanych z produkcją infrastruktury wyposażenia wojskowego warunkiem dopuszczenia jest udokumentowanie realizacji takich prac o wartości 600 mln zł brutto. W Polsce prawie takich inwestycji nie ma, żadna polska firma nie dysponuje takimi referencjami.