W Polsce, ten atak na Iran, dodatkowo postawił duży znak zapytania przy prawie pewnej do niedawna marcowej obniżce stóp procentowych. W sumie nic nadzwyczajnego. Rynkowy klasyk. Klasycznie więc, strach na rynkach powinien utrzymać się przez jakiś tydzień, a później inwestorzy przejdą nad tym do porządku dziennego. I to nawet, gdy działania zbrojne będą trwały.
Oczywiście jest ryzyko, że sytuacja na Bliskim Wschodzie mocno się skomplikuje, windując ceny ropy do poziomów nieoglądanych od lat. Wówczas rynki finansowe przeżyłyby szok, co mogłoby skończyć się falą paniki podobną do tej, oglądanej rok temu przy okazji ogłoszonego przez Trumpa "Dnia Wyzwolenia".
Ten scenariusz jednak wydaje się teraz mało prawdopodobny. Przede wszystkim dlatego, że obecnie administracja Trumpa obok osiągnięcia celów militarnych w Iranie, z pewnością dąży do osiągnięcia... celu wyborczego podczas listopadowych wyborów połówkowych w USA. A trwały skok cen ropy na świecie, niosący ze sobą ryzyko wybuchu inflacji i obawy o wzrost gospodarczy w USA, musiałby przełożyć się na mocne spadki na Wall Street, jednocześnie oddalając Trumpa od celu wyborczego.
Czytaj więcej
Rozpoczęcie wojny na Bliskim Wschodzie skłoniło inwestorów do wyprzedaży akcji notowanych na kraj...
To jednak nie oznacza, że teraz spadków na Wall Street nie będzie. Będą, bo wojna z Iranem pojawiła się w momencie, gdy amerykańskie indeksy od kilku miesięcy tkwiły w trendzie bocznym, a europejskim giełdom zaczynało brakować paliwa do dalszych wzrostów. Tyle tylko, że raczej będzie to szybka i krótka korekta, niż trwała zmiana nastrojów na giełdach. O końcu hossy już nie mówiąc.