Po niezwykle słabym 2025 r., gdy Indie były najgorszym dużym rynkiem akcji na świecie, rok 2026 rozpoczął się równie źle – podczas gdy pomimo wojny na Bliskim Wschodzie inne rynki azjatyckie (m.in. Korea, Tajwan, Japonia) biją rekordy, Sensex stracił od początku roku 8 proc. Inwestorzy zagraniczni wypłacili z giełdy w Bombaju od stycznia 18,5 mld USD. Przyczyny takiej sytuacji są zasadniczo dwie – po pierwsze, Indie mogą w większym stopniu niż inne kraje ucierpieć na szoku energetycznym. Poziom zdywersyfikowania źródeł dostaw surowców energetycznych jest wyraźnie niższy niż np. w Chinach, zdecydowanie mniejsze są też rezerwy ropy.

Mniej jasne jest jednak to, dlaczego inwestorzy tak drastycznie karzą indyjski sektor technologiczny, który odstaje od reszty azjatyckiej technologii w sposób naprawdę dramatyczny, generując od początku roku stopę zwrotu w okolicy -20 proc. YTD, co jest wynikiem o około 60 punktów proc. poniżej zachowania IT na szerokich azjatyckich rynkach wschodzących. Oczywiste jest, że nie da się wskazać w Bombaju beneficjentów rozwoju AI tej klasy co TSMC, Samsung czy SK Hynix, ale założenie, że sztuczna inteligencja zabije indyjskie spółki informatyczne wydaje się mocno przesadzone.

Jasne, że znacząca ich część funkcjonuje w modelu eksportu usług IT, ale poziom ich skomplikowania jest już znacznie wyższy niż jeszcze kilka lat temu, nie są to wyłącznie proste czynności back-office’owe. Poprzez własną adopcję AI spółki indyjskie będą też z pewnością w stanie znacząco ograniczyć koszty, uzyskując wyższe marże niż w ostatnich latach. Liderem w rozwoju sztucznej inteligencji kraj się z pewnością nie stanie, z uwagi m.in. na brak infrastruktury energetycznej, która umożliwiałaby gwałtowną rozbudowę centrów danych, ale nie stoi na przegranej pozycji, także dzięki olbrzymiemu zapleczu w postaci wykwalifikowanego personelu IT. O ile samodzielna produkcja półprzewodników jest w Indiach w powijakach, szacuje się, że kraj może być domem nawet dla 20 proc. inżynierów zajmujących się na świecie ich rozwojem – wielkie centra badawcze mają tu najwięksi amerykańscy producenci, w tym Nvidia.

Tegoroczne wyprzedanie, szczególnie w relacji do innych rynków wschodzących, osiągnęło poziom skrajny, co sprawia, że patrzymy na akcje indyjskie z dużym zaciekawieniem, widząc w nich jeden z najciekawszych kierunków geograficznych na następne kilka miesięcy. Zwracamy również uwagę, że amerykański sektor software odbił już od dołków kilkanaście procent. Jego dalsze wzrosty będą dla nas sygnałem, że także sentyment do rynku indyjskiego może zacząć się wkrótce zmieniać, zwłaszcza gdyby pęknięcie bańki na producentach RAM zainteresowało inwestorów innymi obszarami IT.