Kiedy cena ropy spada, niezależnie od tego czy jest ku temu uzasadnienie, rynek zaczyna szybko dyskontować poprawę bilansu podaży i popytu.
Jest to jednak skrót myślowy. Samochody, statki, ciężarówki i samoloty nie tankują ropy - tylko benzynę, diesel i mazut. Na dzień dzisiejszy, mimo że wojna z Iranem znów rozgorzała, ceny ropy Brent znajdują się w okolicy 85 USD, „jedynie” 40% wyżej niż na początku roku. Jednak w tym samym czasie destylaty podrożały od początku roku o około 90%. Spowolnienie wzrostu ropy może więc tworzyć fałszywe poczucie stabilizacji, podczas gdy faktyczny koszt energii ponoszony przez gospodarkę nadal rośnie.
Najlepiej pokazują to marże rafineryjne. Amerykański crack spread, czyli różnica między wartością produktów rafineryjnych a kosztem przerabianej ropy, wzrósł do około 68 dolarów na baryłce, najwyższego poziomu w danych sięgających 1986 roku. To sygnał, że problem przeniósł się z samej ropy do dalszej części łańcucha wartości, czyli rafinacji.
Najbardziej napięta pozostaje sytuacja na rynku diesla. Rosja, będąca drugim po Stanach Zjednoczonych największym eksporterem tego paliwa, odpowiadała za około 11% światowych dostaw eksportowych. Ograniczenie rosyjskiego eksportu po ukraińskich atakach na rafinerie i infrastrukturę transportową usunęło znaczną część podaży z rynku, który już wcześniej dysponował niewielkim marginesem bezpieczeństwa.
Strona podażowa nie pozostaje całkowicie bez odpowiedzi. Instalacje w USA pracują na pełnych obrotach, Indie agresywnie zwiększają eksport korzystając z korzystnych cen, a odbiorcy azjatyccy zastępują część dostaw z Bliskiego Wschodu amerykańską ropą.
Podaż z Europy pozostaje jednak ograniczona przez strukturalne problemy sektora na starym kontynencie. Nawet rekordowe marże nie pozwalają szybko stworzyć dodatkowych instalacji ani odbudować zapasów.
To właśnie ceny paliw, a nie samej ropy, mają bezpośrednie znaczenie dla inflacji. Po niedawnych publikacjach danych inflacyjnych, rynek na dobrą sprawę odtrąbił zwycięstwo nad inflacją - może być ono jednak tymczasowe.
Poza widmem inflacji rynek wydaje się ignorować też inne implikacje. Wyceny spółek naftowych pozostają na poziomach skrajnie niskich względem implikowanych zysków z tytułu marży rafineryjnej. Trudno na chwilę obecną znaleźć wytłumaczenie kompletnego zignorowania przez rynek tak korzystnych warunków dla sektora, konieczne może stać się oczekiwanie na publikację wyników oraz prognoz, aby wyceny nabrały momentum i przyciągnęły uwagę inwestorów.
Kamil Szczepański
Analityk Rynków Finansowych XTB