Za nami szczyt na najwyższym szczeblu pomiędzy prezydentem USA Donaldem Trumpem a prezydentem Chin Xi Jinpingiem, który przyniósł przedłużenie rozejmu handlowego, ale poza nim żadnego innego przełomu w kwestiach dotyczących technologii, metali ziem rzadkich, Tajwanu czy sytuacji na Bliskim Wschodzie. Dla rynku liczy się jednak sam fakt, że eskalacji nie ma, co przy obecnej napiętej sytuacji na świecie wydaje się być jedynym pozytywnym aspektem. To wystarczyło, aby dolar oddał część ostatnich wzrostów, a waluty rynków wschodzących, w tym złoty, złapały oddech.

Dolar mocny w ujęciu tygodniowym, ale traci impet

Mimo piątkowego odreagowania indeks dolara wciąż zmierza do zamknięcia tygodnia na plusie rzędu ok. 1%. Paliwem pozostają jastrzębia retoryka Fed i najwyższe rentowności 10 letnich obligacji od 2007 roku. Dochodowość dziesięcioletnich obligacji USA oscyluje wokół 5,2%, a na rynku pojawiają się już głosy, czy jest jeszcze przestrzeń do tego, aby zbliżyć się do poziomu 6%, który ostatnio notowany był na początku lat 2000. EURUSD wydaje się konsolidować nieco poniżej poziomu 1,1400, utrzymując strefę wsparcia wyrysowaną na przełomie czerwca i lipca. 

Osobnym wątkiem jest jen. Choć w ostatnim czasie dochodziło do interwencji, zarówno tych walutowych, jak i słownych, a dodatkowo BoJ podniósł stopy procentowe, to para USDJPY zaczęła ponownie zbliżać się do poziomu 160. Dzisiaj jednak obserwujemy nawet 0,5% umocnienie waluty po komentarzach minister finansów Satsuki Katayamy, która przyznała, że temat słabości jena pojawił się w rozmowie z prezydentem Trumpem i zapowiedziała dalszą koordynację ze stroną amerykańską. Rynek odczytał to jako sygnał, że ryzyko interwencji rośnie, co powinno ograniczać dalsze osłabianie jena. To ważny aspekt, bo pokazuje, że nawet w środowisku silnego dolara pojawiają się pierwsze polityczne hamulce dla jego aprecjacji.

Złoty dostaje chwilę wytchnienia

Polska waluta odczuła poprawę globalnego sentymentu, a dodatkowo zaczęły pojawiać się głosy na temat potencjalnej podwyżki, które wyrażał Ludwik Kotecki z Rady Polityki Pieniężnej. Choć musimy poczekać jeszcze na projekcje inflacji, to dalsze utrzymywanie się wysokich cen surowców energetycznych może skłonić Radę do podwyżki na koniec tego roku. Dzisiaj waluty silnie uzależnione od cen energii, czyli złoty, euro czy wspomniany wcześniej jen mogą korzystać na fali osłabienia surowców. Ropa Brent na kontrakcie listopadowym spada poniżej 106 USD za baryłkę, natomiast gaz europejski TTF spada poniżej 73 EUR za MWh. 

Czego oczekiwać w przyszłym tygodniu: koniec kwartału

Nadchodzący tydzień to koniec trzeciego kwartału, co samo w sobie jest istotnym czynnikiem technicznym. Domknięcie kwartału zwykle oznacza podwyższoną zmienność związaną z rebalansowaniem portfeli, zamykaniem pozycji i przepływami na fixingach, które potrafią chwilowo oderwać kursy od fundamentów. Po tak mocnym kwartale dolara część inwestorów może realizować zyski, co dawałoby złotemu dodatkowe wsparcie na starcie października. 

Fundamentalnie obraz pozostaje jednak taki sam. Z jednej strony wysokie rentowności w USA, jastrzębi Fed i ryzyko stagflacyjne, na które zwraca uwagę część analityków, będą ograniczać potencjał osłabienia dolara. Z drugiej strony, przedłużony rozejm handlowy i tańsza energia poprawiają globalny apetyt na ryzyko, co sprzyja złotemu. W tym układzie polska waluta pozostaje zakładnikiem dolara i globalnych rentowności, a nie własnych fundamentów, choć z pewnością kolejny planowany wysoki deficyt oraz brak jasnego kierunku w polityce monetarnej nie poprawiają sytuacji naszej waluty. Niemniej, dopóki nie dojdzie do mocnego spadku cen ropy oraz rentowności w USA, złoty może pozostać pod presją, a w najgorszym przypadku nie jest wykluczone, że przy dolarze zobaczymy 4 z przodu. 

Na godzinę 09:30 za dolara płacimy 3,8454 zł, za euro 4,3772 zł, za funta 5,0841 zł, za franka 4,6356 zł. 

Michał Stajniak, CFA

Szef Działu Analiz XTB

michal.stajniak@xtb.pl