Skala kapitału płynącego do sektora technologicznego jest gigantyczna. Banki inwestycyjne czerpią na razie rekordowe zyski z prowizji, obsługując spektakularne transakcje. Goldman Sachs odegrał kluczową rolę przy historycznym debiucie SpaceX o wartości 86 miliardów dolarów, a teraz przygotowuje się do wprowadzenia na giełdę Anthropika. Z kolei południowokoreański SK Hynix sfinalizował rekordową emisję kwitów depozytowych o wartości 26,5 miliarda dolarów z udziałem Citigroup, a Bank of America otworzył dla OpenAI linię kredytową opiewającą na 520 milionów dolarów.
Jednak niezwykle dynamiczny wzrost wycen zaczyna budzić rosnące wątpliwości wokół fundamentów. Wyraźnym ostrzeżeniem stało się zachowanie walorów SpaceX, których cena osunęła się niedawno poniżej poziomu debiutu, przynosząc realne straty inwestorom kupującym akcje w ofercie pierwotnej. Sceptycyzm widać również w notowaniach producentów półprzewodników, gdzie główny indeks branżowy zanotował ostatnio solidną przecenę, nie reagując zbytnio na świetne wyniki operacyjne ASML. Rynek z uwagą wyczekuje raportu finansowego TSMC, upatrując tam rzetelnych wskazówek odnośnie do długoterminowej rentowności technologicznego wyścigu zbrojeń.
Ale napięcie związane z potencjalnym przewartościowaniem sektora AI jest mimo wszystko skutecznie tonowane. Czerwcowe odczyty inflacji CPI oraz PPI okazały się niższe od oczekiwań, co zauważalnie złagodziło obawy przed ewentualnymi, szybkimi podwyżkami stóp procentowych przez Rezerwę Federalną (to w odniesieniu do ogromnych potrzeb finansowych spółek technologicznych stwarzałoby liczne zagrożenia). Co prawda szef Fedu Kevin Warsh podczas wystąpienia w Kongresie twardo deklarował przywiązanie do dwuprocentowego celu inflacyjnego, ale gracze giełdowi zaczęli powoli redukować jastrzębie zakłady. Dodatkowym, silnym buforem okazały się rewelacyjne wyniki finansowe największych amerykańskich banków za drugi kwartał. W efekcie, choć wyceny wielu spółek wydają się wyśrubowane, a obóz niedźwiedzi od dłuższego czasu wypatruje poważniejszej przeceny, widmo głębokiego załamania notowań uparcie się oddala.
Bezpośrednim odzwierciedleniem rynkowej stabilizacji pozostaje bieżący obraz techniczny indeksu Nasdaq. Amerykański benchmark od czerwca porusza się w rozległym trendzie bocznym, a sytuacja byków pozostaje całkowicie bezpieczna, dopóki notowania utrzymują się powyżej silnej strefy wsparcia Fibonacciego 24707–24882 pkt. Wymieniony klaster pełni obecnie funkcję niezwykle czułego barometru nastrojów. Ewentualne przełamanie analizowanej bariery zwiastowałoby utratę inicjatywy przez kupujących i brak gotowości do wywierania dalszej presji popytowej, otwierając w tej sytuacji drogę do rozwinięcia głębszej korekty technicznej.
Przenosząc uwagę na rodzimy parkiet, widać wyraźnie, że WIG20 dotarł właśnie do niezwykle ważnej zapory podaży 3838–3856 pkt. Samo dotarcie do omawianego oporu nie stanowi oczywiście sygnału odwrotu. Jest po prostu kolejnym ambitnym wyzwaniem dla kupujących. Trwałe pokonanie opisywanego klastra stanowi konieczny warunek do wygenerowania następnego sygnału hossy. Gdyby jednak podaż uaktywniła się w opisywanym rejonie, kluczowym punktem odniesienia pozostanie silne wsparcie Fibo 3715–3728 pkt, zbudowane między innymi na bazie zniesienia 38,2 proc. Utrata analizowanej strefy drastycznie skomplikowałaby obraz wykresu, sygnalizując zmianę układu sił na korzyść sprzedających.
Wydaje się, że najbliższe tygodnie mogą zweryfikować, czy technologiczna euforia zdoła ostatecznie uniezależnić się od makroekonomicznych obciążeń i obronić aktualne wyceny. Niezależnie od fundamentalnych rozważań ostatecznym arbitrem dla uczestników handlu pozostaną obiektywne rozstrzygnięcia na kluczowych poziomach wsparć i oporów. Uważna obserwacja nakreślonych barier pozwoli zachować odpowiedni dystans do informacyjnego szumu i przygotować portfele na każdy z możliwych scenariuszy.