Reklama

Iran to raczej pretekst do korekty niż końca hossy

Atak Stanów Zjednoczonych i Izraela na Iran wywindował ceny ropy, wywołując nie tylko wzrost awersji do ryzyka na rynkach finansowych, ale też odkurzając obawy o wzrost gospodarczy na świecie.

Publikacja: 02.03.2026 16:23

Marcin Kiepas analityk, Tickmill

Marcin Kiepas analityk, Tickmill

Foto: Fotorzepa

W Polsce, ten atak na Iran, dodatkowo postawił duży znak zapytania przy prawie pewnej do niedawna marcowej obniżce stóp procentowych. W sumie nic nadzwyczajnego. Rynkowy klasyk. Klasycznie więc, strach na rynkach powinien utrzymać się przez jakiś tydzień, a później inwestorzy przejdą nad tym do porządku dziennego. I to nawet, gdy działania zbrojne będą trwały.

Oczywiście jest ryzyko, że sytuacja na Bliskim Wschodzie mocno się skomplikuje, windując ceny ropy do poziomów nieoglądanych od lat. Wówczas rynki finansowe przeżyłyby szok, co mogłoby skończyć się falą paniki podobną do tej, oglądanej rok temu przy okazji ogłoszonego przez Trumpa "Dnia Wyzwolenia".

Ten scenariusz jednak wydaje się teraz mało prawdopodobny. Przede wszystkim dlatego, że obecnie administracja Trumpa obok osiągnięcia celów militarnych w Iranie, z pewnością dąży do osiągnięcia... celu wyborczego podczas listopadowych wyborów połówkowych w USA. A trwały skok cen ropy na świecie, niosący ze sobą ryzyko wybuchu inflacji i obawy o wzrost gospodarczy w USA, musiałby przełożyć się na mocne spadki na Wall Street, jednocześnie oddalając Trumpa od celu wyborczego.

Czytaj więcej

Giełda w Warszawie reaguje na wojnę na Bliskim Wschodzie

To jednak nie oznacza, że teraz spadków na Wall Street nie będzie. Będą, bo wojna z Iranem pojawiła się w momencie, gdy amerykańskie indeksy od kilku miesięcy tkwiły w trendzie bocznym, a europejskim giełdom zaczynało brakować paliwa do dalszych wzrostów. Tyle tylko, że raczej będzie to szybka i krótka korekta, niż trwała zmiana nastrojów na giełdach. O końcu hossy już nie mówiąc.

Reklama
Reklama

Jaki zasięg może mieć "wojenna korekta"? Trudno odpowiedzieć na tak postawione pytanie. To zależy od zbyt wielu, trudnych teraz do przewidzenia, czynników. Chyba, że je zignorujemy, a zasięg potencjalnej korekty określimy na podstawie analizy sytuacji na wykresach poszczególnych indeksów.

Indeks S&P500 w tym roku już trzykrotnie zawracał z poziomów nieco poniżej 6800 pkt. Jego przełamanie otworzy drogę do strefy wsparcia 6521,92 – 6550,78 pkt., jaką tworzą dołki z października i listopada. Dużo gorzej prezentuje się Nasdaq. Jeżeli spadnie poniżej 22 tys. pkt., to może zatrzymać się dopiero w okolicy 20 tys. pkt. Podobnie prezentuje się sytuacja na wykresie niemieckiego DAX-a. Spadek poniżej lutowego dołka (24 272,62 pkt.) może sprowadzić indeks nawet w okolice 23 tys. pkt. Dla WIG20 analogiczne poziomy to 3 306,56 pkt i później 3 200 pkt. Natomiast wspólną cechą sytuacji na wykresach wszystkich opisanych indeksów jest to, że jakkolwiek pojawia się ryzyko korekty, to nie ma sygnałów końca hossy.

 

Okiem eksperta
AI redefiniuje biznesy?
Materiał Promocyjny
Arabia Saudyjska. W krainie gościnności
Materiał Promocyjny
Nowy luksus zaczyna się od rozmowy. Byliśmy w showroomie EXLANTIX w Warszawie
Okiem eksperta
Debiut Blika i powrót dużych IPO na GPW
Okiem eksperta
Rentowności spadają, ale ryzyko wciąż podwyższone
Materiał Promocyjny
Największy na świecie program edukacyjny, który od 20 lat zmienia życie młodego pokolenia
Okiem eksperta
Zbyt cukierkowa dezinflacja
Materiał Promocyjny
Jak osiągnąć sukces w sprzedaży online? Rozwijaj logistykę z Abonamentem dla firm na paczki
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama